Battlefield 4 — błędy wypowiadają wojnę totalną

Battlefield 4 — błędy wypowiadają wojnę totalną15.11.2013 12:47
Marcin Paterek

To nie przypadek, że recenzja Battlefielda 4 PC ukazuje się dopiero teraz, kilka tygodni po premierze tytułu, na poznanie bowiem tak rozbudowanego dzieła potrzeba w końcu czasu. Mowa tu nie o dziesiątkach, lecz setkach czy wręcz nawet tysiącach godzin przed komputerem. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że przynajmniej połowa z nich będzie niestety zmarnowana z powodu bezsensownego przyśpieszenia premiery gry.

[1/2]
[2/2]

W środowisku graczy studio DICE ma dwa oblicza. Pierwsze, promowane w mediach, to ekipa, która wzięła sobie za punkt honoru stworzenie najlepszej wojennej gry akcji w historii. Wizerunek ten budowany jest konsekwentnie jeszcze od czasów Battlefielda 1942 i mimo że na jej koncie znajdują się też inne tytuły (m.in. wyborny Mirror's Edge), DICE stało się rozpoznawalne głównie za sprawą swojej flagowej serii. O drugim natomiast obliczu wspomina się rzadko i półgębkiem — Szwedzi zdają się mieć w głębokim poważaniu szacunek do klientów, przez co większość ich gier w momencie premiery jest koszmarnie niedorobiona. Battlefield 4 nie jest tutaj wyjątkiem. W obecnym stadium produkcja posiada tak wiele błędów, że jej stan zakrawa o wielki absurd.

[1/2]
[2/2]

Przykłady? Gra notorycznie wysypuje się do pulpitu, wyświetlając komunikat o błędzie DirectX. Średnio co pół godziny zawiesza się bez wyraźnego powodu, zmuszając do ratowania się kombinacją tak zwanych trzech króli albo (co też się zdarza) restartowania całego komputera. Czasami płynność animacji katastrofalnie spada, mimo że jeszcze kilka minut wcześniej nic tego nie zapowiadało. W najmniej spodziewanym momencie dźwięk zamiera, zmuszając nas do udziału w nowatorskim kinie niemym. Serwery do gry wieloosobowej są tak niestabilne, że w samym środku meczu potrafią odmówić posłuszeństwa i najzwyczajniej w świecie zniknąć z wyszukiwarki, przy okazji rozłączając wszystkie osoby. A to dopiero wierzchołek góry lodowej, na którą mozolnie wspinają się każdego dnia tysiące graczy na całym świecie...

[1/2]
[2/2]

Nie bez powodu poświęcam tyle miejsca na opisanie bolączek Battlefielda 4. Nic bowiem nie irytuje bardziej niż to, gdy z trudem uzbierane punkty doświadczenia, które pozwalają odblokować dostęp do lepszego wyposażenia, nagle wyparowują po wystąpieniu jednego z krytycznych błędów. Gdy zdobyte chwilę wcześniej ulepszenia znikają, bo serwer nie zdążył zapisać sesji. Gdy rywalizacja między zespołami jest tak zacięta, że idą ze sobą łeb w łeb i walka toczy się o pojedyncze kupony, a pod sam jej koniec nagle podziwiamy tapetę pulpitu. Pierwsze takie niespodzianki witamy zgrzytaniem zębów, potem rwiemy włosy z głowy, a później walimy pięścią w stół ze wściekłości. Na sam zaś koniec człowieka ogarnia dojmujące uczucie bezsilności — nieważne, ile łez w wątkach na oficjalnym forum produktu wylejemy czy jak szpetnie będziemy przeklinać twórców pod nosem. Gra i tak zrobi to, co zechce.

[break/]Wielka szkoda, bo gdy już wreszcie i przez chwilę zacznie działać, Battlefield 4 jest po sieci naprawdę przyjemny i wciągający. Do dyspozycji gracze mają w sumie 93 modele broni podzielonej na karabiny, strzelby, RKM-y, snajperki czy pistolety. Większość z nich pozwala na montaż dodatkowych akcesoriów, na przykład oślepiającej wrogów latarki, tłumika lub celownika kolimatorowego. Oprócz tego dostajemy cały zestaw pojazdów bojowych, począwszy od czołgów i transporterów opancerzonych, przez śmigłowce oraz odrzutowce, na łodziach bojowych kończąc. Podobnie jak w przypadku broni, możliwości każdego z nich są początkowo mocno okrojone po to, by stawać się coraz potężniejsze wraz ze zdobywaniem doświadczenia. Są w końcu cztery klasy postaci, z których każda jest niezastąpiona na polu walki: szturmowiec potrafi leczyć i wskrzeszać towarzyszy, technik jest mistrzem w naprawianiu i niszczeniu pojazdów, żołnierz wsparcia zawsze ma pod ręką skrzynki z amunicją, a zwiadowca wiedzie oto prym w walce na dystans.

[1/2]
[2/2]

Tak wiele możliwości dostosowania gry do własnego stylu sprawia, że po rozpoczęciu meczu pozornie flegmatyczna bitewka szybko przeradza się w wojnę totalną między maksymalnie 64 osobami. Ważną rolę w starciach odgrywa jednak nie tylko sprzęt, ale również mapy. Tych jest póki co 10, ale liczba ta pewnie będzie zwiększać się wraz z premierą kolejnych dodatków (w sumie EA planuje wypuszczenie pięciu płatnych DLC). Dostępne w podstawowej wersji gry poziomy prezentują się dość nierówno. O brzasku pozwala zrozumieć, dlaczego walka w środku miasta jest piekielnie trudna, natomiast Fabryka 311 zachwyca industrialnym klimatem, jakby wyciągniętym prosto z filmu „Wróg u bram”. Dech w piersi zapiera Sztorm na Paracelach, gdzie fenomelanie zrealizowany sztorm pozwala przymknąć oko na podobieństwo samej mapy do Zatoki Omańskiej, którą udostępniono w DLC do Battlefielda 3. Nie brakuje jednak i kiepskich map, które zupełnie nie pasują do charakteru gry. Tak jest w przypadku choćby toczącej się na terenie więzienia Operacji blokada, gdzie twórcy położyli nacisk na bezsensowną oraz chaotyczną łupaninę w ciasnych korytarzach. Zawiodłem się rónież na głośno reklamowanym mechanizmie Levolution, który pozwala np. rozbić fragment tamy i w ten sposób nieznacznie zmienić charakter mapy — jest on całkowicie oskryptowany i nie różni się w zauważalny sposób od tego, co widzieliśmy już na Granicy kaspijskiej w BF3.

[1/2]
[2/2]

Podobnie jak w poprzednich częściach serii, każdą z map można rozgrywać w jednym z wybranych trybów. Z grubsza można podzielić je na kilka kategorii. W Podboju oba zespoły walczą przy użyciu całego dostępnego arsenału o utrzymanie punktów, dzięki którym wróg traci kupony i po ich wyzerowaniu przegrywa rundę; w pozbawionej pojazdów Dominacji obiektów jest mniej, a ich przejmowanie jest znacznie szybsze, co wymusza większą dynamikę zabawy. Szturm to z kolei zmagania drużyny atakującej i broniącej — w tym trybie mapa podzielona jest na pięć etapów, a przejście do kolejnego jest możliwe dopiero wówczas, gdy ofensywie uda się wysadzić dwa oddalone od siebie przekaźniki. W Unicestwieniu celem jest przechwycenie i podłożenie bomby w bazie wroga, natomiast bliźniacza Neutralizacja nie pozwala na odrodzenie po śmierci. Nowością jest długo zapowiadany tryb Dowódcy, w którym jeden z graczy nie uczestniczy bezpośrednio w walkach, za to może wydawać rozkazy i wspierać swój zespół, wysyłając mu skrzynki z zaopatrzeniem, zakłócając działanie radaru wroga czy kierując rakiety w stronę jego bazy. Zabawa jednak bardzo szybko się nudzi i trudno mi wyobrazić sobie, by ktokolwiek chciał na komputerze rozegrać w ten sposób więcej niż kilka rund. Twórcy chyba zdali sobie z tego sprawę, bo w rolę dowódcy będzie można wcielić się też za pośrednictwem aplikacji na tablety. Wersja dla iOS dostępna jest od dziś, natomiast użytkownicy Androida muszą zaczekać do przyszłego tygodnia.

[break/]DICE znane jest z rzadko spotykanej pieczołowitości w budowaniu realistycznej oprawy gry i Battlefield 4 jest doskonałym tego przykładem. Grafika w najwyższych ustawieniach oferuje niespotykaną jakość detali. Nieważne, czy mówimy o uginającej się pod porywistym wiatrem roślinności, oślepiającym blasku śniegu w słoneczny dzień, czy opuszczonych od dawna budynkach, w których zdewastowane sprzęty realistycznie łączą się z panującym w pomieszczeniach półmrokiem. Dodając do tego rozbudowany silnik fizyczny, który pozwala zniszczyć większość budynków i żywcem pogrzebać przebywających w nich wrogów, produkcja w przyszłości może wysunąć się na czoło graficznego peletonu. Teraz niestety tego nie robi, bo pojawiające się gdzieniegdzie artefakty oraz migoczące tekstury skutecznie zabijają pozytywne wrażenia. Podobnie sytuacja ma się w przypadku oprawy dźwiękowej — o ile nie zanika, cieszy uszy realistycznym ujadaniem karabinów, głębokim basem wystrzałów czołgowych i ogłuszającym hukiem eksplozji. Na tym tle odstaje polski dubbing, rażący sztucznością.

[1/2]
[2/2]

Istnieje jeszcze jeden powód, dla którego recenzja ukazuje się dopiero teraz. Bogatszy o doświadczenie towarzyszące premierze Battlefielda 3, chciałem dać twórcom czas na wypuszczenie pierwszego zestawu poprawek. Kiedy po ponad dwóch tygodniach wreszcie się go doczekałem, okazało się, że zmieniła się w zasadzie tylko jedna rzecz — rozmiar gry na dysku. Ważący gigabajt patch mimo deklaracji DICE nie przyniósł poprawek stabilności serwerów, nie wyeliminował problemów z dźwiękiem, nie zlikwidował artefaktów graficznych i nie zaradził wyrzucaniu graczy do pulpitu. Zagadka tajemniczego rozmiaru poprawek szybko jednak się wyjaśniła. Studio przez przypadek (?) zawarło wśród nich… bronie, które miały być udostępnione dopiero w DLC Chińska Nawałnica. Mimo więc że do jego premiery pozostało jeszcze nieco czasu, część graczy już teraz zabrała się za odblokowywanie przeznaczonych do nich dodatków.

[1/2]
[2/2]

Część z Was pewnie zastanawia się, dlaczego ani słowem nie wspomniałem jak dotąd o trybie pojedynczego gracza. Pięciogodzinna kampania została wepchnięta na siłę i dobrze bawić się w niej będą tylko ci, którzy oczekują od Battlefielda rywalizacji z Call of Duty. Całą resztę irytować będą niedopracowane skrypty, nie pozwalające popchnąć akcji naprzód, tunelowe poziomy oraz niesamowita celność przeciwników, którzy z odległości kilkuset metrów strzelają wyłącznie w nas, zupełnie ignorując naszych towarzyszy niedoli. W efekcie zmuszony jestem wystawić niską ocenę. Nie dlatego, że Battlefield 4 to zła gra. Wręcz przeciwnie, w trybie wieloosobowym potrafi przykuć do monitora na długie godziny i zatopić w swoim świecie, oczarowując bogactwem arsenału czy efektownością starć. Niestety ukazała się przynajmniej rok za wcześnie. W chwili obecnej jest to produkt skrajnie niegrywalny. Nie można z czystym sumieniem polecić go nikomu, kto będzie potem tłukł pięścią w stół i przeklinał błędy uniemożliwiające zabawę. Na rynku dostępne są dziesiątki tytułów, które w fazie publicznych alfa testów są bardziej dopracowane niż finalna wersja Battlefielda 4. Ktoś jednak podjął decyzję, by z klientów płacących niemałe pieniądze (gra wraz z pakietem nadchodzących dodatków kosztuje na PC 308 zł!) zrobić testerów-wolontariuszy.

Źródło artykułu:www.dobreprogramy.pl
Szanowna Użytkowniczko! Szanowny Użytkowniku!
×
Aby dalej móc dostarczać coraz lepsze materiały redakcyjne i udostępniać coraz lepsze usługi, potrzebujemy zgody na dopasowanie treści marketingowych do Twojego zachowania. Twoje dane są u nas bezpieczne, a zgodę możesz wycofać w każdej chwili na podstronie polityka prywatności.

Kliknij "PRZECHODZĘ DO SERWISU" lub na symbol "X" w górnym rogu tej planszy, jeżeli zgadzasz się na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę i naszych Zaufanych Partnerów Twoich danych osobowych, zbieranych w ramach korzystania przez Ciebie z usług, portali i serwisów internetowych Wirtualnej Polski (w tym danych zapisywanych w plikach cookies) w celach marketingowych realizowanych na zlecenie naszych Zaufanych Partnerów. Jeśli nie zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych skorzystaj z ustawień w polityce prywatności. Zgoda jest dobrowolna i możesz ją w dowolnym momencie wycofać zmieniając ustawienia w polityce prywatności (w której znajdziesz odpowiedzi na wszystkie pytania związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych).

Od 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 (określane jako "RODO"). W związku z tym chcielibyśmy poinformować o przetwarzaniu Twoich danych oraz zasadach, na jakich odbywa się to po dniu 25 maja 2018 roku.

Kto będzie administratorem Twoich danych?

Administratorami Twoich danych będzie Wirtualna Polska Media Spółka Akcyjna z siedzibą w Warszawie, oraz pozostałe spółki z grupy Wirtualna Polska, jak również nasi Zaufani Partnerzy, z którymi stale współpracujemy. Szczegółowe informacje dotyczące administratorów znajdują się w polityce prywatności.

O jakich danych mówimy?

Chodzi o dane osobowe, które są zbierane w ramach korzystania przez Ciebie z naszych usług, portali i serwisów internetowych udostępnianych przez Wirtualną Polskę, w tym zapisywanych w plikach cookies, które są instalowane na naszych stronach przez Wirtualną Polskę oraz naszych Zaufanych Partnerów.

Dlaczego chcemy przetwarzać Twoje dane?

Przetwarzamy je dostarczać coraz lepsze materiały redakcyjne, dopasować ich tematykę do Twoich zainteresowań, tworzyć portale i serwisy internetowe, z których będziesz korzystać z przyjemnością, zapewniać większe bezpieczeństwo usług, udoskonalać nasze usługi i maksymalnie dopasować je do Twoich zainteresowań, pokazywać reklamy dopasowane do Twoich potrzeb. Szczegółowe informacje dotyczące celów przetwarzania Twoich danych znajdują się w polityce prywatności.

Komu możemy przekazać dane?

Twoje dane możemy przekazywać podmiotom przetwarzającym je na nasze zlecenie oraz podmiotom uprawnionym do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa – oczywiście tylko, gdy wystąpią z żądaniem w oparciu o stosowną podstawę prawną.

Jakie masz prawa w stosunku do Twoich danych?

Masz prawo żądania dostępu, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych. Możesz wycofać zgodę na przetwarzanie, zgłosić sprzeciw oraz skorzystać z innych praw wymienionych szczegółowo w polityce prywatności.

Jakie są podstawy prawne przetwarzania Twoich danych?

Podstawą prawną przetwarzania Twoich danych w celu świadczenia usług jest niezbędność do wykonania umów o ich świadczenie (tymi umowami są zazwyczaj regulaminy). Podstawą prawną przetwarzania danych w celu pomiarów statystycznych i marketingu własnego administratorów jest tzw. uzasadniony interes administratora. Przetwarzanie Twoich danych w celach marketingowych realizowanych przez Wirtualną Polskę na zlecenie Zaufanych Partnerów i bezpośrednio przez Zaufanych Partnerów będzie odbywać się na podstawie Twojej dobrowolnej zgody.