Zauważa, że lata lecą, a ludzie niewiele się nauczyli z sukcesu Minecrafta. Nie wystarczy wypuścić projekt w świat, trzeba go jeszcze rozwijać, najlepiej w zgodzie z uwagami tworzącej się wokół niego społeczności. Dopieszczeni gracze będą zapraszali do zabawy kolejnych, wykładając im podstawy rozgrywki i nie zwracając uwagi na błędy, które z czasem zostaną poprawione. To się właśnie Bleszinskiemu podoba. Dorzuca do tego stały kontakt z fanami, podkasty, dzienniki wideo z produkcji, sesje pytań i odpowiedzi na Reddicie, słowem postawienie się z nimi nawet niejako w jednym szeregu. Od hucznego prezentowania nowych tytułów na E3 woli bardziej bezpośredni kontakt z odbiorcami podczas demonstracji przeprowadzanych na różnych konwentach poświęconych grom.
Za tym Bleszinski tęskni, rozmowami z normalnymi ludźmi, zamiast zasłanianiem się repliką karabinu z piłą łańcuchową i byciem postrzeganym jako niedostępny deweloper. Za tym, a także porządnymi strzelankami, na których jak mówi będzie się do końca życia chyba już koncentrował... Tak ma po prostu zapisane gdzieś w zakręconym kodzie DNA.