r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

ePrivacy może się opóźnić. Nie wszyscy chcą prywatności w Sieci

Strona główna AktualnościINTERNET

25 maja przyszłego roku ma wejść w życie Dyrektywa 2002/58/EC, dotycząca prywatności, komunikacji elektronicznej i ochrony danych. Przedmiotem jej działania jest prawo do prywatności w sektorze komunikacji elektronicznej, przepływ danych, usług i urządzeń komunikacyjnych. Zobowiązuje ona dostawców usług komunikacji elektronicznej do zapewnienia bezpieczeństwa oraz informowania klientów w sytuacji zagrożenia np. atakiem wirusów.

Nakłada ona na kraje członkowskie obowiązek zapewnienia poufności informacji i ochrony przez podsłuchiwaniem, nagrywaniem, przechowywaniem i innymi rodzajami inwigilacji. Oczywiście działania takie można będzie prowadzić, jednak po spełnieniu określonych warunków. Na jej podstawie dostawcy usług są też zobowiązani do usunięcia lub anonimizowania niepotrzebnych danych. Dane mogą być przechowywane za zgodą użytkownika i na potrzeby polepszenia usług, jednak użytkownik powinien zostać poinformowany, w jakim celu i jak długo dane będą przechowywane. Oczywiście i w tym przypadku istnieją odstępstwa od reguły.

Dyrektywa budzi wiele kontrowersji, które stara się rozwiać Fundacja Panoptykon. Jej przedstawiciele twierdzą, że nieprawdą jest, iż ePrivacy zablokuje reklamy, gdyż odnosi się wyłącznie do tych reklam, które w nadmierny sposób śledzą użytkownika, naruszając jego prawo do prywatności. ePrivacy ma na celu przywrócenie kontroli użytkowników nad danymi ich dotyczącymi oraz zwiększenie świadomości, w jaki sposób są one wykorzystywane, twierdzi Fundacja. Zdaniem jej przedstawicieli dyrektywa utrudni też życie twórcom fake newsów. Śledzenie użytkowników przez reklamy pozwala bowiem na ich profilowanie, dzięki czemu twórcy fake newsów wiedzą, do kogo mogą łatwo dotrzeć.

r   e   k   l   a   m   a

Ponadto ma ona zbawiennie działać na rynek dziennikarski. Reklamy oparte na śledzeniu generują przychody poprzez uzyskanie jak największej liczby kliknięć (odwiedzin). Oznacza to, że – jak ujmuje to brytyjski The Guardian – „nędzna treść” wygrywa z jakością. Szukanie sensacji i oburzenia jest bardziej dochodowe niż rzetelne dziennikarstwo. Czerpanie przez wydawców zysków z reklam opartych na śledzeniu stanowi zagrożenie dla prywatności użytkowników oraz wyraźnie pogarsza jakość dziennikarstwa.

Nowe prawo będzie też remedium na duopol Google'a i Facebooka, które – jak twierdzi Fundacja Panoptykon – zdobyły swoją silną pozycję dzięki brakowi odpowiednich regulacji. Ma ono wzmocnić konkurencję na rynku reklam i przyczynić się do kontynuacji rozwoju sprzyjającego prywatności europejskiego przemysłu. Dyrektywa przewiduje też równe szanse dla wszystkich podmiotów gospodarczych i pewność prawa zarówno dla biznesu, jak i dla użytkowników.

Parlament Europejski poparł udzielenie mandatu LIBE do reprezentowania Parlamentu w negocjacjach dotyczących rozporządzenia ePrivacy. Mandat jest politycznie słaby, gdyż przyjęto go większością 318 do 280 głosów przy 20 wstrzymujących się, jednak ważny jest sam fakt jego udzielenia.

Teraz, po głosowaniu w PE, nowe rozporządzenie będzie przedmiotem rozmów pomiędzy Parlamentem, Radą Unii Europejskiej i Komisją Europejską. Podobno większość państw członkowskich zgłasza zastrzeżenia do wielu przepisów dyrektywy, dlatego też pojawiły się głosy o konieczności spowolnienia prac nad ePrivacy. To zaś oznacza, że dyrektywa może nie wejść w życie w przewidywanym terminie.

© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.