RetroGranie: Dragon's Lair Trilogy + konkurs!

Ciekaw jestem ile osób z zacnego grona moich czytelników, miało zaszczyt ponad 30 lat temu zagrać w pierwszą odsłonę Dragons' Lair na automacie w słynnych salonach gier. Pomysłodawcami nowego trendu rozgrywki był Rick Dyer który wraz z Don Bluth (dawny animator z wytwórni Walta Disneya) zabrali się za urzeczywistnienie swoich wizji. Ta, jedna z najbardziej rozpoznawalnych zręcznościówek miała swoją premierę w czerwcu 1983 roku i doczekała się kontynuacji oraz części rozgrywającej się w kosmosie.

Zamysłem twórców było stworzenie gry opartej w głównej mierze na opowiedzeniu historii, w której gracz decydowałby tylko o ruchach odgrywanej postaci. W obecnych czasach moglibyśmy przyrównać ten tytuł do wymagających Dark Soulsów, z niecną domieszką systemu Quick Time Event. Po swojej udanej premierze na stacjonarnych automatach, tytuł doczekał się konwersji na komputery osobiste a w późniejszych latach nawet na konsole nowej generacji. Prócz poprawienia pomniejszych aspektów animacji oraz mechaniki, nieco przebudowano system ilości dodatkowych żyć głównego bohatera oraz usprawniono system sterowania tak, by sprostał wymaganiom nowych kontrolerów ruchu. 

reklama

Przezabawna historia

Seria Dragon's Lair opowiada oklepaną do granic historię Dzielnego Dirka, mężnego rycerza który rusza na ratunek wybrance swego serca - księżniczce Daphne. Na jego drodze twórcy postawili masę niebezpieczeństw, wymagających przeciwników oraz tytułowego jaszczura ziejącego ogniem. Już w początkowej fazie gry spotykamy się z unikatową dla tego stylu rozgrywki, mechaniką.

Jej unikatowość polegała na wielkiej prostocie sterowania, w głównej mierze opartej o wcześniej wybrane interakcje. Podobnie jak ma to miejsce w nowych tytulach takich grach jak Tales of Borderlands czy Walking Dead, rozgrywka oparta jest na odkrywaniu fabuły oraz drobnych interakcjach, powodujących zamierzone czynności. Tutaj jest nieco inaczej, gdyż wykonywane przez nas komendy w określonym czasie, nie powodują wybrania dodatkowej ścieżki a umożliwiają przeżycie głównej postaci i pchnięcie fabuły do przodu.

Pomysł był prosty ale też dość skomplikowany w ogólnym rozrachunku. Trzeba było stworzyć od podstaw interaktywne opowiadanie, nakreślić bazową animację oraz wymyślić taki sposób działania głównego bohatera, by tytuł sprawił nie lada trudność graczowi ale jednocześnie nie zniechęcał do swej rozgrywki. W ten sposób otrzymaliśmy produkt będący interaktywnym opowiadaniem o losach niezłomnego rycerza który by zrealizować swój cel, wciąż prze przed siebie. 

Komedia pomyłek

Udział gracza opiera się w głównej mierze na wychwytywaniu i reagowaniu na komendy, wydawane przez grę. Na ekranie głównym wielokrotnie otrzymujemy podpowiedź w postaci podświetlonego klawisza lub elementu ekwipunku, z którym zapoznani zostajemy już na początku zabawy. Określone czynności wykonujemy wybranym przez nas kontrolerem. Najczęściej są to wybory kierunków ale również klawisz odpowiedzialny za atak lub obronę, gdyż uniki są na porządku dziennym.

Niewłaściwe rozegranie akcji będące swoistą pomyłką, nagradzane jest poprzez ujrzenie pięknej animacji śmierci naszego bohatera. Muszę przyznać iż początkowo przez lwią część gry zdarzało mi się ginąć. Dopiero po pewnym czasie z zaprawionym męstwem, dzierżyłem swą mysz i klawiaturę by uwolnić swą miłość z tajemniczej wieży... oj wkręciłem się :)

Każda z lokacji podzielona jest na pomniejsze plansze w których przyjdzie nam odgrywać swoje zacne przygody. Jak można zauważyć - przez dłuższą część zabawy, zdobywamy punkty które otrzymujemy za refleks i za wczas, wykonane ruchy. Nie ma co się dziwić w tym wypadku, gdyż to gra czysto zręcznościowa i postawiona na wykręcanie coraz to wyższych pozycji w rankingu.

Seria poboczna

Rok po udanym debiucie na automatach, pojawiła się kolejna część. Tym razem historia opowiada o losach naszej ukochanej Daphne, porwanej przez mrocznego Mardoca który postanawia ją poślubić. Pełny zapału i zemsty Dirk postanawia odbić swą miłość, podążając śladami czarnoksiężnika. Niestety, ale okazało się że obszerność sequelu zmusiła twórców na podział drugiej części na dwa odrębne byty. Pierwszą z nich był Dragon’s Lair 2: Time Warp który ukazał się w opisywanej trylogii, a drugi -Dragon’s Lair 3: The Curse of the Mordread już niestety nie. Mimo udanej konwersji na nowe komputery dwóch części, trzecia pozostanie tylko średnio-udanym wspomnieniem.

Prócz sagi o bohaterskim rycerzu, twórcy zdecydowali się wydać tytuł uderzający w bardziej nowoczesne czasy. Tak po czterech miesiącach od premiery pierwszej części Dragon's Lair, powstał - Space Ace. Opowiadał o losach międzygalaktycznego bohatera który został na siłę odmłodzony przez generała kosmicznej floty - Borfa. Ku nieszczęściu, jednocześnie została porwana jego dziewczyna Kimberly. Jak można było się domyśleć naszym zadaniem będzie uratowanie ślicznej niewiasty i powrót do dawnego "Ja". 

Nowa część przenosi nas do wymyślnej przyszłości pełnej laserów, robotów oraz kosmicznych nawiązań, także do obecnej popkultury. Ale tu jak i w przypadku poprzedniej odsłony możemy liczyć na srogie dawki humoru oraz masę dobrej i wciągającej zabawy. 

Graficzny majstersztyk

Trzeba też co nieco napisać o fenomenalnej animacji. Już po pierwszych minutach spędzonych w grze, mamy nieodparte wrażenie że owa grafika towarzyszy nam od wczesnego dzieciństwa lub dorastania naszych pociech. Podobne zabiegi animacyjne widzieliśmy w oficjalnych produkcjach studia Disney oraz coraz to nowszych tytułach. Każda z części ukazuje co prawda inne podejście do tematu rozgrywki, ale opiera się na tych samych smaczkach i podobnej ścieżce po której nasz bohater podąża do celu.

A im dalej tym bardziej doceniamy ogrom graficznej i animatorskiej pracy obu panów, szczególnie jak na produkcję tworzoną w tamtych czasach. Dalsze lokacje charakteryzują się ogromem detali oraz wielowątkowością przeciwników i narastającej akcji. Ścieżka dźwiękowa również idealnie dopasowuje się do rozgrywanej akcji, choć nie gra pierwszych skrzypiec, jak w tym wypadku animacja.

Podsumowanie + KONKURS

Fajnie było znów móc zagrać w ten jakże fascynujący tytuł łączący w sobie zacną i wciągającą fabułę, okraszoną niezłą mechaniką oraz indywidualnym podejściem do rozgrywki. Mimo iż musiałem poczekać kilka lat by móc w nią zagrać, nie uważam tego czasu za stracony, gdyż nie ważne ile masz lat - to jest tytuł który po prostu trzeba nadrobić. A jest ku temu okazja, gdyż niedawno trylogia Dragon's Lair zagościła na platformie GOG w przystępnej cenie 69,99 zł. Dostajemy w niej obie części niesamowitych przygód Dirka oraz jego kosmicznie-futurystycznego wcielenia. 

By nieco narobić Wam smaku przed zakupem jakże interesującego tytułu, otrzymałem dodatkowy klucz na platformę GOG którym chciałbym się z Wami podzielić. By mieć szansę na wygranie kodu licencyjnego do Dragon's Lair Trilogy należy rozwinąć poniższe zdanie:

Gdyby automaty powróciły do łask, to na pewno zagrałbym...

Na odpowiedzi czekam do poniedziałku (godzina 9:00) 6 sierpnia br. W drodze losowania wybiorę zwycięzcę* do którego powędruje kod z grą / przesłany w wiadomości prywatnej na forum. Dobrej zabawy i powodzenia! 

* - klasycznie, biorę pod uwagę odpowiedzi zarejestrowanych użytkowników portalu. 

ROZWIĄZANIE KONKURSU

Kluczyk poleciał na PW (forum) do użytkownika KaiQ. Gratki! 

oprogramowanie gry hobby

Komentarze