Trybunał zaznacza, że wobec tego potrzebne jest dokładne przyjrzenie się sposobowi wykorzystywania sprzedawanych przez sklepy internetowe narzędzi do obchodzenia zabezpieczeń. Tu oczywiście Nintendo dalej trzyma się swojego stanowiska, że chodzi głównie o uruchamianie nielegalnych kopii gier, więc firma pewna jest wygranej w całej sprawie. Dostała jednak przykazanie, by rozpatrzyła sposoby utrudniania życia piratom, ale nie rozwojowi sceny homebrew jako takiej. Blokowanie wszystkiego jak leci jest według Trybunału zwyczajnie zbyteczną przesadą. Czy faktycznie coś się teraz zmieni?
Traktowanie wszystkich jak złodziei jest popularną praktyką, a przecież faktycznie nie każdy chcący podjąć się modyfikacji konsoli czy innego (domyślnie zamkniętego) sprzętu robi to od razu z myślą o zagraniu w grę ściągniętą z torrentów. W wielu przypadkach chodzi o proste dodanie funkcjonalności, której zabrakło w podstawowym oprogramowaniu (jak odtwarzanie filmów, muzyki czy przeglądanie komiksów), albo zabawę z alternatywnymi systemami operacyjnymi (że przypomnę o sprawie Linuksa na PS3). Owszem, homebrew jest często furtką dla piratów, warto jednak pamiętać, iż niezależni programiści świadomi są zagrożeń, wynikających z odnajdywania przez nich pewnych dziur w firmware i nierzadko w obliczu potencjalnego złego ich wykorzystania w ogóle nie publikują swoich odkryć. Gdyby legalnie, z pomocą narzędzi dostarczonych przez producenta konsoli, mogli dodać coś od siebie, świat byłby piękniejszy, prawda?