BlankOn Linux — ubogi krewny deepina

Pomysł na tak rozkosznie klikalny tytuł to efekt pierwszego skojarzenia, jakie miałem po instalacji tytułowej dystrybucji, choć nie bez znaczenia ma też proweniencja obu rozwiązań, o czym za chwilę. Teraz - w celu zapełniania wpisu dużą ilością znaków - szybciutko jednak odtwórzmy okoliczności, w jakich ten OS wylądował na moim sprzęcie.

Grzech pychy, czyli jak Nintendo „przypadkowo" zrewolucjonizowało rynek gier wideo

Wpis ten powstał jako "popłuczyny" po właściwym tekście, w którym planowałem się zmierzyć z zagadnieniem strumieniowania gier oraz ewentualnego wpływu tej technologii na branżę rozrywki elektronicznej. Być może kiedyś do tego tematu jeszcze wrócę, ale konkluzja, do jakiej doszedłem podczas refleksji nad wspomnianą kwestią, okazała się na tyle banalna, że postanowiłem przynajmniej czasowo sobie darować i nie upubliczniać tych przemyśleń.

KDE vs GNOME, czyli słów kilka o trzeciej opcji

Zarzut, z którym nierzadko można się spotkać w trakcie przeróżnych dyskusji o kondycji Linuksa (zwłaszcza w kontekście jego biurkowych zastosowań), polega na podnoszeniu kwestii rozdrobnienia i licznych podziałów środowiska, przez który to przebija się pewna tęsknota za centralnym zarządzaniem. Zawsze mnie zastanawiały podobne opinie formułowane przez osoby, które skądinąd kibicują temu rozwiązaniu, niejako przecząc w ten sposób podstawowej idei, która leży u podłoża FOSS.

Publiczny kod za publiczne pieniądze. Dlaczego w Polsce się to nie uda?

Roku Linuksa na desktopach nie ma i zapewne jeszcze przez bardzo długi czas zawołanie to będzie wyłącznie okazją do - zazwyczaj kiepskich - żartów, powtarzanych głównie przez osoby niechętne Linuksowi bądź użytkowników tegoż ostatniego, którzy przy tym charakteryzują się zdrowym dystansem do zagadnienia ekspansji “Pingwina” na komputerach osobistych.

Deepin 15.6 (Beta) — „chińszczyzna" po lekkim tuningu

W cieniu zbliżającej się premiery kolejnej odsłony Minta światło dzienne ujrzała najnowsza wersja stosunkowo popularnej dystrybucji rodem z Kraju Środka, o dość irytującej w sposobie zapisu nazwie "deepin". W tym przypadku - podobnie jak dla wspomnianego Minta - nie jest to jednak finalny produkt, ponieważ mamy do czynienia z fazą beta wdrożenia, choć patrząc na skalę zmian nie sądzę, by testy były przesadnie długie i wniosły coś istotnego do finalnego wydania.

Dobre, bo polskie? Nadwiślańskie dystrybucje Linuksa

Mimo upływu kolejnych miesięcy w trakcie trwania mojej przygody z systemami operacyjnymi spod szyldu Pingwiniątka, turystyka linuksowa nadal sprawia mi sporo frajdy. Te rozliczne eskapady chyba niespecjalnie wynikają z naturalnej ciekawości, a już zupełnie pomijalny jest w nich aspekt “edukacyjny”, choć tego ostatniego akurat najbardziej żałuję, bo tym kolejnym “wojażom” nieustannie towarzyszy poczucie bezproduktywnego trwonienia czasu i energii.

Tendencyjnie opowiedziana historia początków Microsoftu — w czterech aktach zamknięta. Odsłona druga

Podejrzewam, że niespecjalnie wiele osób pamięta albo ma chociaż świadomość tego, że gdyby nie osoba Billa Gatesa całkiem możliwym jest, że historia mobilnych telefonów wyglądałaby zupełnie inaczej i absolutnie nie chodzi mi w tym miejscu o wypominanie współzałożycielowi Microsoftu, że jego firma - zdaniem wielu - przyłożyła rękę do “uśmiercenia” legendarnej Nokii (z resztą w mojej opinii stanowczo przecenia się znaczenie tego faktu).

Tendencyjnie opowiedziana historia początków Microsoftu — w czterech aktach zamknięta. Odsłona pierwsza

Blisko dwadzieścia lat temu bohater niniejszego wpisu, pozwolił sobie wygłosić publicznie - wobec całkiem sporego audytorium słuchaczy - następujące wyznanie: “Chociaż w Chinach rocznie sprzedawanych jest około 3 milionów komputerów, to ich właściciele nie płacą w ogóle za oprogramowanie. Kiedyś jednak zapłacą. Tak długo jednak jak kradną, chcemy by kradli nasze oprogramowanie, w pewnym sensie uzależniając się od niego, a wtedy wymyślimy jak sobie zrekompensować straty w kolejnym dziesięcioleciu.