Recenzja Oppo A5 - prolegomena do zakupów świątecznych, czyli dlaczego dzieci to ZŁO ...

Stało się! Kilka tygodni temu decyzja zapadła. Czas najwyższy uczynić z mojego najmłodszego współlokatora posiadacza własnego telefonu komórkowego. Pora ku temu jest chyba najwyższa, bo za trzy miesiące na liczniku jego życiowego przebiegu stuknie po raz pierwszy dwucyfrowy wynik, a wśród jemu podobnych, których on nazywa kolegami (choć ja na ich określenia posiadam “właściwszy” termin rodem z entomologii), ciężko o takiego, który nie mógłby się obecnie pochwalić mobilnym urządzeniem za pazuchą ukrytym.

Gnome Shell na sterydach. Moje TOP 5 rozszerzeń tej niesławnej powłoki.

Kilka dni temu świat obiegła wieść o tym, że właśnie światło dzienne ujrzała kolejna odsłona środowiska graficznego silnie kojarzonego z Linuksem, czyli Gnome z przyspawaną od kilku lat trójką na końcu. Tym razem oznaczona została ona numerem 3.34 i nazwą kodową „Saloniki”, choć nie ma ta ostatnia żadnego związku z małymi pomieszczeniami, choć do całkiem niedawna uczucie pewnego dyskomfortu czy ograniczenia zawsze mi towarzyszyło na myśl o ostatniej inkarnacji Gnome.

BlankOn Linux — ubogi krewny deepina

Pomysł na tak rozkosznie klikalny tytuł to efekt pierwszego skojarzenia, jakie miałem po instalacji tytułowej dystrybucji, choć nie bez znaczenia ma też proweniencja obu rozwiązań, o czym za chwilę. Teraz - w celu zapełniania wpisu dużą ilością znaków - szybciutko jednak odtwórzmy okoliczności, w jakich ten OS wylądował na moim sprzęcie.

Grzech pychy, czyli jak Nintendo „przypadkowo" zrewolucjonizowało rynek gier wideo

Wpis ten powstał jako "popłuczyny" po właściwym tekście, w którym planowałem się zmierzyć z zagadnieniem strumieniowania gier oraz ewentualnego wpływu tej technologii na branżę rozrywki elektronicznej. Być może kiedyś do tego tematu jeszcze wrócę, ale konkluzja, do jakiej doszedłem podczas refleksji nad wspomnianą kwestią, okazała się na tyle banalna, że postanowiłem przynajmniej czasowo sobie darować i nie upubliczniać tych przemyśleń.

KDE vs GNOME, czyli słów kilka o trzeciej opcji

Zarzut, z którym nierzadko można się spotkać w trakcie przeróżnych dyskusji o kondycji Linuksa (zwłaszcza w kontekście jego biurkowych zastosowań), polega na podnoszeniu kwestii rozdrobnienia i licznych podziałów środowiska, przez który to przebija się pewna tęsknota za centralnym zarządzaniem. Zawsze mnie zastanawiały podobne opinie formułowane przez osoby, które skądinąd kibicują temu rozwiązaniu, niejako przecząc w ten sposób podstawowej idei, która leży u podłoża FOSS.

Publiczny kod za publiczne pieniądze. Dlaczego w Polsce się to nie uda?

Roku Linuksa na desktopach nie ma i zapewne jeszcze przez bardzo długi czas zawołanie to będzie wyłącznie okazją do - zazwyczaj kiepskich - żartów, powtarzanych głównie przez osoby niechętne Linuksowi bądź użytkowników tegoż ostatniego, którzy przy tym charakteryzują się zdrowym dystansem do zagadnienia ekspansji “Pingwina” na komputerach osobistych.

Deepin 15.6 (Beta) — „chińszczyzna" po lekkim tuningu

W cieniu zbliżającej się premiery kolejnej odsłony Minta światło dzienne ujrzała najnowsza wersja stosunkowo popularnej dystrybucji rodem z Kraju Środka, o dość irytującej w sposobie zapisu nazwie "deepin". W tym przypadku - podobnie jak dla wspomnianego Minta - nie jest to jednak finalny produkt, ponieważ mamy do czynienia z fazą beta wdrożenia, choć patrząc na skalę zmian nie sądzę, by testy były przesadnie długie i wniosły coś istotnego do finalnego wydania.

Dobre, bo polskie? Nadwiślańskie dystrybucje Linuksa

Mimo upływu kolejnych miesięcy w trakcie trwania mojej przygody z systemami operacyjnymi spod szyldu Pingwiniątka, turystyka linuksowa nadal sprawia mi sporo frajdy. Te rozliczne eskapady chyba niespecjalnie wynikają z naturalnej ciekawości, a już zupełnie pomijalny jest w nich aspekt “edukacyjny” (choć akurat tego ostatniego najbardziej żałuję, bo tym kolejnym “wojażom” nieustannie towarzyszy poczucie bezproduktywnego trwonienia czasu i energii).