Test Mee Audio Matrix Cinema, kinowych słuchawek, które świetnie spisują się w grach

Strona główna Lab Komponenty i akcesoria

O autorze

O tym, jak wartościowe mogą być solidne, tłumiące dźwięki z otoczenia, bezprzewodowe słuchawki wie każdy, kto nie stroni od podróży pociągiem lub pracuje w otwartym otoczeniu. W ostatnim czasie do naszej redakcji trafił właśnie taki zestaw, który według producenta świetnie sprawdzi się także podczas oglądania filmów – Mee Audio Matrix Cinema.

Pierwsze wrażenia

Mee Audio Matrix Cinema nie miały w testach łatwo – chcąc nie chcąc porównywałem je z używanymi na co dzień Plantronics BackBeat Pro 2, które są absolutnie olśniewające, ale też o ponad 200 zł droższe niż propozycja Mee. Plantronicsy są naszpikowane dodatkowymi funkcjami, Mee są pod tym względem zdecydowanie bardziej minimalistyczne, co wcale nie musi być traktowane jako wada. Najważniejsze jednak, że podczas testów miałem okazję subiektywnie zestawić słuchawki obu producentów, oczywiście z uwzględnieniem różnic cenowych, w najważniejszym aspekcie – brzmieniu.

W pierwszych wrażeniach skupmy się jednak na doznaniach dostarczanych przez inne zmysły niż słuch. Pod względem wyglądu i wzornictwa Mee Audio Matrix Cinema łączy elegancję z minimalizmem i imitującym skórę wykończeniem, które dość wysoko pozycjonuje je estetycznie. Wrażenia premium skutecznie niweluje jednak przeciętnej jakości plastik obudowujący pałąk i głośniki. Muszle są wykonane z tego samego, niezwykle miękkiego i przyjemnego w dotyku materiału (skóra proteinowa), co we wspomnianych słuchawkach Plantronics. Uszy mają dobrą wentylację, słuchawki są więcej niż wygodne i nie zostawiają żadnych odcisków.

Na lewym głośniku znalazło się tylko wyjście minijack (do zestawu dołączony jest przewód dł. 1,4 m) oraz gniazdo microUSB, służące do ładowania zestawu. To po prawej stronie znalazło się więcej przycisków – znajdziemy tam zatem dwa przyciski regulujące głośność, przycisk funkcyjny umożliwiający m. in. pauzowanie czy przejście w tryb parowania z kolejnymi urządzeniami, przycisk włączania (a w zasadzie dwupozycyjny przełącznik), niewielki otwór mikrofonu oraz wyróżniony imitującym aluminium plastikiem przycisk włączającym funkcję CinemaEAR.

Podsumujmy kwestię konstrukcji – wykonanie jest solidne, jakość zastosowanych materiałów niezła, choć zestaw przyjemniej się ogląda niż dotyka. Najważniejsze jednak, że Mee Audio Matrix Cinema są bardzo wygodne i nawet podczas wielogodzinnych sesji nie napotkaliśmy podczas testów niedogodności. Jeśli zgodnie z linią producenta założymy, że są to słuchawki „kinowe”, to w kwestii wygody nie ma się co obawiać nawet maratonu z wersją reżyserską „Władcy Pierścieni”.

Brzmienie i parametry

Wspomniana „kinowość” Mee Audio Matrix Cinema nie jest wyłącznie wymysłem marketingowców, gdyż już przy pierwszym kontakcie można odnieść wrażenie, że w ich brzemieniu jest coś charakterystycznego, coś nietypowego. Zarówno w porównaniu z BackBeatami, jak i zwykłymi słuchawkami minijack dołączanymi do iPhone’a, Mee Audio Matrix Cinema wypadały bardziej wielowymiarowo, w pewnym sensie przestrzennie. Szczególnie odczuć to można było odczuć przy muzyce z rozbudowanym instrumentarium oraz w niektórych grach.

Z czasem do charakterystycznego brzmienia ucho się przyzwyczaja i wówczas możemy docenić pełnię możliwości symulowania wspomnianej wielowymiarowości czy też przestrzenności dźwięku. Tak się złożyło, że w czasie testów Mee Audio Matrix Cinema przypominałem sobie świetną skradankę Dishonored i rezultaty były fenomenalne. W grze, w którym orientacja w przestrzeni ma kluczowe znaczenie dla rozgrywki, zestaw pozwalał na pełne zanurzenie w świecie gry. Bez większych przeszkód w cichszych lokacjach można było precyzyjnie lokalizować przeciwników na podstawie odległych odgłosów ich kroków. Być może zestaw nie byłby tak skuteczny w hałaśliwym CS:GO, ale ponure ulice miasta Dunwall przedstawione w Dishonored przemierzało się z nimi fenomenalnie.

Wspomniany tryb CinemaEAR to po prostu cztery predefiniowane programy DSP. Różnice w brzmieniu w przypadku każdych z nich rzeczywiście są słyszalne i warto przetestować każdy z nich. Dwa z nich (podstawowy i rozszerzony Clear Voice Mode) sprawdzą się podczas oglądania filmów – mają bowiem za zadanie wydobywać na pierwszy plan mowę, a konkretniej dialogi w filmach. Kolejny to Dynamic Music Mode (to na nim tak dobrze grało się w Dishonored), zaś ostatni pozwala na wzmocnienie (w mojej opinii aż nadto) basów. Na pochwałę zasługuje fakt, że przełączanie się między trybami rzeczywiście ma sens, a nie jest tyko efekciarskim dodatkiem.

Słuchawki obsługują kodek aptX oraz Bluetooth w specyfikacji 4.2. Według producenta, zestaw pracuje na jednym ładowaniu około 30 godzin. Możemy potwierdzić, że wartości te nie są przesadzone. W trybie, na który składało się słuchanie muzyki od kilkudziesięciu minut do kilku godzin codziennie, ładowanie było konieczne mniej więcej raz na tydzień, w intensywniejszych okresach raz na 4-5 dni. Uznajemy to za bardzo dobry wynik. Nie bez znaczenia jest także możliwość podłączenia słuchawek przez minijack – wówczas, rzecz jasna, do ich działania nie jest potrzebny naładowany akumulator. Ładowanie akumulatora od 0% do 100% zajmuje około 2 godzin.

Jeśli mielibyśmy już coś wytknąć w kwestii łączności, to będzie to zasięg modułu. Tutaj z kolei dane producenta wspominające o 10 metrach zdają się być odrobinę przesadzone. Podczas naszych testów dźwięki były już przerywane (choć słuchawki nie rozłączały się) pod odejściu zaledwie 6-7 metrów od komputera. Raczej można zatem zapomnieć o chodzeniu po całym domu w słuchawkach, albo po postu podłączyć je do trzymanego w kieszeni smartfonu. W tym scenariuszu sprawdzi się z kolei wygodna możliwość obsługi połączeń telefonicznych – rozmowa z wykorzystaniem wbudowanego w słuchawki mikrofonu nie sprawia najmniejszych problemów.

Łączność Bluetooth 4.2 / minijack
Typ: zamknięte, wokółuszne
Przetworniki średnica 40 mm
aptX Tak
Pasmo przenoszenia 20 Hz-20 kHz
Impedancja 32 Ω
Waga 255 g
Wzorzec polaryzacji mikrofonu wszechkierunkowy
Pasmo przenoszenia 100Hz-10 000Hz
Czułość mikrofonu wbudowanego -36dBV (0dB=1V/Pa,1kHz)
Czas działania akumulatora Około 30 godzin
Akumulator wbudowany, niewyjmowalny, litowo-jonowy, 400 mAh

Podsumowanie

Mee Audio Matrix Cinema to z całą pewnością udany produkt, choć pod względem mnogości dodatkowych funkcji minimalistyczny. Docenią go przede wszystkim użytkownicy, którzy jak najmniej uwagi chcą poświęcać konfiguracji i dodatkom, a jak najwięcej słuchaniu. Nie oznacza to jednak, że model Matrix Cinema jest nudny. Wręcz przeciwnie, sporo wnoszą predefiniowane programy DSP kryjące się pod nazwą CinemaEAR, które odczuwalnie wpływają na ogół wrażeń, jakich dostarcza zestaw.

A tych jest niemało i są bogate, czego doświadczyć może paradoksalnie nie w kinie (choć filmy katastroficzne czy hollywoodzkie produkcje na licencjach Marvela lub DC będą na pewno robiły wrażenie) lecz… w grach. Przestrzenne odwzorowanie trójwymiarowego środowiska w dźwięku stoi na bardzo wysokim poziomie, przez co Matrix Cinema to będzie świetną propozycją dla nie tylko dla fanów muzyki lub filmu, ale także gier pokroju Splinter Cella, Thiefa czy wspomnianego Dishonored. W stosunku do urządzeń gamingowych na korzyść zaliczyć należy stonowane i aspirujące do półki premium wzornictwo.

Być może jednak najmocniejsza strona Mee Audio Matrix Cinema, która istotnie czyni je słuchawkami „kinowymi” nie leży w technikaliach, lecz… w wygodzie. Z zestawu korzysta się tak komfortowo, że po jakimś czasie użytkowania w ogóle da się zapomnieć, że ma się go na uszach. I to właśnie dzięki temu możemy sobie pozwolić na całkowite zanurzenie filmie i odcięcie się od dźwięków otoczenia. Nawet w przypadku najdłuższych seansów w Mee Audio Matrix Cinema można liczyć na pełen komfort użytkowania.

© dobreprogramy