Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Niepotrzebne projekty: polski Aurox Linux

Dokończmy...

Moja historia wydawnictwa Software, opowiedziana przez pryzmat wzlotu i upadku magazynu Hakin9, wzbudziła zainteresowanie czytelników. Wpis został wyróżniony na portalu, zgromadziło się pod nim też nieco komentarzy. Oczywiście, nie jest to historia kompletna. Nie tylko została przeze mnie nieco skrócona (z racji formuły bloga), ale również pomija wiele aspektów, mniej lub bardziej pobocznych. Po zastanowieniu stwierdziłem, że niektóre z nich nie powinny jednak zostać zapomniane, zwłaszcza, że mowa tu o kilku całkiem dużych projektach, po których dziś nie pozostał ślad. Jednym z nich był projekt Aurox, inicjatywa wydawnictwa Software, mająca na celu stworzenie „polskiej dystrybucji Linuksa”. Klęska tego przedsięwzięcia doskonale wpisuje się w historię wydawnictwa, przy okazji przypominając o losie, jaki najczęściej jest pisany niepotrzebnym forkom oraz forkom forków, w świecie Open Source.

Auroksa wielu może już nie pamiętać, wszak zniknął w roku 2006. Tym samym zapewne skażę się na szereg komentarzy, że dyskutowanie na temat forków, posługując się przy tym przykładami sprzed dekady jest błędem i nie przystaje do obecnej rzeczywistości. Zwyczajowo zignoruję wyrazy krytyki, spławiając je dodam jedynie, że w tej kwestii w ogóle nie chodzi o kwestie czysto techniczne, a o psychologię i zarządzanie zasobami ludzkimi, oraz o model przywództwa. Są to zjawiska nieporównanie bardziej ponadczasowe, niż inżynieria oprogramowania. Naiwnie wierząc w jednorodnie prawidłowy odbiór swych słów, wracam do historii.

Początek

Aby opowiedzieć losy Auroksa, trzeba najpierw przytoczyć trochę faktów z historii Red Hata, mojego ulubionego Linuksa, używanego od 2001 roku. Rok później w Red Hacie zaczęły się dziać „dziwne rzeczy”: najpierw usunięto z repozytoriów wszystkie „niewolne” pakiety, usuwając takie programy, jak XMMS lub Xine, w praktyce pozbawiając domyślnej instalacji narzędzi do obsługi multimediów. Owa luka została prędko zapełniona przez repozytorium Livna (obecnie RPM Fusion), ale zdecydowanie przyczyniła się do chwilowego eksodusu początkujących użytkowników w stronę dystrybucji Mandrake. Po co się męczyć, skoro tam wszystko jest od razu. Następnie zdecydowano się na wdrożenie kontrowersyjnego (wtedy) tematu graficznego o nazwie Bluecurve. W zamierzeniu miał on zunifikować wygląd środowisk GNOME i KDE, wprowadzając wspólne ikony, obramowania okien i motywy kolorystyczne. Wymagało to korekt po stronie obu środowisk, zazwyczaj wnoszących więcej szkody, niż pożytku. Pozostałe decyzje Red Hata również były niepopularne, ale czas pokazał, że były całkiem słuszne – na przykład globalne włączenie Unicode. W 2002 roku jego obsługa nie była oczywista. Większość Linuksów stosowała regionalne strony kodowe, a najpopularniejszy wtedy system operacyjny – Windows 98, domyślnie w ogóle nie obsługiwał Unicode. Sytuację w świecie okienek miał zmienić dopiero Windows XP, ale wkraczał on na pecety rozczarowująco powoli, zbierając bardzo dużo negatywnych opinii i wzbudzając powszechną niechęć. Red Hat postanowił też zmienić domyślną obsługę wątków (NPTL) i zaczął majstrować przy instalatorze up2date, co wkrótce potem zaowocowało wprowadzeniem menedżera yum, w pierwszej kolejności jednak zniosło wymaganie rejestracji w RHN (Red Hat Network) celem pobierania aktualizacji. Wszystkie te drastyczne zabiegi wzbudzały nadzieję, ale przede wszystkim nieufność.

r   e   k   l   a   m   a

Marketing

Ciekawsze jest jednak to, co Red Hat robił na polu marketingowym, a nie technicznym. Otóż rozpoczęto wtedy proces rejestrowania znaków towarowych Red Hat na terenie Europy. Firma skontaktowała się z wydawnictwem Software, publikującym czasopismo „Linux+ Extra!”, z prośbą o zaprzestanie sprzedaży publikacji opatrzonych znakiem Red Hat. Wydawnictwo nigdy nie stosowało oryginalnego logo, czcionki ani wzornictwa, ograniczając się jedynie do stosowania schematów kolorystycznych, kojarzonych z marką. Jednak i to było zbyt wiele dla kapeluszników – prezes Mark Webbink uparł się, że jedynym oficjalnym kanałem dystrybucji produktów Red Hata będą autoryzowani sprzedawcy oraz internetowe mirrory (dla wersji bez wsparcia technicznego).
Nie zmieniono jednak licencji systemu Red Hat Linux 8.0, w dalszym ciągu było to (głównie) GPL. Zresztą taka zmiana, ze względu na wirusową naturę tej licencji, byłaby niemożliwa. Dzięki temu możliwe było „odbrandowanie” Red Hata – wystarczyło wymienić jedynie kilka pakietów RPM (taka konsolidacja systemu identyfikacji wizualnej w kilku pakietach powinna była być wskazówką, w jaką stronę zmierza Red Hat, ale najwyraźniej była ona zbyt subtelna). Sytuacja przypominała obecny stan Firefoksa w Debianie: ze względu na rejestrację logo Firefox, najważniejsza przeglądarka w świecie Linuksa stała się niezgodna z DFSG, więc nastąpił jej rebranding jako „Iceweasel”.

Manifest

Wyczyszczeniem Red Hat Linuksa ze znaków towarowych zajęło się właśnie wydawnictwo Software. Ogłoszono to z dumą: Jarosław Szumski napisał na łamach Linux+ pełen goryczy i żalu do Red Hata felieton, obwieszczający uruchomienie nowego projektu, pod nazwą Aurox Linux. Nieco zbyt mocno promując nową inicjatywę, przedstawiono główne powody powstania projektu: problemy ze znakiem towarowym, brak polonizacji instalatora, niewygodny menedżer pakietów i brak obsługi multimediów. Pierwsza wersja, o nazwie kodowej „Starter” rozwiązywała (rzekomo) owe niedomagania, przy okazji oferując pełną zgodność z Red Hat Linuksem 8.0. Jest jednak całkiem prawdopodobne, że tak kosmetyczny remastering wcale nie jest szczególnie pracochłonny i mógłby zostać wykonany przez każdego użytkownika, który… po prostu zainstalowałby Red Hata. Brano jednak poprawkę na nowicjuszy, dla których tego typu dostosowywanie systemu mogło być czarną magią. Nie bez znaczenia był też powszechny analfabetyzm w zakresie języka angielskiego. Aurox miał się od tego czasu rozwijać równolegle z Red Hatem, kolejne wersje RH miały być uzupełniane rebrandowanymi odpowiednikami w postaci Auroksa. System był mocno promowany na łamach czasopism wydawnictwa, ukazała się również odpowiednia gazetka Linux+ Extra! Aurox Linux 8.0.

Obecnie trudno oszacować rzeczywistą popularność Auroksa. Wyszukiwanie „Aurox Linux 8.0” daje osiem wyników, to samo bez cudzysłowu – trochę więcej, ale zazwyczaj są to bezużyteczne pytania na forach Linuksowych. Próżno szukać jakiegoś ogłoszenia, działających mirrorów już prawie w ogóle nie ma, a najstarsza odsłona witryny www.aurox.org pochodzi dopiero z lipca 2003, a więc ponad pół roku po wydaniu Startera. I jest zrobiona naprawdę na „odwal się”. Zdaję sobie sprawę, że w tamtych latach ruch w internecie był znacznie niższy i jest trudniej znaleźć informacje o wszelkich wydaniach w ogóle, ale o Auroksie 8.0 jest szczególnie głucho. Zaskakuje mnie to głównie dlatego, że Aurox 9.0 już miał swoją notkę na temat premiery, wpisał się również na DistroWatch. I właśnie stamtąd dowiadujemy się, że Wydawnictwo Software wydaje magazyn Aurox w Polsce, Czechach, Niemczech, Francji i Hiszpanii. Moim pierwszym skojarzeniem była po prostu pralnia brudnych pieniędzy, ale pozostanę przy stwierdzeniu „agresywna polityka inwestycyjna”. Nie wiem, czy Aurox naprawdę na siebie zarobił, czy to po prostu był skok na głęboką wodę (nieudany). Faktem jest jednak, że wersja 9.0 została wydania z nieco większym rozgłosem, niż poprzednik, dalej pozostając w zgodności z Red Hatem. Symbiotyczna relacja zdawała się działać, a Aurox aspirował do „poprawiania” Red Hata w taki sam sposób, jaki kilka lat później wykorzystali ludzie z Ubuntu, poprawiając Debiana. Przez chwilę wydawało się, że wydawnictwo wpadło na świetny pomysł, a budując na sprawdzonej bazie, zaoferuje solidne, funkcjonalne i w dodatku rodzime rozwiązanie.

Fedora

Ale wkrótce potem powstała Fedora. I zaczęły się problemy. Fedora była bowiem wszystkim tym, czym miał być Aurox i w dodatku miała wsparcie ze strony Red Hata. W szaleństwie firmy była metoda: przygotowano poważną reorganizację projektu, celem wzmocnienia marki. Red Hat Linux został zakończony, a w jego miejsce powstały dwa projekty: Fedora Core i Red Hat Enterprise Linux. Pierwszy działał na zasadzie społeczności, a Red Hat od czasu do czasu wkraczał, pobieral codebase i zajmował się stabilizacją drzewa, wydając przewidywalny system, dla którego można świadczyć wsparcie techniczne. W międzyczasie Fedora mogła zajmować się wdrażaniem nowych rozwiązań. Taki model przyspieszył rozwój systemu i rozwiązał wiele innych problemów. Fedora (oraz CentOS – target serwerowy również został zauważony) nie była obarczona problemami znaków towarowych, dodatkowe oprogramowanie było dostępne w repozytorium Extras, a kodeki dostarczało, zainstalowane u każdego, repozytorium Livna. Pojawił się menedżer pakietów yum (już w pełni), a instalator, jak i cały system, rozmawiał z użytkownikiem po polsku. Po co komu Aurox?

Po co?

Rozpoczęło się poszukiwanie nowego celu. Zdecydowano się na stworzenie „wszechstronnego” systemu operacyjnego, „dostosowanego do polskich warunków”. Co to znaczy? Niestety niewiele. Polacy nie są jakimś odrębnym gatunkiem, dla których specjalnie przygotowywać oddzielny system. Ale 11 lat temu miało to nieco więcej sensu, niż obecnie. Przede wszystkim ze względu na to, w jaki sposób korzystano u nas z internetu. Poza sieciami osiedlowymi, stosowano (montowane taśmowo) wewnętrzne modemy programowe oraz nieszczęsne modemy ADSL podłączane przez USB, oferowane jako narzędzie łączenia z Neostradą TP. Oba powyższe rodzaje urządzeń słynęły z generowania potężnych problemów ze sterownikami. Dobrze to pamiętam, byłem posiadaczem modemu „Microcom InPorte Voice 56kbps PCI” na układzie firmy Conexant. Dokument „Winmodem HOWTO” pisał, że nawet, jak jakimś cudem zainstaluję moduł ze sterownikiem, to uda mi się to urządzenie maksymalnie rozpędzić do 22,8 kbps. Znajomy miał Neostradę i sterowniki USB do modemu sprawiały problemy nawet na Windows. Aurox obiecywał rozwiązać ten problem. Gdy problem rozwiązał się sam i TP zaczęło po prostu dostarczać routery LiveBox, zaoferowano obsługę kart Wifi, przez prekonfigurowany NDIS Wrapper. Domyślnie instalowano również wszystkie chyba istniejące klienty do komunikacji w protokole Gadu-Gadu, którego używał cały kraj (niestety).

To było jednak za mało. Rozpoczęto inicjatywę „Turox”, czyli kalkę Fedorowego repozytorium Extras, rozpisano konkurs na rodzime aplikacje edukacyjne, ruszyła akcja „Aurox dla edukacji”, sprzężona z dotychczasowym „Linux w szkole”, mająca na celu wciśnięcie Auroksa do szkolnych laboratoriów komputerowych (w tej doprawdy samobójczej akcji podobno brało udział ponad 200 szkół). Aurox stał się bazą dla płyt CD z Linuksem Live, zawiera jących ćwiczenia z czasopism Linux+ oraz Hakin9, do których był dołączany. Aurox Firewall (szumna nazwa dla prostego spinu dla routerów) miał pomóc w zabiezpieczeniu sieci. Wydawnictwo próbowało też rozruszać społeczność – powstał Aurox Club, do którego, nieco nieudolnie, zapraszano użytkowników, sugerując im udział w promocji systemu i tworzenie „nowych tapet i wygaszaczy ekranu”. Aby świat przypadkiem o Auroksie nie zapomniał, wydawnictwo popadło w wydaniową biegunkę, skracając czas wydawania nowych wersji do 3 miesięcy (Fedora Core wychodziła co pół roku). Miało to sugerować, że system nie jest jedynie kalką Fedory i zawiera również własne produkcje. W praktyce różnice między wydaniami były kosmetyczne, sprowadzały się do instalowania coraz bardziej egzotycznych repozytoriów, dodawania komercyjnej wersji jakiegoś oprogramowania i aplikowania zagregowanych aktualizacji z Fedora Updates.

Klub

Aurox Club okazał się dość gimnazjalną inicjatywą. Nędzne ślady, jakie pozostały po nim w internecie wskazują, że było to grono gotowe do aktywnej promocji systemu i „ewangelizowania” użytkowników Windows, ale wyjątkowo mało kreatywne. Zapewne z braku umiejętności programistycznych nie powstały znaczące programy auroksowe, po zapomnianych galeriach walają się za to tony kiepsko przygotowanych tapet (stworzenie tematu GTK było najpewniej za trudne) z logo Auroksa, wskazujących na nierówną walkę z GIMP-em. Za największe korzyści z Aurox Club można uznać chyba możliwość otrzymania pluszowego pingwina (maskotki Linuksa) lub tura (maskotki Auroksa, o czym mało kto w ogóle wiedział). Aurox wreszcie zaczął być zauważalny na DistroWatch i przez chwilę był nawet najpopularniejszym Linuksem w Polsce. Dzięki rosnącej popularności, dorobił się własnego działu w Linux+, wydawniczej autopromocji, pełnej zrzutów ekranu z wersji beta, ukazujących błędy ortograficzne i interpunkcyjne w oknach konfiguracji neostradowych Sagemów SpeedTouch. Tymczasem pojawiło się Ubuntu i poprzeczka znowu się podniosła…

Klątwa Wydawnictwa Software

Niestety, równolegle z opisanym już „przegrzaniem” wydawnictwa Software: w 2005 roku rozpoczął się rozkład jakości w tworzonych materiałach. Kolejne wersje systemu Aurox, z serii 11, były ogłaszane bez żadnych szczegółów: portale po prostu przepisywały ogłoszenia o wydaniu, wysyłane im przez sam zespół Auroksa (tzw. „Aurox Core Team”). Zatem recenzenci nieszczególnie kłopotali się, by w ogóle używać Auroksa. Nieco bardziej pomocne są fora – tutaj można się natknąć na jakieś opinie. Nie są pochlebne. Mimo dodania obsługi BlueConnect oraz zaintegrowania Cedegi, atrakcyjność Auroksa spadała – między innymi dlatego, że był niezarządzalny. Skromna liczba repozytoriów, kiepsko przetestowane paczki oraz jedynie pozorny rozwój składały się na coraz bardziej mizerny efekt. Bo mimo trzymiesięcznego cyklu wydawniczego, fedorowe aktualizacje czekały w kolejce na przebudowanie. Paczki „fc5” musiały być przekompilowane na „aur”, przy okazji wychodziła słabnąca zgodność z Red Hatem i na łatki trzeba było czekać coraz dłużej. Czasem w ogóle nie działały – repozytoria nie chciały się synchronizować, z powodu braku czynnych węzłów.

Next Generation albo New Technology

Na pierwszy rzut oka, twórcy projektu nie poddawali się, powstawały bowiem nowe inicjatywy, jak Aurox Generator, czyli online’owy kreator LiveCD. Jednakże taki program to jedynie ciekawostka, nic długofalowo istotnego. Aurox w edukacji był z kolei próbą wdrażania LTSP: po kilku miesiąca, terminale LTSP były w szkołach rozpinane, podobnie jak domeny Windows Server SBSMENiS, z powodu braku kardy, która umiałaby nimi zarządzać. W przypadku Auroksa, sprawę pogarszało jedynie teoretyczne wsparcie techniczne. Aurox przestał być najpopularniejszym Linuksem w Polsce, w czołówce znajdowali się Mandrake, Fedora i Ubuntu. Czasopisma i strony internetowe wydawnicwa Software konsekwentnie żyły jednak w alternetywnej rzeczywistości – pisano o samych sukcesach, wysokiej sprzedaży i coraz śmielszych planach na przyszłość.
Jednym z nich był projekt Next Generation, czyli Aurox 12. Zaplanowano w nim tak wiele dodatkowego oprogramowania, ze miał się mieścić na trzech płytach DVD. ACT zdecydowało się sprzężyć projekt z powrotem z Fedorą, zwalniając z tempem wydawniczym i przywracając zgodność z Red Hatem (oraz namiastkę stabilności). Autorskie rozwiązania dla „polskich warunków” albo stały się nieaktualne, albo zwyczajnie stały się normą we wszystkich linuksach, w efekcie był z nimi mniejszy problem. Aurox 12 wydawał się mniej chaotyczny i zdecydowanie bardziej godny zaufania, zwalniając nieco z megalomanią bez pokrycia (nie zniknęła jednak z materiałów promocyjnych). Nie było tego widać w recenzjach, bo nikt już nie recenzował Auroksa. Można to było odczuć w wersji Live, jeżeli udało się ją pobrać (3,8 GB). Najlepszym źródłem informacji o postępach w projekcie był Freenode’owy kanał IRC #aurox, na którym byłem wtedy moderatorem. Nie pamiętam już, jak to się stało – nawet nie używałem Auroksa, rok wcześniej przemigrowałem z powrotem na Fedorę.

Aurox 12 i Koniec

We wrześniu 2006 wydano Auroksa 12. Recenzji nie przeczytamy, najwyżej kilka powierzchownych wpisów na porzuconych blogach, oraz przedruki ogłoszenia z wydawnictwa Software. Jak na zupełny upadek jakości w poprzednich wersjach, wydanie 12 było zaskakująco dobre. Niestety, przy mniejszej społeczności i bez poważnego zaplecza komercyjnego (wydawnictwo nim nie było), Aurox był już niepotrzebnym produktem. Zwyczajnie łatwiej było używać „czystej” Fedory, wysoką jakość i świeże podejście do desktopu oferowało nowe Ubuntu. Dlatego miesiąc później Aurox zniknął. Z bardzo złej atmosferze.

Gdzie są wszyscy?

Na kanale #aurox jedynie Tuptus wiedział cokolwiek istotnego, strona projektu milczała, pojawił się jednak wpis na blogu deweloperów. Był dobrym przykładem „jak nie ogłaszać statusu projektu” oraz pokazem, jeżeli nie arogancji, to zwykłej krótkowzroczności twórców. Po wydaniu wersji 12, strona Auroksa uległa przebudowie – pojawił się nowy CMS, uporządkowano forum oraz zaktualizowano bloga. Samo wydawnictwo przeniosło się na ulicę Bokserską. I właśnie owa przeprowadzka była, najwyraźniej, „wiadomością dnia” według strony domowej projektu:

Informacja o zmianie siedziby
Uprzejmie informujemy, że z dniem 31.10.2006 firma AUROX zmieniła siedzibę Poniżej znajduje się nowy adres firmy:
ul. Bokserska 1
02-682 Warszawa

…i tyle. Żadna ze stron Wydawnictwa nie mówiła nic o jakichkolwiek problemach z wydaniem. Na IRC jednak wrzało, a na portalach tematycznych (część z nich już dziś nie istnieje!) pojawiały się informacje o zawieszeniu projektu. Skąd ludzie w ogóle to wiedzieli? Otóż istniało jedno źródło takich informacji, jedyne poza pocztą pantoflową krewnych-i-znajomych Auroksa. Był to blog developerów. Zazwyczaj nie zawierał szczególnie ciekawych wpisów, składając się głównie z prędko napisanych sloganów promocyjnych. Wpisom obca była interpunkcja i skład, blog istniał w zasadzie wyłącznie dlatego, ze taka była praktyka w innych projektach. W tym przypadku nie było z niego żadnego pożytku. Wayback Machine niestety nie zarchiwizowało jedynego momentu w historii owego bloga, w którym miał on jakiekolwiek znaczenie. Mowa tu o pierwszym tygodniu listopada 2006, gdy „jgorny” napisał tam

„Dnia 31 października 2006 o godzinie 14:31 Gallowie podpalili Rzym”

. Można jedynie domyślać się, co to oznacza. Galami prawdopodobnie byli decydenci z wydawnictwa Software, a Rzymem – Aurox Core Team.

Kryzys

Wkrótce potem, Wydawnictwo zauważyło, że nie da się zamiatać sprawy pod dywan, mimo szczerych chęci. Wpis z informacją o zmianie siedziby został zastąpiony notatką o zawieszeniu projektu (tytułu wpisu nie zmieniono). Blog ACT zawierał dokładniejszą informację na ten temat: „Już nikt z Aurox Core Team nie pracuje”. Na więcej jednak nie mogliśmy liczyć. Wkrótce potem, większość podstron witryny Aurox wyświetlała napis „w budowie” i tak zostało już aż do unieważnienia domeny aurox.org. Jedynie na głównej stronie pojawiała się dynamiczna zawartość. Ze wszystkich stron Wydawnictwa Software zniknęły wzmianki o Auroksie, czasopisma zostały wycofane, dział Aurox w Linux+ został zlikwidowany, firma udawała, że projekt nigdy nie istniał. Kilku frustratów z Forum Auroksa szukało schronienia na kanale #aurox, ale wkrótce później zniknęli i stamtąd.
W grudniu 2006 marka Aurox została przejęta przez nieznaną szerzej firmę COBA Solutions z Łodzi. Wydano w tej sprawie oświadczenie, połączone z szeregiem dalekosiężnych deklaracji dotyczących przyszłości. Oto miały powstać trzy odmiany: Community, Server oraz Workstation. Cykl wydawniczy miał zostać rozszerzony do jednego roku, przedstawiono również kilka angielskich nazw kodowych dla rzekomo nadchodzących usług dodatkowych. Głównym postulatem miało być jednak zaktywizowanie społeczności. COBA jednak nie zainwestowało to zbyt wiele wysiłku, forum i wiki działały na tym samym silniku, późniejsza aktualizacja MediaWiki spowodowała całkowitą utratę contentu, ale nikt się tym już chyba nie przejął.

Więcej forków!

Jakie jest najlepsze rozwiązanie wszystkich problemów forka, który okazał się niepotrzebny? Tak jest, oczywiście kolejny fork! W ten sposób powstał Jazz Linux. Jego twórcy i entuzjaści od początku, w moim odbiorze, reagowali nieprzyjemnie na krytykę i wątpliwości. To nigdy nie wróży nic dobrego. Zresztą nic w ogóle nie wróżyło dobrego losu projektowi Jazz: każdy projekt, który zaczyna się od tapety, logo i wielodniowych dyskusji na temat nazwy (pamiętam, co się działo wtedy na #aurox) wkrótce konczy na śmietniku. Oczywiście, zarówno istniejący tylko w komunikatach prasowych Aurox-wydmuszka, jak i nieco arogacki i „autystyczny” Jazz miały swoich entuzjastów, ale ich wpływ na rozwój projektu był znikomy (ponownie był to kiepski artwork i walka w szeregach armii komentatorów, ukrywającej przez kolegami z gimnazjum partycję z kradzionym Windows XP). Aurox, Jazz oraz KateOS (ha!) nie mogły się rozwijać samymi dobrymi chęciami i wkrótce potem wyparowały. Nie pomógł również brak konkretnych celów projektu. Dla równowagi warto tu wspomnieć o tym, że problemy ze zdefiniowaniem celu miało swego czasu również SuSE – ale w tym przypadku mamy do czynienia z jakimś kapitałem (Novell). Zabawki typu Jazz były tworzone na zasadzie „bo możemy”, „bo się nudzi”, „bo mamy za dużo czasu po lekcjach”.

Po wszystkim

Rok po przejęciu znaku Aurox, firma COBA wydała drugie oświadczenie. W zasadzie, wydawanie oświadczeń to jedyna rzecz, jaką zajmowała się ta firma w kontekście Auroksa. Poinformowano w nim, że wskutek nieporozumień z poprzednimi deweloperami i wobec braku reakcji społeczności, projekt stoi w miejscu. Nie zapomniano również obśmiać ludzi z Jazz Linux, którzy mieli najpierw pokłócić się z COBA, następnie stworzyć własny fork, by na końcu zniknąć. Jazz długo znajdował schronienie na serwerze Katedry Biotechnologii Środowiskowej Politechniki Śląskiej, na jakimś komputerze, o którym wszyscy zapomnieli.
Nikt nie zatroszczył się o aktualizacje bezpieczeństwa dla użytkowników Aurox 12, ani o ścieżkę migracji z niego na Fedorę Core 5, ale to prawdopodobnie nie było dla nikogo rzeczywistym kłopotem, ponieważ przez ten rok stagnacji, Aurox zniknął już z każdego komputera osobistego i z większości mirrorów. Ostatecznie przypieczętowało to los projektu, który mimo obiecujących i ciekawych początków, bardzo prędko okazał się rozwiązaniem nieistniejącego problemu, w dodatku jednym z wielu. Zapomniał o nim nawet jego twórca, który wkrótce potem również utracił wszelką renomę.

Epilog

Nie lubię, gdy wielkie historie mają rozlazłe zakończenie, doszukałem się zatem symbolicznego końca projektu Aurox. Był nim 6 stycznia 2012, kiedy to znak towarowy Aurox został sprzedany na aukcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Obecnie strona aukcji (powered by Allegro) już nie działa, pozostałe linki również prowadzą donikąd, nie umiem tez znaleźć ceny, za którą nabyto tę markę. Postanowiłem zapytać o to WOŚP, ale w odpowiedzi otrzymałem informację, że pierwszy raz o tym słyszą. Ciekawe – istnieje przecież jakieś archiwum, nie? Odparłem zatem, że jestem zdziwiony tym, że nikt nie wie o takiej aukcji, w odpowiedzi na co dostałem kwiatka, którego aż zacytuję:

„co roku jest ich kilkadziesiąt tysięcy wystawianych przez tysiące użytkowników, więc raczej nie jest niczym dziwnym że ani nie wiemy o wszystkich, ani tym bardziej nie pamiętamy ich”

Bardzo mi się spodobała ta odpowiedź. Początkowo miałem ochotę odpisać „ależ wiem, że państwo mogą o tym nie pamiętać – dlatego też wymyśliliśmy komputery oraz archiwizację”, zasugerowano mi kontakt ze sprzedawcą, ale ów również już nie istnieje. Nie podjąłem wątku i jedynie grzecznie podziękowałem, ale lekka nutka oburzenia (a może przesadzam?), jaką wyczułem w odebranych odpowiedziach była dla mnie nieco zaskakująca. Naprawdę lepiej przyjąłbym odpowiedź typu „nie zajmujemy się aukcjami, które siedzą u nas w archiwum, chyba że nas prosi o to sąd albo KGB, bo po prostu nie mamy na to siły ani chęci, i tak już mnóstwo rzeczy robimy za darmo”. Ponieważ to jest fair enough. Ale nieważne, to nie jest istotna kwestia, wszak chodzi o Auroksa ;)

Jeżeli ktokolwiek widział, ktokolwiek wie coś na temat owej aukcji i o dalszych losach marki, proszę o krzyczenie w komentarzach na dole :)
 

linux inne

Komentarze