r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Arcade City: następca Ubera, którego nie zdoła zablokować żadna władza

Strona główna AktualnościBIZNES

Premier Węgier Wiktor Orban pokazał w tym tygodniu, jak słaby jest Uber. Wystarczyło wprowadzenie przez parlament tego kraju prawa pozwalającego na blokowanie dostępu do aplikacji pozwalających naruszać regulacje dotyczące transportu osób, by amerykańska firma zwinęła się z Budapesztu – a podkreślmy, że wykorzystywała tam nie przypadkowych kierowców, lecz profesjonalistów, wożących pasażerów w ramach usługi Uber X. I tak jest wszędzie. Gdy tylko klimat polityczny się zrobi nieprzychylny, Uber ucieka, pozostawiając kierowców i pasażerów samym sobie. Każe to nam zadać sobie pytanie: czy naprawdę potrzebujemy tej amerykańskiej firmy, czy też można zastąpić ją czymś lepszym, czego ustawą tak łatwo się nie zniesie – i co nie będzie tyle kosztowało, zarówno kierowców jak i pasażerów.

Pamiętacie, od czego zaczęły się usługi wymiany plików P2P? 17 lat temu pojawiła się w Internecie aplikacja, która pozwalała ludziom współdzielić swoje zasoby muzyki. Nagle cała muzyka świata była na wyciągnięcie ręki, każdy mógł wyszukać plik MP3 w zasobach każdego innego. U szczytu swojej popularności w lutym 2001 roku z Napstera korzystało ponad 26 mln osób, tj. około 6% wszystkich internautów w tamych czasach. I to nie niedostatki techniczne sprawiły, że po dwóch latach przyszedł koniec, lecz działania prawne. Pozwy o naruszenie praw autorskich zmusiły deweloperów do sprzedania Napstera, a nowy właściciel zrobił z niego nikogo nie interesujący sklep z muzyką. Pozostające w rękach użytkowników aplikacje klienckie stały się bezwartościowe – bez centralnego serwera wymiana plików nie była możliwa.

Potem było jeszcze kilka innych sławnych systemów wymiany plików P2P, na czele z eDonkey 2000. Rozszerzały one zakres wymienialnych danych (już nie tylko muzyka w MP3), uniezależniały się od centralnego serwera (w teorii każdy mógł uruchomić własny serwer) i własnościowych klientów (dzięki otwartym interfejsom każdy mógł pisać własne oprogramowanie klienckie). Ta jednak zależność od centralnych serwerów sprawiała, że wcześniej czy później zaczynały się problemy – uzbrojona w nakazy sądów policja mogła w praktyce likwidować całe sieci. W końcu jednak pojawił się otwarty protokół BitTorrent, a potem jego rozszerzenie o obsługę rozproszonych tablic mieszających (DHT) – i tak doszliśmy do naszych czasów, w których by zlikwidować wymianę plików P2P należałoby zlikwidować wszystkich użytkowników sieci P2P. Nie potrzeba już żadnych centralnych serwerów i specjalnych aplikacji.

r   e   k   l   a   m   a

Arcade City: współdzielona gospodarka drugiej generacji

Czy Uber nie jest w pewnym sensie podobny do Napstera? Specjalizowana zamknięta aplikacja, centralny serwer, limitowany zakres usług – i ta wrażliwość na regulacje prawne. Mówiąc o sharing economy rzadko kiedy się dziś mówi, że w rzeczywistości jest to highly centralized economy. Nie tylko bez aplikacji od jednego dostawcy i jego serwerowej infrastruktury peery (kierowcy i pasażerowie) niczego zrobić nie mogą, ale też część ich zasobów (pieniędzy) jest wysysana z lokalnej gospodarki, by trafić w jedno miejsce na świecie, do kalifornijskiej centrali Ubera. Korzystając tam gdzie może z przychylności systemów prawnych i unikając konfliktów, Uber działa w ten sposób już 7 lat. Doczekał się oczywiście konkurencji, takiej jak np. Lyft czy chiński Didi Kuaidi, ale ta konkurencja to zwykłe papugi, naśladujące to co Uber robi, konkurujące co najwyżej cenami i logistyczną sprawnością.

Zaczęło się bardzo oddolnie, w Austin, stolicy Teksasu. Po tym, gdy Uber i Lyft wycofały się z tego miasta, ogłaszając, że nie są zdolne do spełnienia nowych regulacji, związanych z dokładnym sprawdzaniem przeszłości kierowców zatrudnianych przez operatorów usług transportowych, na rynku powstała luka. Tę lukę wypełniła grupka na Facebooku, na której mieszkańcy umawiali się na wymianę usług przewozowych za pieniądze. Żadnej kontroli, żadnego zarządu, wolny rynek ludzi, umawiających się na przeróżne usługi. O dziwo – to zadziałało, zdobywając ponad 30 tys. zadowolonych użytkowników – zarówno pasażerów zadowolonych z elastyczności usług jak i kierowców szczęśliwych, że zarabiają nawet trzykrotnie więcej, niż wcześniej jeżdżąc w Uberze.

Oczywiście szans na skalowanie nie miało to żadnych, było daleko mniej wygodne niż aplikacje Ubera czy Lyfta, ale pozwoliło zawiązać Arcade City, społeczność, która miała śmiałą wizję zrobienia kolejnego kroku we współdzielonej gospodarce. Zainspirowała ich książka Ricka Falkvinge ze szwedzkiej Partii Piratów, pt. Swarmwise – The Tactical Manual To Changing The World. Oczywiście chodziło przede wszystkim o stworzenie wygodnej aplikacji mobilnej, ale przede wszystkim zupełnie nowy model usług P2P, które nie mają i nie potrzebują żadnego korporacyjnego opiekuna.

Dziś siła w społeczności, a pieniądz w elastyczności

Arcade City jest więc otwartym rynkiem, na którym klienci (pasażerowie) łączą się bezpośrednio z dostawcami usług (kierowcami) poprzez otwartą aplikację, która pozwala im podejmować świadome decyzje co do swoich wyborów. Aplikacja niczego nie narzuca. Pasażerowie mogą wybierać odpowiadających im kierowców według różnych kryteriów i wywoływać swoich ulubionych kierowców, a kierowcy mogą oferować różne ceny, metody płatności i warunki przewozu – o czym to ich pasażerów poinformuje aplikacja.

Minimalna wersja aplikacji Arcade City podczas testów

Kwestię płatności rozwiązano interesująco. Aplikacja udostępni dwa tryby. Pierwszy z nich to płatności P2P, czy też należałoby powiedzieć, „z ręki do ręki”. Tutaj wszystko zależy od umowy kierowcy i pasażera. Może to być gotówka, może być karta płatnicza, mogą być bitcoiny albo przelew PayPalem – nikt w to wnikać nie będzie. Drugi tryb to płatności „zgrywalizowane”, przeprowadzane za pomocą aplikacji. One zostaną obciążone prowizją dla sieci Arcade City, znacznie jednak niższą niż w Uberze, wynoszącą tylko 10%. Dlaczego kierowcy mieliby chcieć korzystać z trybu zgrywalizowanego? Ano pozwoli on na zwiększanie poziomu profilu kierowcy czy pasażera i towarzyszące temu różne perki i trofea, dające dostęp do dodatkowych atrakcji czy zniżek.

Połowa prowizji ma zostać przeznaczona na wynagrodzenie dla tych, którzy danego pasażera i kierowcę wciągnęli do sieci. Druga połowa pójdzie na koszty własne, rozwój aplikacji – i docelowo, wynagradzanie kierowców i ulepszanie doświadczenia użytkowników. Arcade City prostu nie jest firmą, która miałaby zarabiać pieniądze dla inwestorów giełdowych, lecz samoregulującą się społecznością konsumencką, do której przystąpić może każdy, gdziekolwiek by nie był.

Wiecie dobrze, z jakim hałasem Uber wchodził do poszczególnych miast, ile czasu potrzebował przygotować się do takiego wejścia przy całych swoich zasobach. Arcade City nie ma oczywiście takich zasobów, ale stojący za tym projektem ludzie zupełnie się nie przejmują – chcą zrobić to po swojemu. Kluczem jest lokalność działań. W momencie swojego globalnego debiutu i publicznego udostępnienia aplikacji mobilnej, Arcade City wystartuje wszędzie i nigdzie zarazem.

Co to oznacza? Wszystkie obszary geograficzne (miasta, regiony – w żargonie tej społeczności po prostu „geo”) na początku są zamknięte. Zamkniętość oznacza, że Arcade City w tym miejscu nie działa. Aby geo mogło zostać otwarte, musi w nim pojawić się 150 zweryfikowanych użytkowników. Zweryfikowany użytkownik to taki, który poda swojego nicka, klasę postaci (obecnie to Pasażer, Kierowca oraz „Unsung”, co można by przełożyć jako „nieznany”) oraz połączy konto z przynajmniej jednym kontem w serwisie społecznościowym. Spośród tych 150 użytkowników przynajmniej 30 (zwanych później Założycielami) musi wspólnie stworzyć Konstytucję Geo – dokument zawierający cele, jakie Założyciele stawiają dla sieci Arcade City w ich geo. W momencie, gdy spełnione zostaną te wymogi, aplikacja Arcade City pozwoli na zamawianie usług transportowych.

Przyszłość to rozproszenie

To dopiero pierwszy etap działania Arcade City. Kolejne będą prowadziły do kompletnej decentralizacji infrastruktury, możliwej dzięki wykorzystaniu technologii blockchain, znanej dziś przede wszystkim z sieci Bitcoin. Pierwszym krokiem do tej decentralizacji będzie wprowadzenie systemu tożsamości, reputacji i ocen, bazującego na inteligentnej kryptowalucie Ethereum. Dokonać się to ma jeszcze w tym roku, wkrótce po upublicznieniu oficjalnej otwartej aplikacji.

Drugi krok, którego realizacja ma potrwać przynajmniej do 2018 roku, doprowadzić ma do powstania zdecentralizowanego ekosystemu wielu graczy. Zestaw otwartych interfejsów pozwoli tworzyć stronom trzecim inne aplikacje korzystające z sieci Arcade City, a elementy modularnej aplikacji będą mogły być forkowane i wbudowywane w inne zdecentralizowane aplikacje, które będą mogły (choć nie będą musiały) łączyć się z Arcade City.

Trzeci krok to pełna decentralizacja. Po 2018 roku Arcade City Inc., firma, która dziś jest biznesową twarzą projektu, przestaje w praktyce istnieć. Arcade staje się publiczną usługą podtrzymywaną przez społeczność. Wszystkie niezbędne dla zarządzania funkcje zostają zakodowane w publicznych blockchainach poprzez inteligetne kontrakty Ethereum, a geo zamieniają się w algorytmicznie sterowane, zdecentralizowane autonomiczne organizacje. W tym momencie o Arcade można będzie już myśleć jako o inteligentnym protokole lub zbiorze dobrych praktyk, które każdy może wdrożyć, i który pokazuje najefektywniejsze metody rynkowej współpracy i świadczenia usług.

Już dzisiaj jednak, jak twierdzą ludzie stojący za Arcade City, zgłaszają się do nich naśladowcy, chcący przenieść Arcade City na rynek wynajmu nieruchomości (Arcadebnb) i innych dziedzin pasujących do współdzielonej gospodarki. Nic w tym dziwnego – w takim modelu można świadczyć dowolne usługi, można sobie wyobrazić tu handel świeżą żywnością między rolnikami a konsumentami, korepetycje między nauczycielami a uczniami, usługi seksualne między prostytutkami a ich klientami, dostawy kurierskie dowolnych towarów… mając sterowaną przez oprogramowanie sieć, bez żadnych ludzkich regulatorów, zastosowań będzie tyle, ilu nimi zainteresowanych.

Póki co możecie odwiedzić stronę arcade.city i zgłosić swoje zainteresowanie. Prawdopodobny start usługi wczesną jesienią – od tej pory będziemy mogli pobrać pierwszą wersję aplikacji i uaktywniać się w naszych geo. Budapeszt zapewne będzie jednym z pierwszych geo, które zostaną otwarte – założyciele Arcade City już się zwracają do jego mieszkańców na Facebooku, przedstawiając się jako alternatywa dla Ubera, co uciekł z tego miasta. Cóż, premierowi Orbanowi zablokować taką usługę będzie o wiele trudniej.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.