r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Debian obchodzi 20. urodziny

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Sporo ostatnio ważnych dla IT 20. rocznic – niedawno obchodziliśmy dwudziestolecie Slackware, potem dwudziestolecie pierwszego Windows NT, a teraz czas na dwudziestolecie Debiana, linuksowej dystrybucji, która jest czymś znacznie więcej, niż tylko linuksową dystrybucją (a i może być czymś innym, niż linuksową dystrybucją).

16 sierpnia 1993 roku Ian Murdock oficjalnie powołał do życia The Debian Project. Genezę nazwy łatwo wyjaśnić – powstała przez połączenie imienia jego ówczesnej dziewczyny, Debory, z jego imieniem. Niezadowolony ze stanu, w jakim znajdowała się pierwsza dystrybucja Linuksa (Softlanding Linux System), postanowił stworzyć własną, ulepszoną nie tylko technicznie, ale też i ideologicznie. Jak wyjaśniał w dokumencie The Debian Manifesto, jego celem było stworzenie ostrożnie i starannie przygotowanej dystrybucji, która będzie wspierana i utrzymywana z odpowiednią troską. Wszystko to w duchu otwartości, modularności i współpracy, przy wsparciu Free Software Foundation i postawieniu na pierwszym miejscu potrzeb użytkownika.

20 lat później Debian wciąż żyje i rozwija się, pozostając prawdopodobnie jedną z dwóch najważniejszych dystrybucji Linuksa (obok komercyjnego RHEL-a). Jest jednym z najchętniej wybieranych systemów operacyjnych na prywatne i internetowe serwery, cieszącym się uznaniem ze względu na ogromną stabilność i ogromne zasoby oprogramowania. Aktualne wydanie – Debian 7 wheezy (każde z wydań tego OS-a otrzymuje jako nazwę kodową imię zabawki z filmu Toy Story; wheezy to ten gumowy pingwin w krawacie z Toy Story 2), przynosi ponad 37 tysięcy pakietów . I choć do tej pory pozycję przywódcy projektu zajmowało już 12 osób po ustąpieniu Murdocka w 1996 roku, to przez cały ten czas społeczność Debiana pozostawała wierna ustanowionej na początku ideologii, skodyfikowanej w 1997 roku w Umowie społecznej Debiana.

Wydając kolejne, niezwykle stabilne i dopracowane wydania systemu, społeczność Debiana umożliwiła zaistnienie ponad setki innych linuksowych dystrybucji, korzystających z Debiana jako fundamentu, na bazie którego ich twórcy mogli realizować swoje partykularne cele. Wśród nich są tak znane dystrybucje jak Ubuntu (z jego wszystkimi odmianami), Mint, MEPIS, czy KNOPPIX. Być może ta liczba potomnych dystrybucji wynika po części z wysokości poprzeczki, jaką The Debian Project stawia przed ochotnikami chcącymi uczestniczyć w jego rozwoju – może być łatwiej zrobić własną dystrybucję, i realizować w niej własne pomysły, niż przejść surowy proces rekrutacyjny, niezbędny by spośród chętnych odsiać wszystkich tych, którym bądź brakuje technicznych umiejętności, bądź zrozumienia filozofii Debiana.

Choć zasady selekcji oprogramowania dla Debiana pozostają surowe – warto przypomnieć choćby spór z Mozillą o zasad wykorzystania znaków towarowych i nazw jej produktów, w wyniku którego do repozytoriów zamiast Firefoksa, Thunderbirda, Sunbirda i Seamonkeya trafiły ich rebrandowane, w pełni wolne wersje (odpowiednio IceWeasel, IceDove, IceApe i IceOwl) – to jednak nie oznacza to, że dystrybucja ta pozostaje ślepa na rzeczywistość, pełną niewolnego oprogramowania. Pakiety, których licencja nie pozwala na rozpowszechnianie w ramach głównego repozytorium Debiana, utrzymywane są, ku oburzeniu Richarda Stallmana, w repozytorium non-free, inne zaś pakiety, o niekoniecznie wolnej licencji, przechowywane mogą być w repozytorium contrib. Najwyraźniej dla społeczności ważniejsza jest możliwość uruchamiania Debiana wszędzie tam, gdzie chciałby to zrobić użytkownik, niż zgroza wywołana tym, że ludzie łatwo mogą dowiedzieć się o niewolnym oprogramowaniu dostępnym poprzez przeglądanie bazy danych paczek Debiana czy też zalecaniem przez instalator niewolnych plików firmware dla urządzeń peryferyjnych.

Na samym początku wspomniałem też, że Debian jest już czymś innym, niż linuksową dystrybucją. To ważna, niespotykana gdzie indziej sprawa: Debian zdołał uwolnić się od samego Linuksa. Choć oczywiście wykorzystuje w głównej gałęzi rozwojowej systemu tworzone pod dyktando Linusa Torvaldsa jądro, to jednak zainteresowani mogą uruchamiać Debiana bez Linuksa. W 2011 roku zaprezentowano Debiana GNU/kFreeBSD, wykorzystującego pakiety Debiana 6.0 i jądro systemu FreeBSD. Znacznie wcześniej, bo już w 1998 roku, rozpoczęto prace nad Debianem GNU/Hurd, ale dopiero w 2013 roku pojawiła się nadająca się do czegoś więcej niż tylko eksperymentalny użytek wersja tego systemu.

Czego więc zatem można się spodziewać za kolejne dwadzieścia lat? Na pewno Debian będzie dalej istniał. Niezależny od jakiegokolwiek komercyjnego podmiotu, niezależny od jakichkolwiek konkretnych osób, Debian jest przede wszystkim ideą i procesem, który włącza w siebie wszystkich swoich użytkowników. Ma to oczywiście i swoje wady – w tak rozwijanej dystrybucji nikt nie może powiedzieć wydajemy kolejnego Debiana, choćby miał po tym nastąpić potop, a otwarte spory między deweloperami bywają czasem bardzo nieprzyjemne – ale na dłuższą metę widać, że ten model sprawdza się bardzo dobrze, czyniąc z tej dystrybucji ikonę Wolnego Oprogramowania (cokolwiek by o tym dziś Free Software Foundation mogło sądzić).

Zatem wszystkiego najlepszego dla całej społeczności Debiana!

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.