r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Firefox Developer Edition nie był pierwszy. Przeglądarka dla budowniczych Webu istnieje już od dawna

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Specjalna przeglądarka dla deweloperów – pod takim hasłem Mozilla na dziesiątą rocznicę Firefoksa zapowiadała coś zupełnie nowego. Przed oficjalną poniedziałkową premierą zbudowanej dla tych, którzy budują Web w kanale wydawniczym Aurora pojawił się tymczasem Firefox Developer Edition, demonstrując wszystko to, co już znaliśmy z wcześniejszych prac nad narzędziami deweloperskimi dla Firefoksa. Ale czy faktycznie dostaliśmy to, co obiecywała Mozilla?

Przypomnijmy, co takiego przynosi Firefox Developer Edition, którego kolejne kompilacje będą wydawane w kanale niegdyś znanym jako Aurora. Dostajemy więc przede wszystkim zintegrowane z Firefoksem 35 środowisko programistyczne WebIDE, responsywny podgląd stron, debugger Valence pozwalający na podpięcie desktopowego Firefoksa do mobilnych Chrome i Safari i edytor Web Audio do kontrolowania efektów dźwiękowych generowanych przez aplikacje. Uzupełniają one dobrze znane ze zwykłych narzędzi deweloperskich Page Inspectora, WebConsole, JavaScript Debugger, Network Monitor i Style Editor. To wszystko zostało podane w nieco odmienionej, ciemnej skórce, ze zmienionym nieco układem przycisków, szybkim dostępem do rozszerzeń z kolekcji Web Developer's Toolbox i włączonym komunikatorem Talkilla.

Gdyby nie to, że mamy do czynienia z produktem organizacji dysponującej budżetem w wysokości setek milionów dolarów, można byłoby uznać, że szumne zapowiedzi z zeszłego tygodnia zostały spełnione. W rzeczywistości jednak dostaliśmy odmianę Firefoksa z domyślnie włączonymi dodatkami, które znane były już wcześniej – bez żadnych rewelacji. Wyraźny nacisk na budowanie mobilnych interfejsów użytkownika każe raczej myśleć, że mamy do czynienia z narzędziem dla twórców aplikacji dla Firefox OS-a, niż przeglądarką dla budowniczych Webu.

r   e   k   l   a   m   a

To oczywiście początek, fundament pod dalsze ulepszenia, ale Firefox Developer Edition nie istnieje w próżni. Przeglądarka dla budowniczych Webu powstała już dawno temu – i nazywa się „Google Chrome”. By Firefox DE dorównał narzędziom wbudowanym w Chrome, musiałby przede wszystkim wprowadzić ekwiwalent mechanizmu Workspaces, dzięki któremu wprowadzane w narzędziach deweloperskich zmiany są automatyczne zapisywane w plikach źródłowych strony oraz dynamiczne aktualizacje skryptów, edytowanych bezpośrednio w znaczniku scrypt. Brakuje znanego z Chrome menedżera zadań przeglądarki, pozwalającego na żywo zobaczyć obciążenie procesora i pamięci generowane przez daną stronę. Zachwalane narzędzie do testów responsywnego widoku wygląda bardzo prymitywnie w porównaniu do Device Mode google'owej przeglądarki.

Co więcej, aktualne wersje Chrome oferują mechanizmy, o których Mozilla zupełnie zapomniała: możemy otwierać strony z zadanym ograniczeniem przepustowości sieci (emulacja GPRS, EDGE, 3G, DSL, Wi-Fi), emulować różne typy mediów (np. widok dla drukarek) czy zdarzenia z sensorów (np. lokalizację GPS czy orientację urządzenia w przestrzeni).

Warto wspomnieć też o istniejącej w Chrome możliwości bezpośredniej edycji i debugowania plików Sass (CSS Source Map), znakomitym profilerze JavaScriptu z trybem FlameChart, pozwalającym zobaczyć, jak wygląda przetwarzanie kodu JavaScriptu w czasie, jak również trybie ciągłego przerysowywania, dzięki któremu możemy interaktywnie testować czas rysowania ostylowanych elementów strony. Last but not least, to właśnie w narzędziach deweloperskich Chrome zadebiutował mechanizm nagrywania i profilowania wywołań WebGL na elemencie canvas – podczas gdy Mozilla, tak zachwalająca WebGL, póki co żadnych narzędzi tu nie oferuje.

Póki co odczuwalnie wyższa responsywność interfejsu Chrome Web Tools, większe możliwości jego narzędzi i łatwość podłączenia do urządzeń z Androidem (nie ma co udawać – Firefox OS to nisza, WebIDE to ciekawostka) czynią z przeglądarki Google'a przeglądarkę, którą chciałby być Firefox Developer Edition. Czy Mozilla zdoła nadgonić dystans dzielący ją od dominującego dziś na rynku konkurenta – tego nie wiemy. Widać jednak, że standardem w tej dziedzinie powoli staje się właśnie Chrome.

Niedawno programiści Adobe wydali wersję 1.0 znakomitego edytora dla programistów o nazwie Brackets. Dostępne w wersjach na Linuksa, OS X i Windows narzędzie wydaje się zorientowane przede wszystkim na webdeweloperów, zapewniając pełne wsparcie (z koloryzacją, autouzupełnianiem i podpowiedziami) dla takich języków jak JavaScript, CoffeeScript, JSON, CSS, HTML, Less, SCSS, PHP, Python, Ruby czy Perl, obsługę skryptów po stronie serwera – a przede wszystkim setki rozszerzeń, które czynią pracę z kodem źródłowym znacznie wygodniejszą. Brackets zapewnia oczywiście dynamiczny podgląd tworzonego kodu stron – jedno kliknięcie i edytor łączy się z przeglądarką. Tą przeglądarką jest właśnie przeglądarka Google.

Sprzęgnięty z Chrome Brackets (możecie pobrać wersję dla Windows z naszego repozytorium) wydaje się dziś być najlepszym rozwiązaniem dla webdeweloperów – i choć sama misja Mozilli jest autorowi tego tekstu znacznie bliższa, niż działania Google czy Adobe, to jednak uważa, że określanie dziś Firefoksa Developer Edition mianem pierwszej przeglądarki dla budowniczych Webu jest sporym nadużyciem.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.