r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Już ponad sto tysięcy polskich internautów zagrożonych antypiracką operacją niemieckiej firmy

Strona główna AktualnościINTERNET

Ta sprawa zatrzęsie polskim Internetem – nigdy jeszcze copyright trolling, jak z angielskiego nazywa się czasem działania kancelarii prawnych, domagających się od internautów zapłacenia odszkodowań (przedsądowej ugody) za naruszenie praw autorskich producentów ich klientów, nie dotyczył tylu osób. Operacja, za którą stoi niemiecka firma baseprotect Gmbh, może dotyczyć ponad stu tysięcy Polaków, oskarżanych o bezprawne rozpowszechnianie kilku polskich filmów. Problem w tym, że w świetle polskiego prawa nawet zapłacenie żądanego odszkodowania niczego nie daje – ugoda z przedstawicielem właściciela praw autorskich nie zakończy postępowania prokuratorskiego.

Opracowany przez baseprotect Gmbh model biznesowy działa skutecznie od wielu miesięcy. Firma nawiązała współpracę z producentami takich dzieł polskiej kinematografii jak „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”, „Obława”, „Być jak Kazimierz Deyna”, „Last minute” i „Drogówka”. Producenci udzielają baseprotect pełnomocnictw na reprezentowanie ich interesów w sprawach związanych z naruszaniem praw autorskich, przekonani zapewne obietnicą wykorzystania systemu, który precyzyjnie i efektywnie protokołuje, weryfikując dowody przestępstw popełnianych w Internecie i pozwala na identyfikację każdego użytkownika który nielegalnie rozpowszechnia pliki chronione prawem autorskim, dostarczając oficjalne dowody roszczenia wobec niego.

Choć firma nie ujawnia szczegółowych metod działania swojego systemu, to raczej nie ma tu mowy o żadnych technicznych cudach, pozwalających na automatyczną identyfikację internautów wymieniających się plikami chronionymi prawem autorskim. Wygląda to na zwykły monitoring rojów peerów wymieniających się torrentami z wykorzystaniem publicznych trackerów BitTorrenta, uzupełniony o wypracowaną ścieżkę działań prawnych. W tej metodzie monitoringu napastnik dołącza po prostu do roju wymieniającego się danym plikiem z filmem, zapoznając się w ten sposób z listą uczestniczących w wymianie adresów IP.

r   e   k   l   a   m   a

Następny krok nie ma już za wiele wspólnego z techniką. W Polsce baseprotect Gmbh korzysta z warszawskiej kancelarii prawniczej Anny Łuczak, która składa w prokuraturze rejonowej w Pruszkowie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z art. 116 prawa autorskiego, zgodnie z którym osoby bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechniające cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystycznego wykonania, fonogramu, wideogramu lub nagrania, podlegają karze grzywny, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch. Do zawiadomienia dołączona zostaje lista adresów IP, które z założenia mają wskazywać na osoby nielegalnie rozpowszechniające dane filmy.

W kolejnym kroku prokuratura rozsyła do dostawców Internetu wnioski o wyjawienie danych osób, które we wskazanym czasie korzystały z danego adresu IP. Dostawcy Internetu, nie chcąc sami ryzykować problemami z prawem, dane takie wydają (a potem tłumaczą się, że nie mają wyboru, bo muszą przestrzegać postanowień ustawy o świadczeniu usług internetowych). Zidentyfikowani w ten sposób użytkownicy adresów IP zostają następnie wezwani przez prokuraturę do złożenia zeznań – i w tym momencie ich dane, jako część dokumentacji, stają się dostępne także kancelarii Anny Łuczak, jako stronie w tej sprawie.

Dysponując danymi internauty, kancelaria wysyła na jego adres wezwanie do zawarcia ugody, w której znajduje się informacja o możliwości zaspokojenia prawnokarnych roszczeń po zapłaceniu kary – jedynych 550 złotych. Nie ma tam już jednak informacji o tym, że zapłacenie nie zmienia wcale z konieczności sytuacji prawnej wezwanego. To prokurator podejmuje bowiem decyzję o umorzeniu sprawy i wcale porozumienia między stronami na to nie muszą wpływać.

To co zaczęło się skromnie, urosło do naprawdę dużych rozmiarów, dowodząc tym samym efektywności modelu biznesowego basecamp Gmbh. Dziennik Gazeta Prawna dotarł do kilku największych polskich dostawców Internetu, którzy anonimowo zgodzili się opisać skalę zjawiska. Jeden z nich mówi, że gdy na początku łącznie otrzymywał wezwania do ujawnienia danych ok. 5 tys. osób rocznie, teraz musi poradzić sobie z wnioskami dotyczącymi ok. 30 tys. osób i został zmuszony do zbudowania w tym celu specjalnego systemu informatycznego. Inny mówi, że jednego dnia otrzymał z pruszkowskiej prokuratury 500 wezwań do wydania danych – tyle że łącznie dotyczyły one 60 tys. osób.

Zawiadomienia kancelarii Anny Łuczak owocują nie tylko ogromem pracy dla ISP, ale też i dla organów ścigania. Mimo że do tej pory nikomu nie postawiono zarzutów (wszyscy wzywani są na razie w charakterze świadka), to w pruszkowskiej prokuraturze pracuje nad nimi czterech prokuratorów. Spisujący zeznania policjanci w stołecznych komendach przyznają się do setek nadgodzin przy wypełnianiu formalności związanych z tymi sprawami. Można się domyślać, że ich praca nie jest opłacana przez firmę basecamp Gmbh.

Prawnych aspektów tej sprawy w zasadzie nie jesteśmy w stanie komentować, darujemy sobie więc wyświechtane komentarze w stylu twarde prawo, ale prawo, zwykle przywoływane przez media w takich sytuacjach. Przywołać jednak warto niedawno opublikowane stanowisko Prezesa UKE, p. Magdaleny Gaj, w sprawie próby uzyskania dostępu przez organy ścigania i sądu do objętych tajemnicą telekomunikacyjną danych osobowych. Prezes UKE jest przekonana, że poza wypadkami wymienionymi bezpośrednio w ustawach, dostęp do takich danych powinny mieć tylko sądy karne i powołuje się na raport Komisji Europejskiej, podkreślający konieczność stosowania przepisów o udostępnianiu danych telekomunikacyjnych użytkowników wyłącznie do najcięższych przestępstw. Można więc jedynie poradzić dotkniętym sprawą, by w reakcji na przedsądowe wezwanie do zawarcia ugody składali wniosek do GIODO o sprawdzenie, czy nie doszło do naruszenia przepisów ustawy o ochronie danych osobowych.

Skomentować możemy jednak kwestię techniczną sprawy. Jeśli spojrzymy na całą sytuację jako formę cyberataku, exploitującego luki w rozwiązaniach telekomunikacyjnych i prawnych, to od razu widać, że największym problemem jest łatwość, z jaką powiązane zostają adresy IPv4 z personaliami internautów. Jeśli kiedyś doczekamy się upowszechnienia sieci IPv6, sytuacja dla organów ścigania znacznie się skomplikuje, gdyż zapanowanie nad tą ogromną przestrzenią adresową z miliardami podpiętych do niej komputerów i urządzeń Internetu Przedmiotów, nie mówiąc już o utrzymaniu szczegółowych danych, do kogo należą adresy w postaci 2604:e0d0:1322:41::4, będzie bardzo trudne. Na problem ten dwa lata temu zwróciły uwagę już amerykańskie i kanadyjskie organy ścigania, ostrzegając, że nowy protokół może uniemożliwić im skuteczne namierzanie podejrzanych o przestępstwa w Sieci.

Póki jednak IPv6 wciąż pozostaje pieśnią przyszłości, najefektywniejszym sposobem ochrony tożsamości dla osób skazanych na korzystanie z IPv4 zostają usługi wirtualnych sieci prywatnych (VPN). Oczywiście nie są one darmowe – ceny najlepszych operatorów takich usług zaczynają się od pięciu euro miesięcznie. Ważne jednak jest to, że godni zaufania dostawcy VPN-ów nie pytają dziś o dane swoich klientów, pozwalając na pseudonimowe płatności za pomocą bitcoinów i innych kryptowalut, gwarantują też, że logi ich serwerów są przechowywane przez możliwie krótki czas. Rozwiązania nie są oczywiście uniwersalną gwarancją bezpieczeństwa w Sieci (szczególnie dla tych, którymi mogłoby się interesować NSA), ale wystarczają dla zwykłych obywateli, chcących się uchronić przed szpiegowaniem przez organizacje przestępcze, dostawców Internetu, czy nawet organa państwowe – jak przeczytać można w reklamie jednej z wiodących w tej branży firm.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.