r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Kolekcje zawitały do Google+. Właśnie na to czekaliśmy

Strona główna AktualnościINTERNET

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, sieć społecznościowa Google+ zyskała właśnie możliwość tworzenia tzw. kolekcji. Postanowiliśmy przyjrzeć się tej nowości i ocenić, w jakim stopni może być przydatna. Nowy mechanizm ma zwiększyć atrakcyjność Google+, a po części zbliżyć go do niektórych innych usług agregowania treści, takich jak choćby Pinterest.

W wersji webowej kolekcje znajdziemy w panelu wysuwanym z lewej strony. Można przyjąć, że są to grupy wpisów. Tym razem jednak zdefiniowane nie za pomocą hastagów, czy społeczności, lecz bardziej na kształt wirtualnych folderów. Jeżeli więc niektóre z naszych wpisów dotyczą określonej tematyki, możemy je zamknąć w takiej właśnie kolekcji. Ułatwia to ich odbiór, bo o ile nie każdy musi być zainteresowany bardziej osobistymi wpisami lub luźnymi nowinkami, o tyle może śledzić sprawy związane z takim samym hobby. Jako użytkownik Google+ muszę przyznać, że wprowadzenie takiej funkcji może znacznie zwiększyć wygodę i szybkość docierania do ważnych dla nas treści, o ile użytkownicy faktycznie będą z nich korzystać.

Standardowo Google nie tworzy na naszym koncie żadnych kolekcji, wyświetla jednak kolekcje użytkowników, jakich obserwujemy. Warto wspomnieć o nietypowym zachowaniu sieci. To my, jako autorzy kolekcji decydujemy, czy obserwujący nas użytkownicy zaczynają automatycznie obserwować kolekcję. Dziwne? To nie pierwszy tego typu mechanizm, podobnie działa informowanie o wpisach, którym przyznaliśmy +1 (odpowiednik polubienia z Facebooka). Również w jego wypadku to my ustalamy, czy informacja o takich wpisach ma być wyświetlana naszym obserwatorom. Mogłoby się wydawać, że początki istnienia kolekcji będą trudne, że nie znajdziemy wśród nich nic interesującego. Nic bardziej mylnego, już teraz istnieje wiele interesujących zbiorów. Coś dla siebie znajdzie zarówno piwosz, osoba zainteresowana tworzeniem stron internetowych, czy też fotografią makro. Wystarczy przejść do modułu kolekcji, a następnie wybrać zakładkę polecane, aby sprawdzić już istniejące grupy.

r   e   k   l   a   m   a

Gdy już zdecydujemy się na utworzenie własnej kolekcji, możemy w niej umieszczać wpisy, zdjęcia, linki, materiały wideo, wydarzenia i ankiety w ten sam sposób, co na głównym strumieniu. Kolekcje są więc osobnymi strumieniami. Już istniejące, archiwalne wpisy możemy dodawać do nowych kolekcji, nic nie stoi na przeszkodzie, aby udostępnić obserwatorom grupę i poinformować ich, że mamy zamiar w jednym miejscu przechowywać treści o określonej tematyce. Dzięki obrazkom w tle możemy wyraźnie zaznaczyć, czego dana grupa dotyczy.

Jak kolekcje spiszą się w praktyce? Jest za wcześnie, aby o tym mówić, ale muszę przyznać, że wydają się one niemal doskonałym remedium na braki, jakie do tej pory trapiły Google+. Czy za sprawą kolekcji ucierpią społeczności lub główne strumienie użytkowników? Nie ma powodów, aby tak uważać. Po prostu zwiększają one kontrolę nad tym, co obserwujemy, pozwalają również na uporządkowanie własnych treści. Użytkownicy Facebooka o takich mechanizmach mogą jedynie pomarzyć, tam nawet wyszukiwanie społeczności działa nie do końca tak, jak powinno. Jeżeli jesteście zainteresowani, odsyłamy do Google+. Nie zapomnijcie dodać do obserwowanych naszego oficjalnego profilu.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.