r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

M – hybrydowa asystentka od Facebooka z ambicjami większymi niż Siri czy Cortana

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Cyfrowe asystentki mają zdjąć z naszych barków ciężar tych wszystkich schematycznych czynności, jakie wykonuje się na komputerze, nadać maszynie pozoru rozumności. Jednak jak dotąd, nawet najlepsza z nich, Siri firmy Apple, przedstawia raczej tylko głupotę maszyny, dowodząc, że sekretarka z krwi i kości pozostaje niezastąpionym dobrem każdego szefa. Teraz swoją wersję cyfrowej asystentki przedstawia Facebook, jednak w przeciwieństwie do rozwiązań konkurencji, przyznaje, że sztuczna inteligencja jest głupia – więc obiecuje wsparcie ze strony inteligencji człowieka.

Nowa cyfrowa asystentka z laboratoriów pana Zuckerberga nazywa się po prostu M, i pojawiła się jako eksperyment na smartfonach kilkuset niespodziewających się niczego użytkowników z Doliny Krzemowej. Zbudowana na bazie komunikatora Facebook Messenger M i algorytmów AI firmy Wit.ai, jest jednak nadzorowana i wspierana przez ludzi – trenerów, którzy nie tylko szkolą sztuczną inteligencję, ale i wykonują jako M wiele operacji. Czy to techniczny regres, skoro do tej pory Google, Apple i Microsoft tak bardzo się chwaliły pełną automatyzacją asystentek Now, Siri i Cortany?

Niekoniecznie – można powiedzieć, że jest to realistyczne podejście do współczesnej techniki. Ludzcy trenerzy M stają się w tym systemie źródłem danych o tym, co i jak należy robić, danych, które dziś nie istnieją. To na ich działaniach i odpowiedziach uczyć się mają algorytmy głębokiego uczenia z Wit.ai, by z czasem osiągnąć porównywalny, a może i w przyszłości wyższy niż ludzie poziom.

r   e   k   l   a   m   a

Obecnie cykl w jakim działa M jest znacznie bardziej złożony, niż w wypadku asystentek konkurencji. Po zadaniu M pytania, próbuje ona dokonać jego dekompozycji i analizy, a następnie sformułować poprawną odpowiedź. Odpowiedź ta nie trafia jednak bezpośrednio do pytającego, ale właśnie do zespołu trenerów, których każdy krok jest zapisywany pod kątem przyszłej formalizacji. I tak oto, jak wyjaśnia Marcus Lebrun, twórca Wit.ai, gdy M zostanie poproszone o opowiedzenie żartu (typowa demonstracja umiejętności cyfrowych asystentek), to odpyta internetową usługę dostarczającą żarty, ale wybrany żart zostanie sprawdzony przez trenera, czy aby naprawdę jest śmieszny. Jeśli trener będzie rozbawiony, dopiero wtedy użytkownik otrzyma swoją odpowiedź. To dobre podejście, biorąc pod uwagę to, jak kiepskie czasem żarty opowiadają Siri czy Cortana.

Jeśli jednak zażąda się od M czegoś bardziej wymagającego, np. umówienia go na egzamin na prawo jazdy, to póki co to właśnie trenerzy wykonają większość operacji, dzwoniąc do urzędu komunikacji i niejako „za plecami” M, umawiając chętnego użytkownika. Jednak wszystko co zrobią w tym celu zostanie zapisane: witryny internetowe jakie odwiedzą, połączenia telefoniczne jakie wykonają, słowa jakie wypowiedzą w celu umówienia, odpowiedzi, jakie uzyskają od urzędnika i wreszcie to, co w odpowiedzi napiszą proszącemu o umówienie. Na tych danych będą się później ćwiczyły sztuczne sieci neuronowe, stanowiące trzon M.

M nie jest wynalazkiem Facebooka. W 2013 roku powstał w Kalifornii mały startup Wit.ai, którego celem było stworzenie cyfrowego agenta, mogącego zastąpić ludzkich operatorów infolinii, wykorzystywanych np. przez firmy telekomunikacyjne do rozmów z klientami. Agent taki był w stanie rozpoznać mowę i do pewnego stopnia „rozumieć” język naturalny, bez korzystania z wykorzystywanych do tej pory ogromnych zbiorów próbek ludzkiej mowy, wykorzystywanych przez Apple, Google i Microsoft. Wykorzystywane przez Wit.ai metody matematyczne nie były jakoś szczególnie innowacyjne, to w zasadzie klasyka Data Miningu – metoda warunkowych pól losowych i zasada maksymalnej entropii są w tej dziedzinie wykorzystywane od ponad 10 lat, ale elastyczność rozwiązania przykuła uwagę Facebooka. Społecznościowy gigant za nieujawnioną kwotę kupił w styczniu tego roku cały zespół, zatrudniając go do zbudowania cyfrowej asystentki o nieograniczonych wręcz możliwościach.

Zanim M uzyska pełną autonomię może minąć wiele lat, a to oznacza spore ryzyko dla Facebooka. By nauczyć sieć neuronową samodzielności, potrzebne są dane z ogromnej ilości interakcji człowiek-maszyna, te dane mogą być jednak pozyskane tylko przez udostępnienie M jak największej liczbie użytkowników Facebooka. Im więcej M będzie potrafiła, tym więcej jednak użytkownicy będą od niej wymagali, a to będzie wymagało zaangażowania większej liczby ludzkich trenerów. Lebrun wierzy, że uda się utrzymać zależność, w której liczba ludzi pracujących nad M będzie rosła liniowo, podczas gdy liczba użytkowników będzie rosła wykładniczo, ale to bardzo optymistyczne założenie, tym bardziej, że nie ma żadnych gwarancji, że sieć neuronowa będzie się akurat uczyła tego co istotne, zwracała uwagę na rzeczy, które naszym zdaniem mają znaczenie. Doświadczenie z AI pokazuje, że czasem maszynowe skojarzenia są dla nas bardzo kontrintuicyjne i prowadzą do bardzo wypaczonych modeli świata.

© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.