r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Microsoft i prawybory w USA. Brak przejrzystości daje spore możliwości

Strona główna AktualnościBIZNES

Gorączka amerykańskich wyborów prezydenckich rośnie z tygodnia na tydzień, i to nie tylko w USA. Po niespodziewanych wynikach prawyborów w stanie Iowa, na całym świecie toczą się dyskusje, dotyczące nie tylko samych kandydatów, ale i natury procesu wyborczego w Stanach Zjednoczonych. W jakim stopniu zaczyna on zależeć nie od woli wyborców, tylko od komputerów? Kwestię tę podnieśli ostatnio ludzie ze sztabu jednego z kandydatów, senatora Berniego Sandersa.

Zainteresowani wyborami w USA pewnie już to wiedzą – wśród Republikanów prawybory w stanie Iowa wygrał ultrakonserwatywny Ted Cruz wyprzedzając skandalistę Donalda Trumpa. Wśród Demokratów wygrała zaś była Pierwsza Dama, Hillary Clinton, wyprzedzając ultralewicowego (jak na USA) Berniego Sandersa – jednak zaledwie o włos, co w praktyce oznacza remis. Co to wszystko ma wspólnego z komputerami? Wbrew pozorom, całkiem sporo. O ile wykorzystanie w wyborach maszyn do głosowania jest w USA praktykowane od 1990 roku, to te stanowe zmagania o nominację w dwupartyjnym systemie politycznym były do tej pory rozwiązywane bardzo prostymi (niektórzy powiedzą przestarzałymi) metodami.

W czerwcu zeszłego roku Microsoft przygotował jednak platformę informatyczną na bazie chmury Windows Azure i aplikacji mobilnych dla iOS-a, Androida i Windows Phone'a, mającą pomóc liderom partyjnym w sprawniejszym zliczeniu głosów i wyłonieniu tych kandydatów na prezydenta, którym należy się oficjalne poparcie partii. Co najciekawsze, cały system został zaoferowany za darmo, tak partii republikańskiej jak i demokratycznej. Warto tu podkreślić, że w kwestiach prawyborów w grę wchodzą jedynie wewnętrzne regulaminy partyjne, więc system taki nie musi spełniać żadnych formalnych norm, narzucanych przez administrację stanową czy federalną. I tak oto głosy we wczorajszych prawyborach w Iowa były przeliczane przez zamkniętą, własnościową, darmową platformę Microsoftu.

r   e   k   l   a   m   a

Działanie całego systemu można obejrzeć na powyższym filmiku – i na pozór wydaje się, że niczego tu niewłaściwego nie ma. Ot jedna z największych firm informatycznych pomaga usprawnić demokratyczny proces, tak by zliczanie głosów odbyło się szybciej i bez pomyłek. Sytuacja zaczyna wyglądać jednak inaczej, gdy zorientujemy się, że podobnie jak w większości innych amerykańskich firm IT, Demokraci cieszą się większym poparciem wśród pracowników Microsoftu niż Republikanie, a szczególnie dużym poparciem cieszy się p. Hillary Clinton. Nie chodzi tu tylko o poglądy, ale też i o wsparcie finansowe.

Na to właśnie zwrócił uwagę Pete D'Alessandro, odpowiedzialny za kampanię senatora Sandersa w Iowa. W wywiadzie udzielonym sieci MSNBC stwierdził – powinniście się zastanowić, dlaczego oni (Microsoft – przyp.red.) chcą oddać coś takiego za darmo. Podkreślił też, że jego ludzie będą obok aplikacji Microsoftu korzystali też z własnego systemu, którego wyniki mogą sprawdzić i nad którym kontrolę sprawują przez cały czas.

To oczywiście tylko prawybory, i to w jednym stanie, ale amerykańskie media już pytają – w jakim stopniu informatyczne spółki realnie mogą wpływać na wyniki wyborów, szczególnie gdy w grę wchodzą różnice rzędu ułamka procenta (49,86% do 49,57%)? Przypomina się także o aferze z poprzedniej dekady, kiedy to w wyborach w 2004 roku w Północnej Karolinie błąd oprogramowania w maszynach do głosowania sprawił, że utracono 4438 oddanych głosów. Nie zapomniano też o pracy prof. Edwarda Feltena, pokazującego, jak łatwo złamać zabezpieczenia elektronicznych maszyn do głosowania firmy Diebold.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.