r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Pokłosie odejścia Eicha: Firefox bojkotowany przez konserwatystów

Strona główna AktualnościBIZNES

Chyba nie takiej reakcji spodziewała się pani Mitchell Baker, publikując uspokajający komunikat o dobrowolnej rezygnacji Brendana Eicha z funkcji CEO Fundacji Mozilla i przepraszając wszystkich tych, którzy poczuli się zranieni i rozwścieczeni tym, że nieprzychylny koncepcji małżeństw homoseksualnych twórca JavaScriptu został na pozycję CEO powołany. Wygląda na to, że wielu użytkowników Firefoksa albo miało poglądy bliskie Eichowi, albo wręcz uznało jego odejście z Mozilli za wynik dyskryminacji i prześladowań, nijak się nie mających do szczytnych deklaracji Fundacji, oficjalnie przecież broniącej różnorodności poglądów i wolności słowa.

Pierwsze reakcje na wpis pani Mitchell nie zapowiadały tego, co się stanie. Niemal od razu wypowiedzieli się właściciele serwisu randkowego OKCupid, który kilka dni wcześniej otwarcie nawoływał do bojkotu Firefoksa. W swoim oświadczeniu napisali oni, że są zadowoleni, że bojkot OkCupid poszerzył świadomość w tak kluczowej kwestii jak równe prawa dla wszystkich związków, a decyzja Mozilli umacnia jej oddanie sprawie.

Podobnej treści wpisy pojawiły się też na Reddicie i Slashdocie. Wydawało się przez chwilę, że Ameryka na sprawę patrzy jednoznacznie – w przeciwieństwie do opinii z krajów Europy Środkowej i Wschodniej, zamieszkałych w większości przez bigotów, obywatele krajów Anglofonii to ludzie światli i postępowi. Niestety jednak dla Mozilli i dla społeczności LGBT, sytuacja wcale nie wyglądała tak jednoznacznie.

r   e   k   l   a   m   a

Popularny brytyjski gejowski serwis PinkNews donosi, że w ciągu kilku dni od odejścia Eicha, serwis Firefox Input, gromadzący opinie społeczności Mozilli, wypełnił się ogromną liczbą niezadowolonych komentarzy tych, dla których taki obrót sprawy wydał się nie do przyjęcia. Gejowski serwis przedstawił te komentarze jako w większości obelżywe i wrogie homoseksualistom, jednak przeglądając je widać, że są to przede wszystkim opinie polityczne, oskarżające Mozillę o cenzurę myśli, dławienie wolności słowa, a nawet sugerujące, że to Mitchell Baker powinna odejść, a nie Brendan Eich.

Liczne były też deklaracje rezygnacji z Firefoksa i Thunderbirda, oskarżenia, że Mozilla cenzuruje nieprzychylne komentarze, czy sugestie, że może czas, by Mozilla sprawdziła wszystkich swoich pracowników pod kątem poglądów w takich sprawach jak prawa homoseksualistów, aborcja, kara śmierci czy legalizacja narkotyków – i zwolniła tych, których opinie nie są zgodne z oficjalną linią partii. Jakkolwiek by tych komentarzy nie interpretować, to jedno jest pewne: w ciągu kilku dni 86% komentatorów na forum Mozilli oznaczyło swoje komentarze emotikoną smutku.

Spiętrzenie się takiej liczby komentarzy nie odbyło się zapewne bez zachęty z zewnątrz. W ostatni piątek przewodniczący Krajowej Organizacji na Rzecz Małżeństwa, grupy działającej na rzecz przyjęcia Poprawki 8 zakazującej małżeństw homoseksualnych w Kalifornii, którą Brendan Eich poparł swoimi pieniędzmi, wezwał do bojkotu Firefoksa, odinstalowania tej przeglądarki w proteście przeciwko mccarthy'owskim prześladowaniom tych, którzy wierzą w tradycyjny model małżeństwa. Takie samo stanowisko zajęli wydawcy konserwatywnego serwisu TruthRevolt.org i kilku innych serwisów z prawej strony sceny politycznej USA. Nie tylko jednak oni – do przeciwników Mozilli dołączyła dość znana lesbijska autorka Tammy Bruce, która w swoich wpisach na Twitterze uznała, że działacze na rzecz praw gejów stali się gejowskim gestapo. Podobnie sądzi Andrew Sullivan, gejowski publicysta polityczny, który na łamach swojego bloga określił to, co spotkało Eicha, jako formę oskalpowania przez gejowskich aktywistów.

Mozilla zdążyła zareagować na reakcje swojej społeczności, publikując odpowiedni FAQ – zbiór odpowiedzi do często zadawanych pytań, z którego wynika, że Brendan Eich nie został zwolniony, tylko sam ustąpił, zaś jego ustąpienie nie miało nic wspólnego z naciskami działaczy homoseksualnego lobby. Więcej – członkowie rady Mozilli i dyrektorzy nie chcieli by Eich odszedł, zachęcali go by pozostał na innym stanowisku, lub po prostu dobrowolnie działał na rzecz Fundacji.

Na ile jednak deklaracje Mozilli są zgodne z tym, co faktycznie się wydarzyło? Sam Eich nie bardzo chce o tym wszystkim mówić. Odezwał się jedynie na łamach bloga swojego kolegi, którzy próbował dowodzić w dyskusji, że Eich nie został zwolniony, nakłaniano go, by pozostał i wciąż aktywnie działa na rzecz Projektu Mozilla. Stwierdził tam krótko: nikt nie próbował przekonać mnie, bym pozostał na stanowisku CEO i poprosił, by nie rozpowszechniać wieści, co do których nie ma się pewności, czy są prawdziwe.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.