r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Windows 10 współwinne kiepskiej sytuacji na rynku PC

Strona główna AktualnościBIZNES

Najgorsze przewidywania tajwańskich producentów sprzętu PC zaczynają się sprawdzać. Rozdawnictwo darmowych aktualizacji do Windows 10 okazało się gwoździem do trumny dla pogrążonej w kryzysie branży. Dotychczasowe premiery nowych wersji „okienek” były zawsze okazją do podniesienia wyników sprzedaży. Teraz jest inaczej – z jednej strony liczba instalacji Windows 10 stale rośnie, z drugiej sprzedaż komputerów osobistych zalicza kolejne spadki. Firma analityczna IDC przedstawiła właśnie swoje prognozy na przyszłe lata, które nikogo nie mogą napawać optymizmem.

Tylko w 2015 roku łączna sprzedaż pecetów na całym świecie spaść ma aż o 8,7% w stosunku do roku poprzedniego. Później ma być „nieco lepiej” – w roku 2016 rynek ma się skurczyć już tylko o 1,6%. Sęk w tym, że dane te dotyczą całkowitej sprzedaży, zarówno w segmencie biznesowym, jak i dla osób prywatnych. W segmencie biznesowym darmowych aktualizacji do Windows 10 nie ma, spodziewane są zakupy nowego sprzętu przez wszelkiego rodzaju organizacje, które często jeszcze korzystały ze starego sprzętu, pracującego pod kontrolą Windows XP i Visty. Na rynku konsumenckim spadki sprzedaży mają być jednak znacznie gorsze.

Ratunek w urządzeniach mobilnych? Ależ skąd. To prawda, kłopoty rynku PC zaczęły się po premierze iPada, ale dzisiaj także iPad i jego androidowi konkurenci mają kłopoty. Rynek tabletów w 2016 roku ma się skurczyć o 8%. Smartfony to zaś zupełnie inna kategoria, w której typowi producenci PC wciąż nie mają za wiele do powiedzenia. To prawda, ich sprzedaż wciąż rośnie, ale przychody z tego ma jedynie Apple i Samsung, cała reszta walczy na marginalnych marżach.

r   e   k   l   a   m   a

Wyjść z tego impasu nie będzie łatwo – i już teraz analitycy zaczynają przebąkiwać, że nasza epoka tanich PC może nie przetrwać do przyszłej dekady, że wciąż możemy wrócić do czasów, gdy komputer osobisty nie był dobrem powszechnym, a pecety były relatywnie znacznie droższe niż dziś. Przypomnijmy sobie ceny z lat 80, gdy jeden z najpopularniejszych wówczas PC przeznaczonych do zastosowań domowych, Amstrad PC-1512 kosztował w podstawowej wersji 500 ówczesnych funtów, co po uwzględnieniu inflacji i zmian w sile nabywczej przełożyłoby się na ok. 1300 funtów – ponad 6,5 tys. złotych.

Przyczyn takiego stanu rzeczy, oprócz chińskiego kryzysu i kiepskiej sytuacji na giełdach, trzeba szukać przede wszystkim w samym stanie sprzętu PC. Postęp, jaki obserwujemy w technice mikroprocesorowej, pamięciach półprzewodnikowych, komunikacji radiowej – to wszystko wciąż omija zwykłych użytkowników komputerów. Kolejne generacje procesorów Intela, dostępne w komputerach kupowanych przez masy, sprzęcie za kilkaset dolarów, nie przynoszą jakichś radykalnych ulepszeń. Wiele osób wciąż korzysta z laptopów z procesorami Core 2 Duo (Penryn) kupionymi w minionym dziesięcioleciu, często z jakimś wydzielonym układem graficznym, 2-3 GB RAM i twardym dyskiem o pojemności kilkuset GB, uważając że jest to sprzęt dla nich całkowicie wystarczający do zastosowań, jakie potrafią sobie wyobrazić. Dostając od Microsoftu za darmo Windows 10, kupując do takiego laptopa dysk SSD, dają maszynie drugie życie – kto wie, czy takie komputery nie posłużą im do końca dekady.

Oczywiście mamy na rynku świetne laptopy i eleganckie desktopy z wyższej półki, próbujące rywalizować z MacBookami ultrabooki i rozmaite hybrydowe konstrukcje 2-w-1, ale dla wielu ludzi, nie tylko z biedniejszych regionów świata, ale też i dotkniętego przecież strukturalnym kryzysem Zachodu, to rozwiązania poza ich możliwościami finansowymi. Świadczy o tym niemiły dla producentów wskaźnik ASP (średnia cena sprzedaży), który dla laptopów waha się od 400 do 500 dolarów. Nie inaczej jest w naszym kraju – najlepiej sprzedające się na Allegro laptopy znajdziemy w cenach od 1200 do 2000 zł.

I co my tu takiego w tych cenach dostaniemy? Ano laptop w dość grubej plastikowej obudowie z procesorem Intel Core i3 (najczęściej Ivy Bridge) lub AMD Kaveri A6, zintegrowaną grafiką HD4000 lub Radeon R4 (wtedy sprzedawca napisze, że to „laptop do gier”), 15-calową matrycą o rozdzielczości 1366×768 pikseli, 4-6 GB RAM DDR3-1600 MHz, „szybkim i pojemnym” dyskiem twardym 500 GB 5400 RPM i 4-ogniwową baterią, pozwalającą temu wszystkiemu na kilka godzin pracy. Dysków SSD, lepszej grafiki czy lepszego wyświetlacza w tej kategorii się po prostu nie znajdzie. Czy można się więc dziwić, że zwykły Kowalski, chodząc między półkami supermarketów i oglądając te wszystkie nowe laptopy z dostępnego mu przedziału cenowego, nie bardzo rozumie, co mu takiego po nowym komputerze?

Podobną sytuację już wkrótce czeka rynek smartfonów. Oczywiście flagowe modele za 650 dolarów (a u nas 3000 zł) i więcej będą coraz piękniejsze i potężniejsze, doczekają się kamer 3D i neuromorficznych akceleratorów do rozpoznawania mowy i otoczenia, ale zwykła słuchawka z Androidem dla mas tych cudów w latach najbliższych raczej nie otrzyma. Realna wydajność sprzętu mobilnego rośnie dziś znacznie wolniej, niż w latach 2009-2012, wystarczy sobie przypomnieć przepaść, jaka dzieliła pierwszy dostępny w sprzedaży smartfon z Androidem HTC Dream (słynna Era G1) od popularnego u nas Galaxy S3 Samsunga. Tymczasem jeszcze dzisiaj Galaxy S3 jest całkiem dobrym telefonem do większości zastosowań, a przy tym lepiej się mieści w kieszeni niż te współczesne paletki do ping-ponga.

W tej kryzysowej sytuacji najbardziej obiecujące dla masowego odbiorcy wydają się zapowiadać laptopy z procesorami AMD Carizzo, które na tej półce z tanimi laptopami są w stanie wywołać efekt „wow” wśród posiadaczy laptopów z minionej dekady. Tu różnicą są przede wszystkim gry – po raz pierwszy na tanim laptopie będzie można pograć w FullHD w wiele popularnych gier, uzyskując w nich 40 FPS i więcej – ale nie bez znaczenia jest też znacznie dłuższy czas pracy na baterii. Jasne, nowe czipy Intela, Broadwelle i Skylake są szybsze, ale w tym przedziale cenowym Radeonom nie dorównają.

AMD jednak jest dziś za małe i za słabe, by samo odwrócić sytuację na rynku PC. Można się spodziewać więc coraz bardziej zażartej walki o ten kurczący się tort, malejących marży i rosnących cen, a w końcu przejęć i konsolidacji, po których na rynku zostanie znacznie mniej producentów niż dziś. W końcu Sony już pozbyło się swoich VAIO a Samsung zakończył sprzedaż laptopów w Europie. Kto następny rzuci ręcznik i przyzna się do porażki?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.