r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: o audiofilii i nowych wiekach średnich

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Przez kilka tygodni rozglądałem się za lampowym wzmacniaczem, najlepiej takim z optycznym wejściem audio. Trudna to była sprawa, bo niewiele wiem o tej dziedzinie techniki. Audiofilem też nigdy nie byłem, czy to ze względu na niedoskonałości słuchu, czy też brak środków na to, by audiofilem być, gdyż jak wieść gminna niesie, to hobby równie kosztowne co kolekcjonowanie impresjonistycznego malarstwa. Chodziły słuchy o kosztujących setki dolarów za metr kablach, czy specjalnych podstawkach pod głośniki, mających oczyszczać barwę dźwięku. Rzeczywistość jest jednak bardziej szalona niż te popularne opowieści, a to co dzieje się w tej dziedzinie, może być dobrym tematem prac badawczych dla antropologów kulturowych. „Religia” Apple to przy tym nic – w samym sercu cywilizacji naukowo-technicznej wyrósł poważnie się traktujący biznes, który otwarcie odrzuca nie tylko naukową wiedzę, ale i samą metodę naukową.

Przeglądanie stron producentów topowego sprzętu Hi-Fi to nie tylko okazja, by zapoznać się z takimi cymesami jak trzymetrowy kabel zasilający Unreal firmy Coconut Audio (agresywny niczym żmija, niewielu może go okiełznać) za 8 tys. dolarów, czy kieszonkowy odtwarzacz muzyki Astell & Kern AK240, zapewniający zrównoważone wyjście z pary przetworników DAC dzięki któremu blokowane są wszystkie zewnętrzne szumy w znacznie przystępniejszej cenie 2199 funtów. To przede wszystkim okazja do refleksji nad stanem współczesnej cywilizacji, kolejny dowód na to, że kulturowo jesteśmy dziś znacznie bliżej średniowiecza niż oświecenia.

Nie przesadzam. Po pierwsze, w czasach, gdy prawie nikt poza garstką specjalistów, geeków i nerdów nie rozumie nauki, zarówno producenci sprzętu audio jak i hobbyści zaczęli traktować technikę jak magię, przypisując jej właściwości niemożliwe. Czasem jeszcze starają się mówić miszmaszem technicznie i naukowo brzmiących słów. Odtwarzacz Halo CD1 wykorzystuje slotowy napęd CD-ROM do odczytu dysku. Proces kontrolowany jest przez pasywnie chłodzony komputer Intel ITX, na którym działa linuksowy system operacyjny z własnościowym oprogramowaniem Holm, ulepszającym współczynnik odczytu danych z dysku. Coraz częściej jednak żargon ten idzie na bok, ustępując miejsca nieco grafomańskiej prozie. To złącze nieco się opiera uchwyceniu rytmów i przeniesieniu subtelniejszej dynamiki (…) odtworzeniu, choć niewątpliwie muzycznemu, potrzeba domieszki dramatyzmu.

r   e   k   l   a   m   a

Audiofilia ma oczywiście też aspekt ekonomiczny, również bliski wiekom średnim. Nic z tego o czym tu piszę nie byłoby możliwa w obecnej formie, gdyby nie rozwarstwienie społeczne, wyłonienie się klasy ludzi oszałamiająco bogatych, a jednocześnie wyrosłych z protestanckiej etyki pracy, dla których wydanie setek tysięcy na sprzęt audio nie stanowi żadnego problemu. Sami zresztą tego nie robią, od tego są specjaliści, zestawiający systemy Hi-Fi dla tych, dla których liczy się tylko jakość (stawka 750 funtów za godzinę pracy).

Łatwo się śmiać, gdy takie kwiatki znajdziemy na stronach samych producentów. Dziwniej się robi, gdy sami fani audiofilii przeprowadzają testy dysków NAS, z których wynika np., że piosenki Madonny odtwarzane z QNAP-a TS-419+ są bardziej zdyscyplinowane, niż z QNAP-a TS-439 Pro, a rockowa elektronika brzmi na nich bardziej metalicznie i surowo. Takich sytuacji jest niemało, w Sieci znaleźć można mnóstwo profesjonalnych serwisów i blogów, w których poddaje się rygorystycznym testom sprzęt audiofilski i odkrywa przedziwne jego własności. I tak oto niejaki Jonathan Valin, redaktor serwisu The Absolute Sound, odkrywa, że kosztujące jedynie 150 dolarów porcelanowe podstawki pod kable zmniejszają szumy, zwiększają dynamikę, usuwają zamglenie i otwierają górne oktawy.

W zasadzie można by było spróbować to wszystko zweryfikować – choćby za pomocą dobrze znanej farmaceutom podwójnie ślepej próby, w której nikt z biorących udział w eksperymencie nie wie, co jest faktycznie testowanym lekiem, a co jedynie neutralną substancją. W ten sposób unika się sytuacji, w której badacz nieświadomie sfałszuje wynik eksperymentu. Ale co robić, jeśli audiofil odrzuca samą stosowność tej metody badawczej? Na łamach Audiophile Review redaktor Paul Wilson wyjaśnia, że podwójnie ślepe próby mogą być dobre, jeśli firma chce sprawdzić działanie nowego rodzaju aspiryny, jednak w odniesieniu do komponentów sprzętu HiFi są co najwyżej stratą czasu.

W ten sposób dochodzimy do sedna sprawy. Tu nie o technikę czy muzykę chodzi, lecz o status i wrażenia wywołanie uczestnictwem we wspólnym rytuale adoracji sprzętu. Audiofilom nie chodzi o słuchanie muzyki przez sprzęt. To sprzęt stał się czymś, czego się słucha. Tak jak u seksualnego fetyszysty dochodzi do przeniesienia pożądania z partnera na jakiś konkretny aspekt/gadżet aktu seksualnego, tak u technofetyszysty nie muzyka, a sama technika Hi-Fi staje się źródłem przyjemności. Spojrzenie na audiofilię z tej perspektywy wszystko wyjaśnia – jako fetysz, sprzęt Hi-Fi nie musi dostosowywać się do wymogów rzeczywistości, ponieważ relacja z fetyszem zawsze spełnia się w sferze fantazji. Stąd też ten język mówienia o dźwięku, pełen dwuznaczności, ruchu, zmysłowości, jego celem nie jest informowanie, lecz podniecanie, techniczna pornografia.

Jestem ostatni w kolejce do potępiania czyichkolwiek fetyszy, nie traktujcie więc tego mojego wstępniaka jako krytyki praktyk audiofilskich. Chodzi mi raczej o coś innego. Łatwo się śmiać z z tych wydających tysiące dolarów na kabel zasilający bogaczy, ale czy i my sami w naszym stosunku do techniki bardziej masowej nie robimy tego samego, i nie dajemy się uwieść fantazjom producentów? Telewizory 4K, zakrzywione wyświetlacze, wielkie gamuty, walka o kilka dodatkowych FPS w grach – czy to wszystko nie jest formą fetyszyzacji techniki, dzięki której producenci mogą rok po roku sprzedawać nam produkty ulepszające nasze życia w sferze wspólnej fantazji?

Tyle moich refleksji. Jeśli kogoś to interesuje, to znalazłem w chińskim sklepie pasujący mi wzmacniacz za 120 dolarów. Wychodzi taniej niż jedna porcelanowa podstawka pod kabel. Zapraszam serdecznie do kolejnego tygodnia z naszym portalem. Będzie dość sprzętowo.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.