ASUS T100 — długowieczny, atomowy Transformer

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

Asus Transformer T100 to klasyczna, transformerowa konstrukcja, w której 10-calowy tablet można odpiąć od klawiatury. Jest to zarazem urządzenie wprowadzające na rynek coś zupełnie nowego, gdyż działa pod kontrolą systemu Windows 8.1 (Office 2013 Home & Student jest oczywiście dołączony do zestawu, do tego jeszcze SkyDrive i przestrzeń w chmurze Asusa), a jej sercem jest świeżo wypuszczony z fabryki Intel Atom Z3740 z rodziny Bay Trail. Producent obiecuje tu niespotykanie długi czas pracy na baterii oraz wysoki poziom mobilności, a jak to się ma w praktyce? Po kilku dniach testów mogę powiedzieć, że całkiem nieźle.

Zacznę od opisania tego, co widać gołym okiem. Asus zastosował tu znany i sprawdzony projekt zawiasu połączonego z solidnym uchwytem. Konstrukcja została odlana z lekkiego metalu i tradycyjnie już sprawia wrażenie bardzo solidnej, choć tablet nie trzyma się w uchwycie całkowicie sztywno. Aby rozłączyć konstrukcję, należy mocno wcisnąć przycisk blokady — wtedy naszym oczom ukaże się złącze stacji dokującej oraz solidne haki, które zaczepiają się w obudowie tabletu. Laptop nie otwiera się przez to zbyt szeroko, ale dzięki dodatkowym nóżkom na zawiasie klawiatura zyskuje przyjemny dla nadgarstków kąt.

Tablet sprawia naprawdę dobre wrażenie. Przy ekranie o przekątnej ponad 10 cali waży 550 gramów i ma wymiary 263×171×10,5 mm, nie jest więc ani przesadnie ciężki, ani szczególnie gruby. Jego front na pierwszy rzut oka niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale warto zwrócić uwagę na estetycznie wykończone krawędzie. Na górze znalazł się włącznik wraz z diodą sygnalizującą stan baterii, z prawej strony złącze na słuchawki, microHDMI oraz microUSB do ładowania. Z lewej zaś strony znalazł się przycisk powrotu do ekranu startowego oraz regulacja głośności. Nad ekranem znajdziemy także 1,2-megapikselową kamerkę, której działanie sygnalizuje biała dioda.

Wyjątkowo na uwagę zasługuje tył tabletu, o kolorze zbliżonym do kobaltowego. Jest to z pewnością jedno z ładniej wykończonych urządzeń, jakie miałam okazję testować. Powierzchnia obudowy wygląda, jakby wyszlifowany w charakterystyczne dla tej serii kręgi materiał (prawdopodobnie niestety plastik, choć metalizujący) został pokryty grubą warstwą bezbarwnego, twardego lakieru. Jeśli przyjrzymy się dokładniej, zauważymy, że nie jest to powierzchnia idealnie płaska. Nie jest też, niestety, szczególnie odporna — obchodziłam się z tym sprzętem jak z jajkiem, ale mimo tego udało mi się zrobić na nim kilka rysek. Przyszłemu właścicielowi Transformer Booka T100 polecam więc od razu nabyć również pokrowiec. Bliższe przyjrzenie się pozwoli znaleźć dyskretnie schowane, bardzo zresztą dobre jak na tego typu sprzęt, głośniki stereo.

Stacja dokująca z klawiaturą jest tylko dodatkiem do tabletu i widać, że tak została potraktowana przez producenta. Podstawka waży 520 gramów i o ile oglądana z daleka sprawia przyjemne wrażenie, wzięta do rąk budzi mieszane uczucia. W przeciwieństwie do niektórych innych konstrukcji z rodziny, nie znajdziemy w niej dodatkowej baterii, a paleta złączy poszerzana jest o jedynie jedno gniazdo USB, ale za to w wersji 3.0 standardu, co jest nowością w rodzinie Atomów. Zastosowane na jej spodzie materiały są, moim zdaniem, doskonale dobrane — znajdziemy tu, gumowany plastik i naprawdę świetne, miękkie nóżki. Dzięki temu nie rażą nawet relatywnie głębokie otwory, w których tkwią śrubki. Niestety, po maksymalnym otwarciu laptopa opiera się on o osłonę zawiasu i w tej pozycji postawiony na stole traci równowagę. Jeśli właściciel nie ma nawyku trzymania nadgarstków opartych na stole bądź laptopie podczas pisania, może mieć naprawdę poważny problem z bujającym się Transformerem.

Powierzchnia, na której znajduje się klawiatura, miała zapewne przypominać szczotkowany metal, ale kojarzy się raczej z malowaniem pędzlem i starą farbą olejną… choć jej kolor bardzo mi się podoba. Sama klawiatura również nie zachwyca jakością wykonania, ale mimo że jest mniejsza od standardowej (ze względu na gabaryty urządzenia), pisanie na niej nie było dla mnie nieprzyjemne. Możliwe również, że nie we wszystkich pozycjach, na przykład na leżąco, pisanie będzie możliwe, gdyż klawisze osadzone są dość głęboko i krawędź tego „dołka” może hamować palce. Nie znajdziemy tu także takich luksusów, jak podświetlenie klawiszy.

Touchpad woła o pomstę do nieba nieco głośniej, niż inne testowane przeze mnie konstrukcje tego typu. Nie dość, że wciśnięty wygina się aż 2 mm poniżej powierzchni obudowy, to jeszcze słychać go w całym mieszkaniu. Kilka razy udało mi się tak go nacisnąć, że przeciwległa krawędź znacznie się podniosła i tak już została (jest to związane prawdopodobnie z błędem przy klejeniu tego egzemplarza i wiem, że sprawa jest badana), a każde kolejne kliknięcie groziło dalszym odklejaniem się górnej krawędzi płytki. Reszta problemów wydaje się być związana tylko z oprogramowaniem. Przy jego typowych dla netbooka wymiarach, zainstalowany sterownik włączył obsługę gestów wykonywanych od krawędzi powierzchni czułej na dotyk. Skutkuje to tym, że zaraz po włączeniu komputera nie da się spokojnie pracować, gdyż dowolny ruch palcem w prawo powoduje przełączanie się okien. Jako osoba zupełnie nie znająca tego środowiska na początku uznałam, że stacja dokująca jest uszkodzona i wysyła losowe sygnały ;-). Po wyłączeniu kilku opcji touchpad stał się znośny. Generalnie przyzwyczaiłam się do pracy w trybie tabletowo-dotykowym, ale nie wszystko na Windowsowym pulpicie da się zrobić palcami przy zagęszczeniu pikseli na poziomie 155 ppi.

Problemy zdarzały się również przy gestach dotykowych, jak przewijanie dwoma palcami, ale głównie kiedy komputer był obciążony. Próby grania w różne lżejsze tytuły wykazały także, że i klawisze „załapują” z opóźnieniem, jeśli gra jest zbyt wymagająca dla tej maszyny.

Ekran IPS o rozdzielczości 1368×768 pikseli po skalibrowaniu okazał się dość dobrze odwzorowywać kolory, choć pokryciem przestrzeni barw nie może się pochwalić i można mieć pewne zastrzeżenia do równomierności jego podświetlenia — nie jest to jednak monitor dla grafika, a tablet, można mu to więc wybaczyć. Kąty widzenia są wystarczające do komfortowej pracy, a nawet do oglądania filmu we dwoje, czego o wielu tabletach powiedzieć nie można. Regulacja podświetlenia pozwala na znaczne przyciemnienie ekranu, więc nawet najbardziej wrażliwe osoby będą się dobrze czuły pracując przy nim w nocy. Co ciekawe, Asus wprowadził tu specjalny tryb czytania, który po uruchomieniu niektórych aplikacji (czytnik PDF) ociepla obraz i manipuluje kontrastem, aby mniej męczyć oczy. W słońcu jest nieco gorzej, gdyż odbijająca powłoka ekranu i, moim zdaniem, nie dość jasne podświetlenie, trochę pracę utrudniają. Ale znów muszę przyznać, że widziałam gorsze ekrany. Jeśli chodzi o możliwości dotykowe, wszystko działa bez zarzutu. Praca na tym tablecie okazała się być bardzo przyjemna, zarówno jeśli był wykorzystywany do czytania, jak i do malowania we Fresh Paincie.

1
© dobreprogramy