Zgnilizna umysłowa, a demo jednostrzałowe

Czy ktoś na sali jeszcze pamięta wersje demonstracyjne gier? Dziś nadal choć rzadko, wydawca udostępnia takowe przed premierą, a kiedy już to z toną ostrzeżeń że produkt finalny może znacząco odbiegać od doświadczeń wyniesionych z demo (jakby to nie było oczywiste…), a bywa że demo jest pełną wersją, tyle że zablokowaną bez stosownego pliku z licencją. Znak czasów. A czy triale też ktoś pamięta? Jak nietrudno się domyśleć już po nazwie, to wersje ograniczone czasowo.

Informatyczne Panta Rhei

Choć minęło już dwa i pół tysiąca lat od tego błyskotliwego stwierdzenia, to nadal nieustannie wszystko płynie. Czy to woda w kranie czy (swa)wolne elektrony w przewodach. Nawet gorzej, bo zdaje się stale przyspieszać i coraz bardziej zadręczać. Tak, tymczasowość to skutek uboczny upływu. Wszystko zależne od perspektywy bo czym innym jest umowna chwila dla obserwatora złapanego w uścisk czarnej dziury, a inna dla tego oddalonego miliony lat świetlnych dalej.

Rozczarowanie serwisanta masą ludzką

Tym razem wpis będzie krótki – na tle pozostałych wręcz telegraficzny, depresyjny, z nutą frustracji, być może nieco arogancki i być może zasłużenie pogardliwy dla ekstrawertycznych, (de)humanistycznych, narcystycznych pierwotniaków, gotowych zepsuć nawet młotek jeśli takowy wpadłby w ich spocone grabie… Lekki chaos, potok myśli. Wpis strawny tylko dla dziwaków. ;)

W poprzedniej epoce, w programie telewizyjnym pt. Sonda, usłyszałem po raz pierwszy o „człowieku informatycznym”.

Cyfrowy wawrzyn

Dla większości ludzi, ponoć tej normalniejszej części populacji, gry są ubogim krewnym książek i filmów. Czymś nieskomplikowanym, kojarzonym z rozrywką dla dzieci, a w każdym razie z czymś niepoważnym. Chwilową odskocznią od dnia codziennego i nowoczesną formą telewizji. Wielu by powiedziało, że tymczasową fanaberią młodszego pokolenia – żadną tam sztuką – a już na pewno marnowaniem czasu. Mało tego, jeszcze nie tak dawno, również grzybnią zła i fabryką psychopatów.

Wbrew pozorom, nie mam zamiaru ani ubolewać nad ludzką ignorancją, ani szarżować na Rosynancie.

Dekompresja i montowanie obrazów Clonezilli

Clonezilla jest otwarto źródłową, darmową i jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) alternatywą dla płatnych programów do wykonywania i przywracania kopii całych pamięci masowych lub tylko ich partycji. Jest to tak naprawdę dystrybucja Linuksowa, która wykorzystuje zestaw skryptów i narzędzi takich jak np. partclone czy znany wszystkim dd.

Windows 7, Kaby Lake i droga na Golgotę

Kupno komputera w dzisiejszych czasach to jeden z większych dylematów dla „tradycjonalistów”, którzy raz że są uwiązani do oprogramowania dla Windows, a dwa że niepokornie nie godzą się na schizofrenię interfejsów, brak sensownej kontroli nad aktualizacjami, wieczny poligon doświadczalny rolling release, obskurny wygląd, a jakby tego było mało to także szpiegowanie – oczywiście – Windowsa 10.

Jak zniszczyć grę?

Chyba każdy gracz ma taką swoją prywatną listę znienawidzonych elementów, wspólnych jeśli nie dla całego gatunku gier to przynajmniej danej marki. Coś co frustruje, zniechęca, odpycha, wkurza, coś co sprawia że ofiara następnym razem trzy razy się zastanowi zanim wyda swoje ciężko zarobione pieniądze. Grzechów wydawców i twórców jest wiele i w obecnych czasach głównie orbitują wokół marketingu. Ufam, że każdemu komu przemysł rozrywkowy bliski sercu je zna: mikropłatności, wycinane DLC, tzw. patche day1, ekskluzywna zawartość na kodach promocyjnych etc.

Sprawdzanie pojemności nośników

W dzisiejszych czasach można spotkać podróbkę niemal wszystkiego. Perfumy, odzież, żywność, więc tym bardziej i sprzęt elektroniczny. Od kilkunastu już lat, masowo podrabiane są pamięci masowe, szczególnie flash (czyli SSD, karty pamięci, pendrive’y itd.). Na czym można tutaj oszukać ofiarę? Na pewno na jakości zastosowanych kości (odpady produkcyjne lub tylko najtańsze bo najwolniejsze) i oczywiście na pojemności. Kontroler nie musi zgłaszać prawdziwego rozmiaru, a tablica systemu plików może być zapętlona.

Przeglądarka zdjęć medycznych

Jedną z konsekwencji cyfryzacji naszej służby zdrowia są wyniki otrzymywane już nie w postaci wydrukowanych zdjęć (chyba że za dodatkową opłatą), a nagranych na płytę CD-R „negatywów”, wraz z przenośnymi wersjami programów do ich odczytu. I teoretycznie powinniśmy się cieszyć bo płyta nie zajmuje aż tyle miejsca co klisza, a nawet nie musi to być płyta. Są jednak dość istotne niuanse z tym związane, których zwykły Kowalski nie jest świadomy: