„Działanie na szkodę firmy". Dyscyplinarka za pornografię

Strona główna Aktualności

O autorze

Służbowy komputer to nie najlepsze miejsce do przechowywania pornografii. Przekonało się o tym dwóch pracowników dużej polskiej firmy energetycznej, którzy otrzymali zwolnienia dyscyplinarne za naruszenie dyscypliny pracy. Sąd nie przyjął ich tłumaczeń.

Historię dwóch wyroków z dnia 31 stycznia 2019 r., oznaczonych sygnaturami V Pa 79/18 oraz V Pa 81/18, opisuje Niebezpiecznik. Jak czytamy, orzeczenia dotyczą dwóch osób, które pracowały w jednej firmie energetycznej i straciły pracę w tym samym czasie, z tego samego powodu. Odnalezienia treści pornograficznych na dysku twardym komputera.

Pornografię na komputerach odkryto w sierpniu 2016 r., podczas wykonywanej na zlecenie dyrekcji kontroli zawartości dysków. Zarząd stwierdził naruszenie procedur bezpieczeństwa i wyciągnął surowe konsekwencje. 31 marca 2017 r. obydwu pracowników wezwano na rozmowę, w trakcie której zostali powiadomieni o zwolnieniu dyscyplinarnym (Art. 52 K.p.). Przedsiębiorstwo zaproponowało rozwiązanie umowy za porozumieniem stron.

Próbowali walczyć o swoje

D.K. i S.F., jak określa się mężczyzn z uwagi na ochronę danych osobowych, postanowili walczyć o swoje. Pierwszy wprawdzie zgodził się na zaproponowane rozwiązanie, ale wkrótce potem wystąpił do sądu. Stwierdził, że został zastraszony, wprowadzony w błąd i przymuszony do rozwiązania umowy. Drugi natomiast po prostu odmówił. W konsekwencji dostał klasyczną dyscyplinarkę. I na tej podstawie również postanowił zgłosić się do Sądu Rejonowego w Bełchatowie.

Linia oskarżenia była jednakowa. Wyrzuceni pracownicy zgodnie twierdzili, że dostali komputery używane, a pornografia znajdowała się tam już wcześniej. Pracodawca odparł ten argument deklaracją, że wszystkie dyski są przed przekazaniem w inne ręce formatowane. D.K. wskazał wówczas, że folder z porno pojawił się nie tylko na jego komputerze, ale także na dwóch innych komputerach w jego dziale, co miało świadczyć o formie infekcji. Mało tego, D.K. bronił się również Kartą Incydentu, wedle której niepożądane pliki zostały zainstalowane przez pracownika o innym numerze identyfikacyjnym. Z kolei S.F. – samoistnym pojawianiem się niechcianych plików, pomimo wielokrotnych prób ich wykasowanie, jakie rzekomo podejmował.

Pogrążył ich brak komunikacji

Jednak sąd pozostał nieugięty. Zarówno ten w Bełchatowie, jak i później Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie złożono apelacje. Oceniono, że potencjalna infekcja lub atak nie są czynnikami łagodzącymi, ponieważ pracownicy mimo wszystko stworzyli zagrożenie, o którym nie raczyli poinformować stosownego działu ani przełożonych. Jeśli pliki pojawiały się samoistnie, to D.K. i S.F. tym bardziej powinni zgłosić się do pracodawcy. Zwłaszcza, że ich komputery były częścią firmowej sieci i miały dostęp do wielu bardzo wrażliwych danych – uznał sędzia.

Świadomość powoda posiadania na swoim komputerze plików pornograficznych i nie zawiadomienie o tym fakcie pracodawcy wypełnia pojęcie ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych jakim jest dbanie o dobro i interesy pracodawcy, ochrona jego mienia, przestrzeganie regulaminu pracy oraz ustalonego w zakładzie pracy porządku pracy (…) Drugorzędne znaczenie ma przy tym ilość plików pornograficznych. Ważny jest fakt, że w ogóle takie pliki znajdowały się na komputerze powoda. – napisał SO w Piotrkowie Trybunalskim w uzasadnieniu wyroku o sygnaturze akt. V Pa 81/18.

Ostatecznie w II instancji obydwie apelacje odrzucono. W sprawie D.K. sąd orzekł, że żadne groźby nie miały miejsca, a umowa została rozwiązana zgodnie z prawem i nie ma podstaw, by rozważać zasadność jej rozwiązania. W sprawie S.F. natomiast zwolnienie dyscyplinarne uznano za uzasadnione. Argumentując to tym, że pliki z pornografią są powszechnie uznawane za zagrożenie dla bezpieczeństwa. Gdyby powód chciał udowodnić coś innego, musiałby powołać własnego biegłego. Na taki krok, przynajmniej na ten moment, S.F. się nie zdecydował.

Podejrzenia niezwłocznie raportuj

Co kluczowe, jak zauważa Niebezpiecznik, zwolnieni pracownicy byli inżynierami z bardzo długim stażem. Jeden z nich pracował od roku 1988, drugi zaś – 1996. To również nie przekonało ani firmy, ani sądów, żeby dać im drugą szansę. A kariery specjalistów najprawdopodobniej właśnie legły w gruzach. I to nie przez samą pornografię, lecz przez fakt, że nie powiadomili pracodawcy o potencjalnym zagrożeniu. Zakładając, że niepożądane treści rzeczywiście należały do kogoś innego. Dlatego z całej tej zagmatwanej historii płynie jeden prosty wniosek. Jeśli widzisz w miejscu pracy cokolwiek niepokojącego, niezwłocznie idź z tym do przełożonego. Tak, aby później nie zostać oskarżonym o ignorancję lub działanie dywersyjne na szkodę firmy.

© dobreprogramy