Epic Games zyskał potężnego sojusznika w walce z Apple. To Facebook

Strona główna Aktualności
Prezes Facebooka, Mark Zuckerberg, na Munich Security Conference, fot. Getty Images
Prezes Facebooka, Mark Zuckerberg, na Munich Security Conference, fot. Getty Images

O autorze

Było do przewidzenia, że sprawa się rozkręci – można by rzec, patrząc na to z jaką zaciętością ruszyli na siebie w czwartek Epic Games i Apple. Chyba jednak niewielu spodziewało się, że do tego kotła tak szybko wskoczy ktoś jeszcze. I to nie byle kto, bo Facebook.

Na wstępie – wyleczmy się ze złudzeń. Firma Zuckerberga nie przychodzi, aby zgrywać Samarytanina i apelować o zgodę. Sama ma z Apple na pieńku i najwyraźniej uznała, że jeśli ktoś już walnął w stół, można wybiec mu zza pleców i walnąć ponownie. Aby echo wybrzmiało jeszcze dłużej i bardziej donośnie. Poza tym dwóch na jednego to zawsze korzystny układ, przynajmniej dla strony przeważającej liczebnie.

Z Facebookiem jednak sytuacja jest nieco inna. Bardziej kontrowersyjna, a jednocześnie uderzająca w emocje społeczne. W odróżnieniu od Epic Games, który, przypomnę, awanturuje się o prowizję ze sprzedaży dodatków do gry Fortnite, firma z Menlo Park, jak twierdzi, walczy o pieniądze przeznaczone na cele dobroczynne. Tak, na nich także Apple postanowił położyć łapę.

"Wart 2 bln dol. gigant żeruje na małych firmach"

Precyzując, chodzi o funkcję płatnych wydarzeń, którą zaprezentowano w piątek. Jej celem jest umożliwienie właścicielom małych i średnich przedsiębiorstw, dotkniętych pandemią COVID-19, tworzenia biletowanych imprez online. Jak zapowiedział Facebook, przez co najmniej rok nie będą pobierane żadne prowizje, a 100 proc. kwoty ze sprzedaży biletów trafi do przedsiębiorców, by pomóc im w ciężkich czasach kryzysu.

– Aby wspierać małe firmy i twórców, Facebook nie będzie pobierał żadnych prowizji od płatnych wydarzeń online przez co najmniej następny rok – pochwalił się Fidji Simo, szef aplikacji Facebook. Pojawił się jednak pewien zgrzyt. O ile w przypadku transakcji w internecie i na Androidzie, przynajmniej w krajach, gdzie funkcjonuje system Facebook Pay, rezygnacja ze swojej działki nie stanowi dla spółki problemu, o tyle Apple odmówił współpracy w tej kwestii.

A jako iż w systemie iOS nie ma innej dopuszczonej formy płatności, sprawa utkwiła w martwym punkcie. – Poprosiliśmy Apple o obniżenie 30 proc. prowizji App Store lub umożliwienie nam oferowania płatności przez Facebook Pay, abyśmy mogli przekazać wszystkie pieniądze firmom borykającym się z COVID-19. Niestety, odrzucili obie nasze prośby i [małym firmom] zostanie wypłacone tylko 70 proc. ich ciężko zarobionych dochodów – dodał Simo, nie szczędząc uszczypliwości.

Lepszej okazji do ofensywy długo nie będzie

Co jednak odróżnia krucjatę Facebooka od tej prowadzonej przez Epic Games to fakt, że ekipa Zuckerberga na razie nie zapowiada wniesienia sprawy na wokandę. Domaga się natomiast, aby Apple publicznie przyznał, że "w dobie kryzysu wart 2 bln dol. gigant pobiera 30 proc. prowizji od zysku małych przedsiębiorstw". Znów – gra na emocjach.

Przy czym gra w tym kontekście to akurat bardzo dobre słowo. Bo na linii Facebook–Apple iskrzy już drugi raz w ciągu ostatnich dni, a poprzednio chodziło właśnie o gry, a konkretniej minigry HTML5 dostępne w aplikacji Facebook Gaming. Z nie do końca jasnych przyczyn zostały one zablokowane, a zamiast przedstawić w tej kwestii jakiekolwiek wyjaśnienia, zmieniono regulamin App Store tak, aby uznaniowo wykluczyć zagnieżdżanie w apkach treści zewnętrznych.

Zatem, nietrudno wydedukować, że we włodarzach Facebooka mogło zebrać się troszkę więcej złości niżby wynikło z samej scysji przy płatnych wydarzeniach. W tym kontekście szarża Epic Games wprost spadła im z nieba, a dodając do tego akcję o charakterze charytatywnym, mają nie tylko sposobność, ale także mocny i emocjonalny argument, by skazać oponenta na chwilowy ostracyzm. Jaki jest wykładnik biznesowy, to zupełnie inna sprawa.

© dobreprogramy
s