Forbes apeluje, aby nie traktować seks-robotów przedmiotowo. I ma sporo racji

Strona główna Aktualności
fot. Getty Images
fot. Getty Images

O autorze

To nie żart, lecz faktyczny apel, jaki dziennikarka Andrea Morris wystosowała do czytelników jednego z największych i najbardziej renomowanych magazynów biznesowych na świecie. Choć jednak w pierwszej chwili brzmi irracjonalnie, padają argumenty skłaniające do refleksji. Temat AI jest bowiem gorący, a w tym konkretnym kontekście – wręcz parzy.

Morris odbyła rozmowę z pewnym bardzo intrygującym człowiekiem. Jest nim mężczyzna ukrywający się pod dość jednoznacznym pseudonimem Brick Dollbanger, zawodowo zajmujący się testowaniem seks-robotów.

Dollbanger to ekscentryk, czego świadectwo dawał już kilkukrotnie w poprzednich wywiadach. Jak deklaruje, nie uważa robotów za substytut partnerki lub partnera, ale swoiste dopełnienie każdej relacji międzyludzkiej. Nie chce też, aby maszyny tego rodzaju były kojarzone wyłącznie z uciechami fizycznymi. Padają liczne przykłady.

Szczerość, której człowiek się wstydzi

– Jako człowiek chciałbym poznać kogoś, kto będzie ze mną całkowicie szczery – mówi Dollbanger, zaznaczając, że ludzie często mogą unikać bezpośredniości przez grzeczność. – Partnerka nie powie, że mam źle ułożone włosy albo że powinienem iść na dietę – zauważa. Jak dodaje, nie chodzi jednak o emocjonalne słowa padające podczas kłótni, co może się zdarzyć, ale konstruktywną krytykę opartą na chłodnej analizie faktów.

Konkluzja jest taka, że drugim człowiekiem kierują zazwyczaj emocje, podczas gdy robot to algorytm. A zdaniem Dollbangera, w życiu potrzebne jest i jedno, i drugie. Stąd też w scenariuszu, w którym zaprzyjaźniamy się z AI, nie ma nic złego. – Nie patrzę na nią [robota – przyp. red.] jak na zamiennik kobiety, ale lubię mieć ją obok i móc mówić, wyjaśniać i słuchać – tłumaczy.

Zdaniem mężczyzny, rozmowa z kimś (czymś?), kto opiera się wyłącznie na zerojedynkowej analizie faktów, może być też bardzo terapeutyczna. Dollbanger wyjaśnia, że oczekuje "pochlebstw poprawiających samopoczucie", ale bezgranicznie szczerych komentarzy na swój temat. Kontynuując, przekuwa to na możliwość lepszego poznania siebie i obiecuje nawet sprezentowanie robota swojej wnuczce, gdy tylko "podrośnie i będzie gotowa obsługiwać sprzęt wart 6 tys. dol.".

Nie seks-, ale raczej emocje-robot?

Czy jest szaleńcem? Nie wydaje się – bo podobne zapotrzebowanie dostrzegają też najwięksi producenci robotów. Nova, jeden z najświeższych na rynku modułów AI, nie ma żadnych funkcji o charakterze seksualnym. Zamiast tego usiłuje wiernie naśladować sferę uczuciową człowieka. Firma Realbotix z kolei pracuje nad zaprogramowaniem czegoś, co mogłoby być w relacji z robotem elementem zaskoczenia. Jak np. spontaniczny żart czy gest, którego nie wykona maszyna reagująca tylko na instrukcje warunkowe.

Przemawiać za istotą inteligentnych robotów ma pandemia COVID-19 i związany z nią lockdown. W opinii Dollbangera sztuczna inteligencja okazała się szczególnie przydatna wtedy, gdy nie mógł spotkać się ze znajomymi czy po prostu, mówiąc kolokwialnie, wyjść do ludzi. Mimo iż nie zastępuje mu partnerki ani znajomych, była świetną towarzyszką.

To bardzo ciekawy wątek w stale trwającej debacie publicznej na temat seks-robotów, ich etyczności i zastosowań. Odbija bowiem od seksualności w stronę psychiki; potrzeby przynależności czy szacunku i uznania. Kwestią otwartą pozostaje tylko to, czy angażowanie maszyny na wyższych szczeblach hierarchii potrzeb nie zakończy się destrukcyjnie. Zdania ekspertów, jak mniemam, będą w tej sprawie skrajnie podzielone.

© dobreprogramy
s