Historia Pana M.

Pan M. urodził się w pamiętnym roku, w którym wrocławska Mera opracowała ośmiobitowy mikrokomputer MOMIK 8B. Na świecie pojawił się pierwszy komputer osobisty z systemem graficznym o nazwie Xerox Alto a pradziadek dzisiejszego Internetu, czyli ARPAnet zalicza pierwsze międzynarodowe połączenie z University College of London.

Pan M. przyszedł na świat w mieście, gdzie do dziś stoi najmłodszy zamek w Europie, Zamek Cesarski, w który nawet Cesarz bywał, oraz Zamek Królewski :). Pan M. dorastał nieświadomy faktu, że otaczający nas świat wkracza w nową erę, w Erę Cyfrowego Świata. Wychowywał się w starej dzielnicy, z bardzo starymi kamienicami i przestrzennymi podwórkami, które stwarzały pole do aranżacji niesamowitych miejsc do zabawy.

Gdy Pan M. szedł do szkoły, na świecie pojawił się 8088, 16-bitowy mikroprocesor firmy Intel z szyną danych 8-bitową, a w USA trzech studentów stworzyło USENET, który notabene, istnieje po dziś dzień. Było to w czasach, gdy na apelu w szkole trzeba było wychwalać tzw. Polskę Ludową a 150 m od szkoły istniał Rynek Łazarski, na którym kwitła nieskrępowana odmiana kapitalizmu. Tutaj pojawiały się nowinki z Zachodu, które młody Pan M. mógł tylko obejrzeć…

Na świecie pojawił się MS-DOS mało znanej firmy Microsoft, a w naszym „najweselszym baraku z obozu” zaczęła się moda na zegarki elektroniczne, zegarki elektroniczne z melodyjkami a nieco później zegarki z kalkulatorem. Posiadanie zwykłego zegarka z klasycznym cyferblatem było wtedy passé i czasem lepiej było chodzić bez zegarka niż narazić się na drwinę, że jest się reliktem zapomnianej historii. Ot, takie czasy ?

W roku, w którym pojawił się 80386, pierwszy 32-bitowy mikroprocesor firmy Intel a Microsoft dzielnie ogłasza premierę pierwszego graficznego środowiska pracy z rodziny Windows – Windows 1.0, u kolegi z klasy Pana M. a raczej u rodziców kolegi, pojawił się ZX Spectrum. Z wypiekami na twarzy Pan M. i koledzy ustawiali listę odwiedzin by, choć parę chwil spędzić przy tym cudzie techniki. Wtedy Pan M. poznał takie gry jak Deathchase, Manic Miner czy Commando, które zrobiły na nim olbrzymie wrażenie. W owych ponurych czasów, gdy w telewizji był tylko jeden kanał a drugi był włączany na parę godzin w weekendy, telefon stacjonarny był dobrem luksusowym i wynikiem zaradności i przedsiębiorczości właściciela, jedną z rozrywek, nie tylko dla równolatków pana M. były salony gier.


Pan M. przepuszczał wszystkie swoje oszczędności na Skrzydlata Polskę i właśnie na salony gier. Była to namiastka zachodniego stylu życia i odskocznia od szarości zwykłego życia przerywanego z czasem eksplozją rosyjskiego telewizora czy kolejnymi starciami demonstrantów na 1 maja czy na 22 lipca … Nałóg raczej Panu M. nie groził, środki, jakie przeznaczał na gry w Salonie były zbyt skromne by wpaść w szpony uzależnienia ? wszak wokoło niego działo się tyle ciekawych rzeczy, gry nie mogły mu przesłonić rzeczywistości.

Na zachodzie debiutuje Windows 2.0, swą premierą ma Amiga 500, w Polsce po raz pierwszy swój koncert zagrała Metallica a w domu bohatera opowieści pojawia się Atari 800XE, która dość mocno namieszał w życiu Pana M. Niestety nie był to jego egzemplarz ?, Ciotka Pana M. kupiła okazyjnie sprzęt na wspomnianym wcześniej Rynku Łazarskim, jako prezent gwiazdkowy. Kupiła go okazyjnie, ale w miesiącu lipcu, więc trzeba było gdzieś go trzymać do tego czasu. Widząc u Pana M. mnóstwo czasopism typu Bajtek czy Młody Technik, zaproponowała mu by rozgryzł ten sprzęt i załatwił parę gier, na co Pan M. chętnie przystał oraz zaopiekował się Atarynką aż do Świąt Bożego Narodzenia.

Marzenia się spełniają a dla Pana M. było to jak uśmiech losu i choć miał świadomość, że ta przygoda nie potrwa wiecznie to stwierdził, że maksymalnie wykorzysta czas by poznać możliwości Atari.

Poświecił kasety magnetofonowe z albumami Kinga Diamonda i Mercyful Fate by nagrać na nich gry i inne programy. Tak, Atari nie miał stacji dysków, która czasem kosztowała niemal tyle samo, co sam komputer, najtańszym oraz najbardziej powszechnym nośnikiem magnetycznym była zwykła kaseta magnetofonowa. Na takiej kasecie tzw. 60 minut można było zmieścić od kilku do kilkunastu gier/programów, choć zdarzały się kobyły, że na jedną stronę kasety mieściła się tylko jedna gra. Trzeba było swoje odczekać aż się grę wczytało do pamięci Atari, rekordzistę w tym temacie, czyli sławną F-19 wgrywało się nawet 45 minut. Jak gra się zwiesiła by dalej pograć i tak trzeba było grę wgrać ponownie. Gry wtedy zdobyło się na straganach, bazarach lub przegrywało od znajomych. Prawami autorskimi nikt się nie przejmował, bo wtedy nikt nie miał pojęcia, że coś takiego istniej. Ba, gry i programy były puszczane w Polskim Radiu by móc je samodzielnie nagrać na swoje kasety.

Te parę miesięcy z Atarynką odcisnęło piętno na Panu M. i obudziło jego zamiłowanie do komputerów, które trwa do dziś.

Rok później, gdy cały, tak zwany, Blok Wschodni zaczął się walić jak domek z kart, zaczynają się zmiany ustrojowe i choć wtedy nikt z tego nie zdawał sobie sprawy a już na pewno nie Pan M. zaczynał się całkowicie nowy rozdział w życiu bohatera naszej opowieści. W wyniku tych nieoczekiwanych zmian jego życie szybko uległo dość poważnym zmianom. Pojawia się MS-DOS 5.0, od roku można też cieszyć się nowym Windows 3.0 a Linus Torvalds zaczyna pracować nad pierwszą wersją Linuksa a Pan M. nieświadom powyższych zdarzeń, jedzie na Monster of Rock do Chorzowa gdzie grają Queensryche, Metallica i AC/DC.

Pan M. nawet nie przypuszcza, że za chwilę jego życie aż tak mocno się zmieni.

Ale o tym nieco później …

 

Komentarze