r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Inner Voices: ile w polskiej grze jest literatury i filmu? Mamy klucze

Strona główna AktualnościROZRYWKA

W tym artykule przeczytacie między innymi o nawiązaniach literackich i filmowych w Inner Voices. Recenzję gry znajdziecie w osobnym tekście.

Inner Voices – polski horror, świetny debiut Fat Dog Games i Sigma Games na Steamie – już odniosła sukces. Gra znalazła się na liście najszybciej zdobywających popularność tytułów i zbiera świetne oceny za klimat i wciągającą fabułę, także w naszym, także na łamach dobrychprogramów. Mechanika może kojarzyć się z grami typu „Penumbra” i „Amnesia”, ale twórcy przy wielu okazjach zaznaczali, że inspirowali się literaturą Kinga, Lovecrafta i Poe. To widać, czasami dosłownie.

Lovecraftem dostaniemy po oczach natychmiast po uruchomieniu gry. W pierwszej scenie da się zauważyć okultystyczne symbole na podłodze i ślady dłoni, co bezbłędnie wskazuje na wiadome, mroczne obrzędy. Symbole nie są jednak Cthulliczne, a raczej alchemiczne i astrologiczne. Lovecraft z imienia i nazwiska zostanie przywołany ponownie dość szybko, razem z inną znaną w kulturze popularnej postacią. To prawdopodobnie jedyny zabawny akcent w grze. Będzie też wzmianka o mackach, ale nie uprzedzajmy faktów.

r   e   k   l   a   m   a

W jednym z pokoi znajduje się ołtarz, widoczny także w zwiastunach gry. Tu mamy przed sobą symbole mniej przypominające alchemiczne. Są to prawdopodobnie kanciaste litery Nug-Soth, na zrzucie ekranu powyżej wymieniające imię Azathoth – ślepego i bezmyślnego boga, będącego też najpotężniejszą istotą we wszechświecie. Żeby nie było za łatwo, znajdziemy też kilka napisów po łacinie. Zrozumienie ich nie jest niezbędne do przejścia gry, ale tworzą specyficzną atmosferę, w której można się rozsmakować.

Warto też zwrócić uwagę na Znak Starszych Bogów (pentagram z płomieniem lub okiem w środku to interpretacja Augusta Derletha, wydawcy dzieł Lovecrafta), znajdujący się na wielu drzwiach. Jego obecność w tym miejscu przypomina, że poruszamy się w świecie poza rzeczywistością. Można przypuszczać, że to Czyściec lub Limbo, ale prawdopodobnie bohater gry, John Blake, znalazł się między wymiarami, na co wskazują niektóre pomieszczenia z lewitującymi meblami, odwrócone do góry nogami albo po prostu wyglądające, jakby dwie rzeczywistości stopiły się w jedną.

Wystarczy przejść kilka pokojów, by zorientować się, że ich układ się zmienia. Przejście 2 razy przez te same drzwi (w dwie strony) nie oznacza, że wrócimy do punktu wyjścia. Można próbować to wykorzystać, szukając konkretnego pokoju. Może to też być frustrujące, jeśli gra uzna, że wszystkie drzwi muszą prowadzić do akademii wojskowej. Jednym skojarzy się to z wytworami wyobraźni Poe, drugim z miniserialem „Rose Red” ze scenariuszem Kinga – zwłaszcza jeśli trafimy na zielone tapety z motywami kwiatowymi.

„Layers of Fear” przyzwyczaiła do zwracania uwagi na malarstwo, ale tu mamy do czynienia głównie z dziełami sakralnymi z różnych okresów. Przewijają się ikony w stylu grekokatolickim, mroczne malarstwo średniowiecza i baroku. Poruszając się po przestrzeni trudno jednoznacznie określić gdzie i w jakim czasie toczy się akcja. W jednym miejscu zobaczymy mnóstwo starych odbiorników radiowych i kineskopowych telewizorów, w innym dość już zgrabnego laptopa. Przenosząc się między wspomnieniami bohatera, skaczemy między końcówką XX i początkiem XXI wieku.

Nawiasem mówiąc, jeden z korytarzy zatacza szerszy krąg skojarzeń – po lekturze „Osobliwego domu pani Peregrine” nie da się patrzeć normalnie na stare fotografie. Zwłaszcza jeśli korytarz dziwnym zbiegiem okoliczności doprowadzi do sierocińca – jednego z najbardziej oklepanych, ale też sprawdzających się horrorowych motywów. Z klasyków mamy tu też wojnę (tym razem Afganistan) i klasyczne krzesło elektryczne (kłania się „Zielona mila”). Fragmenty historii powoli składają się w całość, spójną i zaskakującą. Po drodze zbierzemy alfabet symboli alchemicznych, nazwanych tu „runami”.

W grze przewijają się też pluszowe misie, zaznaczające zapewne obecność syna głównego bohatera, o którym także mowa w zwiastunie. Odległym skojarzeniem można tu przywołać grę „Among the Sleep” z 2014 – bardzo interesujący horror, w którym miś jest przewodnikiem 2-latka. W „Inner Voices” jednak misie nie mówią, a świat jest mniej interaktywny.

Miłośnicy „Penumbry” będą tu czuć pewien niedosyt, gdyż mimo że łamigłówki są nieco podobne (też trzeba coś znaleźć, przenieść, poskładać albo otworzyć), nie można pootwierać wszystkich szuflad i szafek ani grzebać za książkami. Fizyka poruszania przedmiotami nie stoi niestety na wysokim poziomie. Upuszczone rzeczy mogą wpaść „pod podłogę” albo będą odbijać się od niej w nieskończoność, złowieszczo klekocząc. To niestety nie poprawia klimatu gry.

Za to scena taka, jak na zrzucie poniżej, aż prosi się o kolejny seans z „Rose Red”.

Tak naprawdę większość klimatu tworzy doskonałe udźwiękowienie gry. Wiele miejsc oświetlają niemiłosiernie bzyczące świetlówki, których odgłos powoduje ból głowy i zmusza do dalszej eksploracji – nawet kosztem poruszania się w ciemnościach. A jeśli nie słychać niepokojących skrzypnięć lub dziecięcego płaczu, na pierwszy plan wychodzą tykające zegary. Dla znających „Serce oskarżycielem” Edgara Allana Poe będzie to nawiązanie do tykotków (deathwatch beetles), tykaniem zwiastujących śmierć. Przestrzenny dźwięk doskonale układa się podczas poruszania się po pokojach, co dobrze wróży wersji VR gry.

Oczywiście pojawiają się też dialogi, nieźle zagrane przez aktorów, choć można mieć wątpliwości, czy główny bohater nie powinien być bardziej zdesperowany. Zdecydowanie za często jest spokojny, jak na osobę, która nie ma pojęcia, co się dzieje, kim jest i czy w ogóle jeszcze żyje. Jeśli zaś chodzi o pozostałe postacie i wspomnienia, nie można im odmówić autentyczności. Muzyka pojawia się rzadko, ale zazwyczaj w odpowiednim momencie.

Co cieszy, w grze nie ma wielu momentów, gdy coś trzaska lub wyskakuje znienacka, powodując, że gracz podskakuje przy komputerze. Na 3 godziny gry znalazły się 3 takie miejsca, z czego tylko jedno wywołało ten efekt. To nie ten typ horroru – tu strach wywołuje niepewność przyszłości, dynamicznie generowany labirynt i tajemnica. Kim jest John Blake? Czy zrobił coś złego?

„Inner Voices” na Steamie kosztuje 9,99 €, ale do 17 maja można ją kupić za 10% mniej. Gra jest dostępna tylko dla Windowsa i można zagrać z polskimi napisami. Gra nie jest długa, ale spotkanie z nią nie skończy się na jednym razie – na graczy czeka 5 zakończeń, zależnych od ich wyborów.

Konkurs!

Do rozdania mamy trzy klucze Inner Voices. Otrzymają je trzy pierwsze osoby, które w komentarzu pod niniejszym artykułem poprawnie odpowiedzą na pytanie:

La mayyitan ma qadirun yatabaqa sarmadi – o kim mowa?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.   

Trwa konkurs "Ogól naczelnego", w którym codziennie możecie wygrać najnowsze maszynki systemowe Hydro Connect 5 marki Wilkinson Sword.

Więcej informacji

Gratulacje!

znalezione maszynki:

Twój czas:

Ogól Naczelnego!
Znalazłeś(aś) 10 maszynek Wilkinson Sword
oraz ogoliłaś naszego naczelnego!
Przejdź do rankingu
Podpowiedź: Przyciśnij lewy przycisk myszki i poruszaj nią, aby ogolić brodę.