Jak mBank podarował pewnej nastolatce pięć cudzych kredytów (aktualizacja)

Strona główna Aktualności
fot. Getty Images
fot. Getty Images

O autorze

W poniedziałek 24 sierpnia mBank doświadczył awarii, w której wyniku grupa klientów utraciła dostęp do swych kont. Jak pamiętacie, zostały one nadpisane przez konta klientów nowych. Tak oto pewna nastolatka dostała w prezencie pięć cudzych kredytów — kulisy jednej z takich historii opisuje Zaufana Trzecia Strona.

Komentarz mBanku: Przede wszystkim z całą stanowczością zapewniamy, że pieniądze klientów są bezpieczne, a bank bierze odpowiedzialność za konsekwencje sytuacji. Kontaktowaliśmy się z każdą osobą, której dotyczy problem. Zarówno z tymi, którzy mogli się na cudze konta zalogować, jak i tymi, do których te konta należą. Podjęliśmy wszystkie działania, których wymaga od nas prawo, interes i bezpieczeństwo klientów. Bardzo przepraszamy wszystkich klientów, których ten problem dotknął.

Pan M., jak przedstawiono bohatera, nie jest aktywnym klientem mBanku w ujęciu prowadzenia rachunku. Ma za to pięć kredytów gotówkowych, a konto w mBanku wykorzystuje wyłącznie do ich spłaty, każdorazowo przelewając środki ze swojego głównego ROR.

Pechowego dnia o godzinie 12.40 otrzymuje wiadomość, że dane do jego konta w mBanku zostały zmienione. A jako że 28 sierpnia przypada kolejna rata, pojawia się problem. Mężczyzna dzwoni więc na podany we wiadomości numer weryfikacyjny. Ku jego zdziwieniu, telefon odbiera kobieta, która właśnie znajduje się w placówce banku i zakłada konto nieletniej córce.

Uzyskawszy od niej kod autoryzacyjny, pan M. w końcu loguje się na swoje konto. By dowiedzieć się, że nie należy ono już do niego, lecz do córki nieznajomej—wraz z pięcioma kredytami.

I tu właśnie dochodzi do prawdziwego kuriozum. Bank blokuje dostęp do serwisu transakcyjnego pana M. i wstrzymuje procedurę założenia nowego konta dla nastolatki, ale nie powiadamia o tym zainteresowanego. Ten jeszcze przez blisko cztery doby będzie dzwonić na infolinię, by dowiadywać się na przykład, że jego dane nie istnieją w bazie, więc on sam nie może zostać zweryfikowany. Na przyjęcie reklamacji naciska i dopiero w piątek sytuację uporządkują – czytamy.

Czeski film

Słowem, od chwili wystąpienia błędu do jego naprawienia mija tydzień roboczy. W tym czasie to nie mBank, lecz klient jest stroną walczącą o przywrócenie działania systemów. Drży o terminową spłatę kredytu, a jednocześnie ktoś inny zostaje tym kredytem uszczęśliwiony. Ciekawe, jak potoczyłyby się sprawy w sytuacji, w której zarówno pan M., jak i matka nastolatki przeoczyliby zagrożenie.

W pierwszej kolejności dług pana M. pochłonąłby oszczędności nastolatki, jeśli takowe by posiadała. Inaczej automat wpisałby dziewczynę do rejestru dłużników. Sam pan M. mógłby wtedy zniknąć, bo mBank kilkukrotnie przyznawał, że nie umie go zweryfikować, czyli nie ma wglądu do jego danych. Na całe szczęście, wszyscy okazali się uczciwi i skutecznie zawalczyli o swoje.

© dobreprogramy
s