reklama

Julian Assange pozbawiony dostępu do Internetu. Odpowiedzialne „siły rządowe”

Strona główna Aktualności

O autorze

Na dziobie okrętu. Stawia znaczące nad znaczonym, lubi czapki z daszkiem, teorię gier, tłumaczenia maszynowe i karabiny maszynowe.

Działalność serwisu WikiLeaks i wystąpienia Juliana Assange'a, który ostatnio zapowiedział rychłą publikację dokumentów kompromitujących Google, niejednokrotnie dała się we znaki amerykańskiej administracji. Po publikacji depesz dyplomatycznych, Australijczyk aktywizuje się w kontekście tamtejszych wyborów prezydenckich za sprawą upublicznienia wewnętrznej korespondencji Partii Demokratów.

Kwestią czasu było, aż ktoś da wobec takich działań dosadny wyraz dezaprobaty. A za taki należy zapewne uznać odcięcie Assange'owi dostępu do Internetu. Przypominamy, że od 2012 roku założyciel WikiLeaks przebywa na terenie ambasady Ekwadoru w Londynie i został mu przyznany azyl polityczny. Dziś jednak na oficjalnym koncie WikiLeaks na Twitterze poinformowano, że jego swobody zostały jeszcze bardziej ograniczone.

WikiLeaks nie opublikowało szczegółów. Jedyną dodatkową informację stanowi przekonanie, że za odcięciem dostępu do Sieci stoi rząd bliżej nieokreślonego państwa. Organizacja poinformowała także, że przedsięwzięte zostały dodatkowe środki, i może tutaj nie chodzić o sam dostęp do Internetu, ale o kolejne nieprzewidziane wypadki. Nie zostało także wyjaśnione, czy sprawność wykorzystywanej przez niego sieci została już przywrócona.

Oczywiście nie należy oczekiwać, że ktokolwiek weźmie odpowiedzialność za pozbawienie Assange'a dostępu do Internetu. Trudno jednak nie łączyć tego wydarzenia z będącą na ostatniej prostej kampanią prezydencką w USA, w którą Assange był pośrednio, poprzez WikiLeaks, mocno zaangażowany.

Publikacja korespondencji Demokratów (jak to ma w zwyczaju WikiLeaks, bez jakichkolwiek modyfikacji) nie tylko naraziła na kradzież danych osoby z otoczenia Hillary Clinton, ale także jej szanse na prezydencki fotel. Odcięcie dostępu do Sieci jest i tak metodą znacznie subtelniejszą, niż na przykład atak z wykorzystaniem dronów.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieKosztuje prawie milion złotych rocznie. Aplikacja mObywatel oferuje bardzo mało