Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Nokia Lumia 720 – idealny telefon, dla mojego najgorszego wroga!

Minęło już naprawdę dużo czasu od momentu w którym ona zawitała w moim życiu i bez pardonowo zastąpiła nie tylko Elsię ale i Haquę. O tak. Na imię jej Plenair i jest uroczym, słodziutkim stworzonkiem. Nie ma może tak niesamowitych walorów jak poprzedniczki, ale nie tylko wygląd się liczy. Czasem też wnętrze. Przede wszystkim jednak liczy się ta iskra namiętności, która musi zapłonąć bym pokochał jakiś sprzęt. A uprzedzając wiele faktów, Nokie Lumię 720 już kocham. Kocham nienawidzić.

Prawdziwa recenzja - tabelka

Pomyślałem sobie, why not – czemu by nie napisać takiej prawdziwej recenzji, wiecie, ze specyfikacją na początku, z oceną, z pomiarami i w miarę obiektywną opinią. Koniec końców i tak pewnie będzie subiektywne pianie o cudownych leczniczych walorach posiadania tejże Nokii, ale dajcie mi przynajmniej szansę. Zacznijmy więc od oczekiwanej przez wszystkich tabelki. Bo żadna recenzja nie obędzie się bez niej.

Jak widać postanowiłem porównać 720tkę do większej, ponoć silniejszej, siostry oraz do mniej więcej podobnego parametrami telefonu z oferty htc. Porównanie bezsensowne, ale tabelka ładnie wygląda. Różnice w aparatach widać jak na dłoni. Zwracam waszą szczególną uwagę na wielkość pamięci wewnętrznej oraz och, jakże cudowne ładowanie bezprzewodowe.

r   e   k   l   a   m   a

O wszystkim tym jeszcze napisze, ale suche fakty mamy za sobą. Czas na suche opinie.

Zestaw

Lumia 720 przychodzi w schludnym opakowaniu z wszystkim co potrzebne jest człowiekowi do szczęścia, czyli beznadziejnej jakości słuchawki od Nokii, kabelek do ładowania dobrej jakości, kluczyk do zaślepek na SIM i kartę microSD a także z krótką i niezwykle pozbawioną treści instrukcją. O, i jest też sam smartfon. To wszystko - szału nie ma, ale pozostali oferują dokładnie to samo.

Jakoś wykonania tych elementów nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. Słuchawki są solidne acz miałkie dźwiękiem z nich wydobywającym się. Kable są grube i nie łamliwe o ile mogą w ogóle takie być, kluczyk mimo iż wygląda licho też nie łatwo poddaje się wyginaniu. Ogólnie moja w miarę obiektywna opinia o dodatkach jest dobra – pomijając słuchawki!

Pierwsze wrażenie – fon

Jest lekki. Absolutnie, absurdalnie, abstrakcyjnie lekki. Nie jesteście w stanie zrozumieć tego dopóki nie weźmiecie do drugiej ręki innego telefonu. Proporcja waga/wielkość jest tu absolutnie zachwiana na korzyść. To znaczy telefon nie ciąży w dłoni, ale czuć że tam jest. Idealnie wyważenie i proporcje – przy starszej o 100 numerów siostrze jest niczym piórko.

Tylna obudowa to jakiś plastik-poliwęglanowy. Każdy narzekający nań powinien wiedzieć, iż nie rysuje się, nie klei, nie wygląda też ładnie. Ok., jego zaletą jest zajebisty cyjankowy kolor, ale o faktycznej zajebistości tego koloru jeszcze podyskutujemy w dalszej mniej obiektywnej części.

Przód to standardowy Gorilla Glass i jedno wielkie szkło. Monoblok nie pozwala na zbyt duże pole na popis, ale wszystko jest dobrze spaso… wróć. No to zaczynajmy.

Już po tygodniu telefon miał poważne szpary i bez problemu, nawet obciętym paznokciem można było podważyć tylną obudowę, aby zaglądnąć do środka. Wszystko wygina się w toporny sposób, ale się wygina. Przyciski boczne, tak ładnie dopasowane wydają się nie do końca być idealnie sparowane z gumkami(czy też innymi triggerami) będącymi pod nimi. O ogromnej przestrzeni dokoła obiektywu aparatu w który wchodzi brud nie wspomnę. Aj. Ups.
Szufladki, które otwieramy magicznym kluczykiem, który zgubicie już pierwszego dnia o ile nie włożycie go w bezpieczne miejsce, wystają na pół milimetra. Niby nic. Niby tak mało. Co to jest pół milimetra. W przypadku pięknie wyoblonej obudowy Lumi 720 przyciętej co do jednej setnej milimetra… to wystarczająco daleko aby wkurzać przy każdym przejechaniu palcem po górnej części telefonu. Nie mówcie, że się nie dało, bo boczna szufladka na kartę SD jest idealna.

Drugie wrażenie – uruchamiamy

Telefon uruchamia się dokładnie w 45 sekund. Wita nas ładne logo Windows a po chwili mamy kafelki, z którymi możemy pracować. Ekran reaguje doskonale, dolne przyciski są naprawdę responsywne, a wibracja w reakcji na nasz dotyk dobrze dobrana.

Telefon chodzi naprawdę szybko, żadnych lagów ani przycięć nie uświadczy… wróć. Tak, już się domyślacie. No to zacznijmy.

Owszem interfejs chodzi doskonale, szkoda tylko, że tak niesamowicie zajebista rzecz jak kafelki nie funkcjonuje tak jak powinna. Co mi z tego, że informacje wyświetlają się na przejrzystych kwadrato-prostokątach, skoro aktualizacje mogą być robione raz na 20-pare minut, a i to nie wiedzieć czemu, czasem po prostu nie aktualizują się, mimo uruchomionej aplikacji w tle. Najlepszym tego przykładem jest status baterii – pomińmy ciszą ten na górnej belce – i skupmy się na tym na kafelku. Aplikacji do wyświetlania info o poziomie naładowania jest od groma, ale co z tego skoro każda ma kilkunastominutowy błąd, a czasem kilkudziesięciominutowy błąd. To szczególnie irytujące jest przy fakcie, że bateria potrafi czasem trzymać 3 dni z 3G, a czasem zaledwie 12 godzin. Newsy, maile, info społecznościowe. Wszystko trwa zbyt długo – maile które odznaczyliśmy na telefonie przez następne pół godziny będą nieodznaczone w kliencie pocztowym – ot, bo każdy kocha sprawdzać te same maile dwa raz i marnować nań czas.

Ale to nie koniec! O nie, ja dopiero się rozkręcam.

Jeśli telefon przez długi okres czasu chodził, oglądano na nim strony internetowe, słuchano muzyki, surfowano po youtubie, potrafi ubijać samoistnie aplikacje aktualnie uruchomione. To zwłaszcza jest widoczne w grach – jeśli telefonik sobie spokojnie odpoczywał i wszystkie wcześniejsze instancje programów były zamknięte przyciskiem cofania, to każda gra śmiga tak rewelacyjnie, aż powietrze dookoła piszczy z wrażenia. W przeciwnym razie przygotujcie się na nagłe i niewytłumaczalne pojawianie się kafelków akurat gdy kończycie poziom. Niestety, liche 512 MB RAMu daje się we znaki…

… i powiedzcie mi jak działa to ubijanie aplikacji w tym systemie, bo nie potrafię tego zrozumieć. Niby czasem wystarczy skoczyć do ekranu głównego, czasem trzeba cofnąć się, a czasem trzeba zatańczyć kankana i zrobić piruet.

Trzecie wrażenie – codzienne użytkowanie

W tym momencie trudno mi sobie wyobrazić życie bez Windows Phona i Lumi 720. Nie dlatego, że jest to genialny system i rewelacyjna słuchawka, ale raczej dlatego, że to system, który po prostu funkcjonuje i telefon, który się sprawdza w różnych sytuacjach.

Po pierwsze – bateria – choć bywa różnie, to przez znaczną część czasu telefon wytrzymuje dwa dni intensywnego używania i zostaje mu jeszcze 15% baterii. To sukces, patrząc na inne prądożerne super produkty z podobnej półki czy też siostrzaną 820, która jak pociągnie cały dzień to trzeba zawiadomić Prezydenta o tym i ogłosić Pokój na Ziemi! To jednak wciąż mało.

Rozmowy zżerają słupek niczym Pacman żółte kulki. Mogę was zapewnić, że deklarowane 14 godzin pracy podczas rozmowy 3G, to delikatna bzdura (choć z 2G to prawda). Wystarczy bardziej intensywny dzień z 10-15 połączeniami po kilkanaście minut każde, aby telefon poważnie nadwyrężyć.

Mniej węgla w elektrowniach zaciąga tethering i co ważne nie nagrzewa telefonu. 2-3 godzinne sesje udostępniania łącza to zaledwie 10%-15% pełnego baku. W porównaniu do telefonów z Andoridem, z którymi miałem przyjemność walczyć, to lekkie zaskoczenia in plus. A brak nagrzewania się to już lekki cud.

Powraca jak bumerang sprawa wskaźnika rozładowania baterii – bo choć Insider jest genialną aplikacją, to kontrola stanu jest bardzo trudna. Ciężko też ocenić „co” zabiera „jak dużo”. Spora wada dla osób przesiadających się z systemu Googla.

Po drugie – ekran – rozmiarowo(4,3 cala) idealny, jakościowo (IPS LCD Clear Black) rewelacyjny, podświetleniowo GENIALNY! Oj, wybaczcie, trochę mnie poniosło. Na spokojnie można jednak rzec, że jest to bardzo dobra strona tego smarta i trudno znaleźć w niej wadę. Nawet osoby z drobniejszymi dłońmi, czy też takie które mają palce dłuższe niż przewiduje to rozporządzenie Unijne poradzą sobie z obsługą całej powierzchni dotykowej.

Porównując z innymi telefonami w podobnej klasie i nawet tymi lepszymi widać wyraźnie, że zostaliśmy obdarzeni czymś rewelacyjnym. Nie mówię, że to ideał, nie mówię iż najlepszy, ale za taką cenę i z tymi parametrami, nie można być niezadowolonym z ekranu. Po prostu nie wypada. Niektórzy mogli by coś jeszcze pobąkiwać o braku wysokiej rozdzielczości, ale któż jest na tyle zboczony aby stawiać koło siebie ten produkt i nowego Nexusa z FullHD. I czemu musi dziać się to po siedmiu piwach?!

Na koniec warto wspomnieć o jednej rzeczy, która drastycznie wpływa na codzienne użytkowanie i jest związana właśnie z ekranem. Chodzi o podświetlenie w pełnym słońcu. Jako iż swój model odebrałem przed latem (tym w środku roku, nie tym latem co mieliśmy w grudniu) to mogłem przetestować go w warunkach ekstremalnych i ku mojemu zaskoczeniu i wielu innych osób, nawet w samo południe, niezwykle słonecznego dnia, bez ani jednej chmurki, dało się odczytać z ekranu wszystko i rozróżniać kolory.

Po trzecie – dzwonienie – no bo w końcu, telefon czy nie? Poza wkurzającym problemem wynikającym z lekkiej ułomności systemu Microsoft odnośnie przełączania się miedzy kontaktami a ostatnio dzwoniącymi osobami, smartfon spełnia moje oczekiwania w 90%. Wspomniana wyżej wysokożerność baterii na 3G to jedyny poważny mankament. Jakość dźwięku, funkcjonalność i wygoda trzymania przy uchu jest dobra i zadowalająca. W porównaniu do starego Desire, czy też do Lumi 520/820 wydaje się sto razy lepsza. Dziwne, nie? Może to jednak tylko moja personalna opinia.

Po czwarte – „mądre” bajery – czyli to za co lubię smartfony. Kamera, Internet, mapy i inne duperele sprawują się dobrze. Mapy Nokii to arcydzieło i preferuje je znacząco ponad mapy Googla. Chociażby w wygodzie użytkowania, a i dokładność nie jest gorsza. Aparat to już w Lumiach legenda a aplikacje doń to istny majstersztyk. Ten wielki plus to wielki plus dla całego ekosystemu Windows (a za przycisk fizyczny należy się nagroda jakaś) – szkoda tylko, że i tak zdjęcia wychodzą równie przeciętnie co w Desire. Może to moja wina?

Ostatnią rzeczą w tym wszystkim jest przeglądarka internetowa – koniecznie IE. I ku mojemu zaskoczeniu, nie mam z tym większych problemów. Wszystkie strony działają, niektóre nawet lepiej niż w Operze na Androidzie (patrz dobreprogramy.pl) a do tego nie muli i obsługuje wszystkie standardy, które są powszechnie wykorzystywane (nie mówię o tych dziwnych, niewykorzystywanych, którymi się tylko ludzie chwalą). Możemy doinstalować inną przeglądarkę, ale ku mojemu zaskoczeniu, żadna nie działa tak sprawnie na telefonie jak IE. Serio. To dziwne, ale tak jest.

Po piąte – ten faktor WOW – czyli niebieska obudowa. Choć oficjalnie nazywa się cyjankowa i nie jest trująca, jest za to najgorszym możliwym kolorem do wybrania. Pod względem praktycznym – bo estetycznie jest nie do pobicia. Zacznijmy więc od ładowania bezprzewodowego – ponieważ 720 posiada możliwość ładowania baterii bezstykowo. Technologicznie rozwiązano to inaczej niż w starszych siostrach gdzie wystarczy wymienić tylna klapkę na specjalną. Tutaj trzeba dokupić coś w rodzaju case’a (opakowania na plecki telefonu) który powiększa rozmiarowo fon. Oczywiście byłbym w stanie to przeżyć gdyby tylko nie Nokia, która uznała, że nie będzie robić ich w kolorze cyjankowym. Tak o po prostu. Jest biała, czerwona, czarna i żółta, ale niebieska farba najwyraźniej się skończyła. Żeby było bardziej śmiesznie – oficjalna strona Nokii „kłamie”, że taki kolor jest w ofercie. Szkoda tylko, że dystrybutor polskie stwierdza oficjalnie, że to błąd na stronie, bo takiej wersji kolorystycznej po prostu nie ma i już[1].

Szczytem chamstwa i absolutnym ostatnim gwoździem do trumny błękitnej wersji były słuchawki – specjalnie, wykonane na potrzeby Nokii słuchawki firmy ColoudPop (http://www.nokia.com/pl-pl/akcesoria/akcesoria/wh-510/) to bezsprzecznie jedne z lepszych produktów muzycznych jakie miałem w rękach. Szkoda tylko, że o ile tym razem kolor niebieski istnieje w ofercie, to jest to całkiem inny niebieski niż na obudowie telefonu. Z daleka to może jeszcze jakoś wygląda, ale z bliska doprowadza mnie do szału. Do szału!

Podsumowujące podsumowanie

Nokia 720 - to smartfon. Mógłbym napisać o tym, jaki jest idealny, ale nie jest. Ma swoje wady, ale tak jak każdy inny smartfon na rynku. I jeśli tylko przymknie się oko na brak niebieskiej obudowy do ładowania bezprzewodowego, prądożernego 3G, problemów Windows Phona, lekkiego niespasowania i ubogiego zestawu to okazuje się to być nie tylko ciekawy smartfon, ale bardzo dobry smartfon, który przeciętnemu człowieku powinien w zupełności wystarczyć absolutnie do wszystkiego pod warunkiem, że nie chce grać w nowe gry z Androida. Trochę inaczej jeśli akurat wady te wkurzają was na co dzień. Wtedy człowiek ma ochotę sprzedać ten telefon największemu wrogowi.

[1] – Nie wierzcie opisom na Allegro – serio, koloru niebieskiego nie ma i już! Poruszyłem niebo i ziemię aby go uzyskać. A jeśli ty masz czytelniku,...go f*** yourself!
 

urządzenia mobilne

Komentarze