Nastolatek zgubił się wracając ze szkoły, bo nie mógł skorzystać z GPS-u w smartfonie

Strona główna Aktualności

O autorze

Smartfon jest fenomenalnym wynalazkiem, który znacząco odmienił nasze życie. Pełni on rolę niewielkiego komputera, aparatu, kamery, nawigacji czy urządzenia zapewniającego dostęp do informacji z całego świata. Niestety, niektórzy tak bardzo się nim zachwycili, że nie potrafią funkcjonować, gdy zabraknie energii w akumulatorze.

Tylko nieliczni korzystają jeszcze z papierowych map. W końcu smartfon świetnie sprawdza się jako nawigacja, zwłaszcza że dostępnych jest sporo bardzo dobrych i darmowych aplikacji z mapami. Mimo tego każdy powinien poradzić sobie, jeśli nawigacja zawiedzie. Raczej nie nosimy przy sobie mapy, aby być gotowym na taką ewentualność. Jednak czasem wystarczy się po prostu odezwać, aby ktoś wytłumaczył drogę.

No cóż, pewien nastolatek najwidoczniej nie wpadł na pomysł zapytania się o drogę. Jak informuje serwis Radom Moto, do nietypowego zaginięcia doszło w Brzesku. Jeden z uczniów lokalnej szkoły przez pierwsze dni postanowił wracać do domu z nawigacją. Nic w tym dziwnego, skoro od niedawna mieszkał w innej lokalizacji w mieście. No dobrze, Brzesko to niewielka miejscowość i przeprowadzka nie powinna sprawiać takich trudności. Z drugiej jednak strony, chłopak miał prawo dobrze nie znać miasta.

Smartfon sprawdzał się bardzo dobrze, aż do momentu, gdy użycie nawigacji nie było możliwe. Co ciekawe, nastolatek pokonał już kilkukrotnie trasę ze szkoły do domu. Mimo tego, wciąż dobrze nie poznał drogi i postanowił ponownie skorzystać ze smartfonu. Wychodząc ze szkoły zdążył jeszcze poinformować rodziców, że niebawem będzie w domu. Od ostaniej wiadomości minęły 2 godziny, a nastolatek wciąż nie wrócił. Ponadto nie można było się z nim skontaktować. Zaniepokojona matka postanowiła zadzwonić na policję. Na szczęście zaginięcie nie trwało długo. Policja szybko znalazła chłopaka błąkającego się po jednej z ulic. Okazało się, że nastolatek zgubił się, ponieważ... rozładował mu się smartfon.

Sytuacja wygląda jak z komedii. Niestety, nie mamy do czynienia z filmem. Co gorsza, podobnych zdarzeń może być więcej. Wystarczy wejść do autobusu, restauracji czy po prostu przejść się ulicą, aby zobaczyć armię zombie wpatrzonych w niewielki dotykowy wyświetlacz. Na funkcjach smartfonu polegamy coraz bardziej. Co jak się popsuje lub po prostu rozładuje? Nie zapłacimy w sklepie, nie sprawdzimy rozkładu autobusów i nie zamówimy taksówki? Może i brzmi to zabawnie, ale coraz więcej osób nie potrafi poradzić sobie bez smartfonu w tak banalnych czynnościach.

Nie tylko smartfon sprawia, że w wybranych czynnościach stajemy się bardziej ułomni, zbytnio polegając na elektronice. Podobno im bardziej terenowy jest samochód, tym dalej musi jechać ciągnik, aby go wyciągnąć. Wiele przypadków, gdy ktoś zakopał się autem, wynika ze zbyt dużego zaufania do nawigacji. Niektórzy nie zwracają uwagi na drogę, patrząc wyłącznie na wskazania nawigacji. Jadą nawet jeśli wyznaczona trasa prowadzi przez las czy drogi znajdujące się w polu. Skoro komputer twierdzi, że można przejechać, to co może pójść źle? Co natomiast, jeśli nawigacja w ogóle przestanie działać? Czy część kierowców skończy jak opisywany nastolatek? No cóż, bardzo możliwe.

© dobreprogramy