Nieistniejąca apka i sztuczka psychologiczna. Tak zebrano 200 tys. dol.

Strona główna Aktualności

O autorze

Termin fałszywa aplikacja mimowolnie kojarzy się z przestępcami, którzy czyhają na nasze pieniądze i dane, jednak niniejszy przypadek to coś innego. Grupa internautów wypromowała nieistniejący projekt, aby zebrać środki na cele charytatywne. Wydatnie pomogła im przypadłość, na którą cierpi wielu internautów. Także w Polsce.

Pracujemy nad nowym, ekskluzywnym projektem, do którego dostęp otrzymają tylko wybrańcy – taką lub podobną wiadomością pomysłodawcy akcji zalali w czwartek Twittera. Aplikacja miała nosić nazwę It Is What It Is (pol. Jest jak jest) i trafić wyłącznie do tych, którzy posługują się emoji oko—usta—oko, co stanowi nawiązanie do mody panującej na TikToku. (Takiej kombinacji emotek użytkownicy używają w znaczeniu akceptacji przy niepożądanym zdarzeniu).

Od śnieżynki do lawiny

Choć ciężko w to uwierzyć, sprawą nowej apki zainteresowali się zachodni dziennikarze technologiczni, którzy zaczęli dopytywać o szczegóły. A twórcy mistyfikacji ciągnęli ją dalej, udostępniając m.in. rzekome zrzuty ze wczesnych wersji. It Is What It Is doczekał się też własnej karty produktowej na stronie Product Hunt, gdzie programiści mogą promować swoje dzieła. Zgromadził tam ponad 20 tys. zainteresowanych.

A to dopiero zalążek szumu, jaki udało się zrobić. Idąc dalej, wiadomość o tajemniczym narzędziu została opublikowana m.in. przez magazyn Forbes oraz The Independent. Sporo czasu poświęcili jej ponadto użytkownicy Reddita, a wśród sław przekazujących kolejne doniesienia o projekcie znaleźli się m.in. aktorka Shannon Purser i Elon Musk.

I wtedy, gdy napięcie sięgnęło zenitu, karty poszły na stół. Regynald Augustin, jeden z przedstawicieli It Is What It Is, zaapelował o pomoc dla organizacji pro-tolerancyjnych takich jak Loveland Foundation Therapy Fund, The Okra Project czy The Innocence Project. Jak twierdzi, efekt przerósł oczekiwania, bo udało mu się tym samym zgromadzić około 200 tys. dol. A zaznaczmy, że Augustin nikogo nie oszukał twierdząc, że wpłata datku pozwoli uzyskać mu gotowy produkt. Po prostu poprosił o wpłaty, które rozgorączkowana publika zaskakująco chętnie wykonała.

Zabawili się ludzką psychiką

Niezależni komentatorzy zauważają, że It Is What It Is to książkowy przykład wykorzystania tzw. FOMO, czyli przypadłości człowieka, którą psychologowie definiują jako strach przed tym, co nas omija. Według badań przeprowadzonych w 2018 r. przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego w samej tylko Polsce na FOMO cierpieć może nawet 4,3 mln internautów.

Osoby te są szczególnie podatne na uzależnienie od mediów społecznościowych, a wiele z nich, jak zauważono, paranoicznie obawia się o możliwość pominięcia któregoś z serwisów social media bądź komunikatorów. Idąc tym tropem, zapowiadana ograniczona dostępność It Is What It Is mogła wywołać u wielu ludzi chorobliwą chęć zdobycia tej aplikacji. Tylko po to, aby ją mieć. Bez względu na to, co tak naprawdę zaoferuje użytkownikowi.

Słowem, Regynald Augustin i jego kumple zabawili się ludzką psychiką. Cel był w tym przypadku szczytny, ale trzeba pamiętać, że dokładnie to samo zrobić może oszust. I wyłudzić środki na stworzenie produktu, którego wcale nie planuje finalizować. Zresztą, takich przypadków było już wiele, z tym że na ogół nie odbijają się tak szerokim echem jak teraz.

© dobreprogramy
s