Nowy trend Apple: opóźnienia. Tim Cook jest gorszym szefem niż Steve Jobs?

Strona główna Aktualności
image

O autorze

Analitycy obserwujący firmę Apple zauważyli, że traci ona konkurencyjność. Zapowiadane produkty docierają do sklepów z opóźnieniami, co wskazuje na problemy z logistyką i planowaniem. Czy oznacza to, że kierujący obecnie firmą Tim Cook radzi sobie gorzej niż zmarły Steve Jobs?

Zacząć należy od tego, że gdy firmą kierował Steve Jobs, Tim Cook zajmował stanowisko dyrektora operacyjnego i na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za to, by nowe produkty na czas wchodziły na rynek. Jednak od kiedy Cook objął stanowisko CEO w 2011, trzy największe nowości były spóźnione. Apple Watch, zapowiedziany na początek 2015 roku, pojawił się na rynku dopiero pod koniec kwietnia i trzeba było sporo czekać na dostawę.

Słuchawki AirPods w 2016 i głośnik HomePod z 2017 także nie weszły na rynek na czas. HomePod, kosztujący 349 dolarów został pokazany w czerwcu 2017 i miał być gotowy na grudzień, jednak w listopadzie Apple poinformował o opóźnieniach i wciąż nie podał nowej daty dostawy. Oczywiście Google i Amazon nie próżnują i już pokazali swoje odpowiedzi. Spóźniały się też dostawy rysików Apple Pencil i klawiatur dla iPada Pro, a bez nich potężny tablet nie zbliża się nawet do pełni swoich możliwości.

Ponadto klientom przyszło czekać średnio 23 dni na możliwość kupienia nowego urządzenia po prezentacji, podczas gdy 6 lat temu było to średnio 11 dni (policzył Wall Street Journal). Konkurencja ma więc więcej czasu na reakcję, a klienci na zastanowienie się, czy naprawdę warto kupić nowy gadżet z jabłkiem. Przez to opóźnienia mogą więc mieć wpływ także na sprzedaż, zwłaszcza jeśli towary nie docierają do sklepów w sezonie przedświątecznych zakupów – to spotkało bezprzewodowe słuchawki i głośnik.

Ponieważ Apple rzadko informuje o jakichkolwiek problemach, możemy tylko domyślać się, co powoduje opóźnienia. Warto też zaznaczyć, że w ogólnym rozrachunku pod kierownictwem Tima Cooka firma wydaje się kwitnąć. Zyski rosną, sprzętu jest coraz więcej i sprzedaje się jak ciepłe bułeczki, a wartość akcji została pomnożona trzykrotnie w ciągu ostatnich 6 lat. Pytanie tylko, czy nie jest to kolejna bańka, która może pęknąć w najmniej oczekiwanym momencie.

Widać zasadniczą różnicę między ogłoszeniami Tima Cooka i Steve'a Jobsa. Jobs często czekał, aż wyprodukowane urządzenia będą gotowe do wysłania do sklepów, zanim pokazał je publicznie. Tim Cook woli pochwalić się wcześniej, nawet jeśli potem ma się okazać, że produkty nie są gotowe. W wywiadzie przyznał, że lepiej by było dostarczyć iPhone'a X razem z 8 i 8 Plus, czyli we wrześniu, ale musieliśmy czekać na ten model do listopada. Mimo tego zaprezentował wszystkie urządzenia jednocześnie. Była to kiepska decyzja z punktu widzenia sprzedaży, ale zrobił to, by dać klientom możliwość wyboru.

Niektórzy twierdzą jednak, że to przez zbyt szerokie portfolio produktów pracownicy Apple'a nie mają czasu, by należycie zająć się każdym z nich z osobna. Z tym właśnie walczył Jobs, gdy wrócił do firmy w 2000 roku. Jego zdaniem lepiej było robić mniej różnych produktów i skupić się na ich jakości. Nie bez znaczenia jest też rosnąca złożoność urządzeń i cięcie kosztów przez zamawianie elementów u różnych dostawców zamiast kupowania gotowych modułów. Wiedzieliście, że AirPods mają laserowe czujniki do sprawdzania, czy zostały włożone do uszu? Takie dodatki znacznie komplikują konstrukcję.

Oczywiście inni producenci też mają problemy. Dość przypomnieć sobie całą serię płonących baterii w smartfonach Samsunga. Google zaś boryka się z wadliwymi ekranami w smartfonach Pixel 2.

© dobreprogramy