O tym, jak nazwa.pl walczy z Internetem

Strona główna Aktualności

O autorze

Kiedy człowiek pierdnie w autobusie, powinien przeprosić, czy uznać, że sprawy nie było? Można też udać oburzenie i zwalić winę na kogoś lub głęboko się zaciągnąć i przekonać wszystkich, że to piękny zapach. Nie czarujmy się, podobne sytuacje zdarzają się nam wszystkim, bo kompromitujące rzeczy omijają tylko tych, co siedzą w domu i nic nie robią.

W biznesie, jakim jest hosting i rejestracja domen, autobus jest przeważnie mocno zapełniony i każdy nieprzyjemny zapach szybko się roznosi. Doświadczyła tego ostatnio firma nazwa.pl, która nie ma dobrej passy. Zaufana Trzecia Strona pisze o tym, Jak nazwa.pl pod płaszczykiem rewolucji wystawiła do wiatru część swoich klientów, Wykop dyskutuje o awarii, bo Dziesiątki, jak nie setki tysięcy domen zarejestrowanych w nazwa.pl nie działają już od 2 godzin. Wszystko to przez niedbalstwo., Money donosi że nazwa.pl będzie się procesować z home.pl, Bezprawnik ostrzega, że nazwa.pl naciąga swoich klientów na 2000 zł za audyt i 500 zł miesięcznie za obsługę RODO, Dorzeczy pisze o Skandalicznej reklamie z udziałem Lenina... lista takich publikacji jest długa i widać, że z wesołego autobusu przykry zapach ulatnia się wszystkimi oknami. Wiadomości i doniesienia medialne o nazywa.pl mają ostatnio wspólny ton o podobnym, smutnym brzmieniu.

Chyba tylko dwa serwisy wyłamały się z tej passy, Spider's Web napisał o najpierw o tym, jak to Nazwa.pl rewolucjonizuje polski Internet i chwilę później o tym, jak to Polska firma od ponad 9 lat rejestruje globalne domeny bez pośredników. Identyczne publikacje, słowo w słowo, pojawiły się też na AntyWebie. Dlaczego? Bo są to teksty sponsorowane, które nazwa.pl przesłała redakcji razem z przelewem za ich publikację. W ten sposób wietrzy się autobus. Publikacje są tak żenujące, że redakcje tych mediów nie znalazły w swoich zastępach ani jednego dziennikarza, który z czystym sumieniem podpisałby się czymś takim. Nie jest to normą, bo przeważnie pod publikacjami o komercyjnym charakterze dziennikarze jednak się podpisują i nie mają z tym problemu, bo rzadko się zdarza, żeby materiał tak bardzo przekraczał granice etyki dziennikarskiej. Nie wszyscy czytelnicy jednak zdają sobie z tego sprawę, co widać po komentarzach pod tymi publikacjami. Jeden z użytkowników tak to podsumował: Reklamowanie nazwa.pl, to jakby traktowanie czytelników jak wrogów. Nikomu bym ich „usług” nie polecił..

Z drugiej strony my otrzymaliśmy pismo od radcy prawnego reprezentującego nazwa.pl z wezwaniem do natychmiastowego usunięcia z serwisu niepochlebnych komentarzy dotyczących tej firmy. Podobnymi wezwaniami nazwa.pl próbuje usunąć nieprzyjemny zapach na wielu frontach. Komentarze, których usunięcia żąda firma, mają typowy dla takich sytuacji wydźwięk, a ich autorzy nie przebierają w słowach. Jak się domyślacie, wypowiedzi nie są specjalnie pochlebne i przeważnie niewybrednym językiem opisują doświadczenia różnych ludzi z tą firmą. Moje kontakty z nazwą.pl wpisują się w ton tych dyskusji, więc emocjonalny charakter użytkowników w ogóle mnie nie dziwi. To Internet, trzeba tu mieć grubą skórę, szczególnie jeśli robi się tu biznes.

I tak oto jesteśmy w kropce, bo z jednej strony mamy na szali wolność mediów i swobodę wypowiedzi, z drugiej potrzebę ochrony czyjegoś dobrego imienia (pamiętajcie, że hejt w komentarzach czasem bywa zasłużony, czasem nie, a czasem bywa bardzo okrutny, niesprawiedliwy i groźny), z trzeciej groźbę postępowania sądowego. Jak uważacie, co powinno przeważyć?

© dobreprogramy