Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Palenie w kominku – moje wademekum

Na wstępnie chciałbym zaznaczyć, że nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, a jedynie praktykiem, a wszystkie przedstawione tu porady mają charakter subiektywny. Niemniej są to sprawdzone w praktyce rozwiązania i informacje, więc można traktować je jako poradnik. Oczywiście ktoś może mieć inne zdanie lub inne rozwiązania, dlatego serdecznie zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach. Mam nadzieję, że komuś początkującemu te informacje się przydadzą, a jeśli skorzysta z nich "stary wyjadacz", to tym bardziej będę zadowolony. Czasem warto spojrzeć na jakieś zagadnienie z innej strony, bo może się okazać, że cudze rozwiązanie jest lepsze. W tym wpisie mam zamiar poruszyć kilka kwestii dotyczących palenia w kominku. Począwszy od samego kominka, poprzez rozpałkę, rodzaj paliwa, na czyszczeniu kończąc. Swoje początki z ogniem okiełznanym zaczynałem jak każdy od ognisk, ale większe doświadczenie zdobyłem paląc w piecu kaflowym na węgiel. Ogólnie wtedy paliliśmy węglem kamiennym lub koksem, a rozpalanie sprowadzało się do podłożenia gazet pod suche kawałki desek. Takie były czasy, a była to końcówka lat 80 i początek lat 90. Nie miałem wtedy rozpałek, odkurzaczy do popiołu i różnych innych pomocnych gadżetów.

Honor 8 – mały unboxing, pierwsze wrażenia, opinia

Trudna droga

Niedawno popełniłem wpis o tym, jak zamieniłem swojego Galaxy S6 na Huawei P9, teraz przyszła pora na moją Żonę (dalej zwaną Frau Wolf – w skrócie FW). Tutaj sprawa była o wiele trudniejsza z kilku powodów. Po pierwsze, FW jest bardzo wybredna i mało co jej się podoba. Po drugie, FW nie kieruje się parametrami telefonu, co znacznie utrudnia przekonanie Jej, że to, czy to jest warte uwagi. Wreszcie po trzecie, FW patrzy tylko i wyłącznie na wygląd, co dodatkowo zawęża pole manewru. Jej dotychczasowa słuchawka to Samsung Galaxy S6 edge w kolorze złotym, wersja 32 GB, które dość szybko się zapychają przy milionach zdjęći filmów, jakie robi FW (dobrze, że są Zdjęcia Google, przynajmniej co jakiś czas można kasować zawartość rolki aparatu bez strachu o kopię zapasową). Jak już ustaliliśmy w moim wcześniejszym wpisie powodem zmiany są słabe baterie w Galaxy S6.

Huawei P9 – geneza

Tytuł nieco mylący, ale nie do końca. Tak się złożyło, że do tego wpisu zainspirował mnie właśnie Huawei P9, ale o tym później. Zauważyłem, że ostatnimi czasy sporo osób opisuje jakieś sentymentalne historie – o starych kompach, o starych czasach itp. Postanowiłem, że i ja coś opiszę. Historię mojej przygody z telefonami komórkowymi. Począwszy od pierwszego modelu, a skończywszy na obecnym. Jako, że Huawei P9 to dość ciekawa opowieść, dlatego został on bohaterem tytułu. Dlaczego postanowiłem wpleść stare czasy w ten wpis? A no sprawa jest dość prosta, czytając opowieści kolegów blogerów czasami aż łezka się kręci w oku. Ja osobiście tez pochodzę z pokolenia, które pamięta jeszcze puste półki w klepach, kartki na mięso, paliwo, CPN, buty Relaks, Pewexy, gumy Turbo, Wigry 3, mundurki szkolne z przyszywanymi tarczami, Dziennik Telewizyjny i całą masę innych rzecz, o których dzisiejsza młodzież nie ma najmniejszego pojęcia. Czasem zobaczą coś bez zrozumienia na jakimś demotywatorze. To były czasy, gdzie nie było komórek, a telefon stacjonarny był wielkim luksusem. Gdzie listę kontaktów zapisywało się w kajeciku, a książka telefoniczna była w każdym domu, w którym był aparat telefoniczny.

Moja wielka przygoda z LTE w Plusie

Dawno nic tutaj nie pisałem, ale to, co mi się ostatnio przydarzyło skłoniło mnie do tego wpisu. W związku z tym, że w moim obecnym miejscu zamieszkania (700m od Wrocławia) od kilku tygodni mam problem z zasięgiem w Orange, zacząłem rozglądać się za innym rozwiązaniem. Do tej pory korzystałem z Orange Free i we Wrocławiu, owszem, działało to dobrze 46/25 Mb/s, ale po przeprowadzce prędkość maksymalna osiągała 20/10 Mb/s, ale znaczenie częściej widziałem 12-14/4-6 Mb/s. To wszystko pomimo zastosowania dwóch anten kierunkowych LTE. Co prawda nie były one dobrze ustawione (skierowane były na miasto i to w trybie x-cross , który raczej stosuje się w terenie zabudowanym, a powinny być skierowane na konkretny BTS i w trybie prostopadłym ), wynika to z tego, że nie mam na stanie drabiny o wysokości roboczej 6,5 m, nie jestem też Inspektorem Gadżetem ani żyrafą, a na takiej właśnie wysokości mam maszt. Miałem się za to zabrać jakiś czas temu, ale jak wiadomo, zawsze jest coś innego do zrobienia, a skoro działało, to temat był na końcu listy.

Kilka słów odnośnie nowych Galaxy S6

Jak zapewne każdy zauważył po premierze nowych flagowców Samsunga, w Internecie rozpętała się wojna. Jedni twierdzą, że są super, inni, że to złom. Chciałem tutaj przedstawić swoje zdanie i poruszyć kilka kwestii.

Oczywiście nie jesteśmy w stanie w chwili obecnej dokładnie i w pełni ocenić możliwości nowych S6, będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy trafią one w ręce użytkowników, czyli gdzieś w połowie kwietnia. Wtedy to na forach pojawią się — mam nadzieję — rzetelne opinie. Póki co oceniać możemy jedynie to, co widać gołym okiem i ewentualnie specyfikację, bo ta jest dobrze znana.

Żeby była jasność — nie jestem fanem Samsunga, ani żadnej innej marki. Ci, którzy mnie znają, dobrze wiedzą, że zazwyczaj nie przywiązuję się do konkretnych marek, a jedynie szukam najlepszych (z mojego punktu widzenia) produktów. Tym sposobem odszedłem od iPhona, którego niegdyś uważałem za najlepszy smartfon, ale zmieniło się to wraz z wyjściem modelu 4S. Później miałem dwa Samsungi (Note 2 i S4), następnie przeskoczyłem na LG G2, aby obecnie użytkować Z3.

Mój pierwszy MacBook — wrażenia

Uwaga – aktualizacje do wpisu znajdują się na samym dole.

Kilka słów wstępu. Mam nadzieję, że mój tekst pomóże ewentualnym niezdecydowanym osobom, które chcą zakupić MacBook'a, chociaż wiem jak trudna jest to decyzja, bo sprzęt nie jest tani.

Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem zakupu MacBook'a (MB). Mój stary laptop został nieco nadgryziony zębem czasu i przyszła pora na zmiany. Wszystko fajnie, ale jaki MacBook wybrać? Z jednej strony mam super mobilny MacBook Air, z drugiej zaś znacznie lepszy MacBook Pro. Oglądałem oba, długo myślałem nad wyborem. Obecnie za MacBook'iem Air (MBA) przemawia tylko mobilność i lekkość, chociaż MacBook Pro (MBP) 13 jest cięży tylko o 400 gramów i prawie równie smukły. Na korzyść MBP przemawiają genialne ekrany Retina i mocniejsze konfiguracje. Wybór był bardzo trudny, ale ostatecznie padło na MBP — i tutaj pojawił się kolejny problem 13 czy 15 cali? Zrobiłem sobie rachunek sumienia i wyszło mi, że częściej używam kompa na kolanach, niż na biurku/stole, że 13 cali w zupełności mi wystarczy, a 15 w moim przypadku winduje jedynie cenę.

Orange i SMS-y MT — załóż sobie blokadę!

Poniższy tekst jest przestrogą dla klientów posiadających usługi Internetu mobilnego, nie tylko w sieci Orange, ale ogólnie. Przedstawia moją batalię, akurat z Orange, którą udało mi się wygrać.

Zacznę od tego, że problem ten może dotyczyć jedynie ograniczonej liczby osób, a mianowicie tych, które mają Internet mobilny podłączony w specyficzny sposób: karta SIM w modemie, który jest podłączony do routera. Takie podłączenie praktycznie uniemożliwia podgląd SMS-ów, chyba, że router na to pozwala i usługa ta jest w nim włączona (domyślnie powinna być wyłączona).

Cała sprawa zaczęła się, gdy 16 stycznia otrzymałem fakturę od Orange, na której widniała dodatkowa pozycja. Zawsze otrzymuję fakturę, na której jest pozycja usługi internetowe w kwocie 29,95zł, tym razem oprócz tego pojawiła się pozycja usługi telekomunikacyjne w kwocie 44,28zł — co od razu wzbudziło moje podejrzenia. Oczywiście po chwili analizy nie mogłem rozszyfrować co to za opłata i zadzwoniłem do Orange przekonany, że to jakiś błąd i sprawa się szybko wyjaśni. Podczas rozmowy telefonicznej dowiedziałem się, że jest to opłata za SMS-y premium, tak zwane SMS-y MT.

Kilka słów o „zawodowych kierowcach” dużych pojazdów

Witajcie, dzisiaj muszę się trochę pożalić. Specjalnie w tytule zawarłem sformułowanie zawodowi kierowcy w cudzysłowie, bo ci, których będę opisywał raczej na to miano nie zasługują. Oczywiście nie można generalizować, ponieważ dobrych kierowców jest cała rzesza wśród tych zawodowych, niemniej wielu z nich jednak popełnia grzeszki, które czasami nie są takie lekkie. Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że od zawodowy kierowca nie jest zwykłym kierowcą — on na drodze wykonuje swój zawód, jest odpowiedzialny za pojazd, ładunek, innych użytkowników drogi itp. Zawodowy kierowca przechodzi regularne badania, psychotesty, wymaga się od niego znacznie więcej, niż od zwykłego kierowcy, który zrobił Prawo Jazdy i od czasu do czasu jeździ sobie autem. W moim tekście skupię się jedynie na kierowcach dużych pojazdów: ciągników siodłowych z naczepami (popularnie zwanych TIRami) oraz autobusów.

Wybory — sposób na uczciwe głosowanie

W świetle ostatnich wydarzeń naszła mnie pewna myśl odnośnie usprawnienia i udoskonalenia sposobu głosowania na wyborach — obojętnie jakich i obojętnie na jakim szczeblu, ponieważ system może być uniwersalny.W tej chwili jest tak, jak kiedyś powiedział Stalin:

Nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy.
Łatwo jest sfałszować wybory, chociażby dodając „krzyżyki” i tym samym sprawiając, że głos jest nieważny. Metod pewnie jest znacznie więcej, ale ta jest banalnie prosta i praktycznie nie do udowodnienia. Wszystko to jest przerażające, jak łatwo można manipulować przy tak ważnych dla kraju wydarzeniach, jakimi są wybory. Powiem Wam, że moim zdaniem takie wybory samorządowe są często ważniejsze, niż wybory do parlamentu, czy prezydenckie — dlaczego? a no dlatego, że ludzie których wybierzemy w wyborach samorządowych mają bezpośredni wpływ na to, co dzieje się wokół nas, w naszej najbliższej okolicy, na naszym podwórku. To oni będą decydować o żłobkach, przedszkolach, placach zabaw, parkach, nowych drogach itp. Posłowie, senatorowie i prezydent to raczej marionetki Brukseli, tańczą, jak im się zagra. Wielkie partie i wielka polityka, gra pozorów. Trochę odbiegam od tematu, więc „chlast” w policzek i już wracam do rzeczy...

WordPress — moje ulubione wtyczki: TablePress

Witajcie, dzisiaj kolejny artykuł z serii o wtyczkach do WordPressa. Chociaż muszę przyznać, że po analizie moich wtyczek, okazuje się, że dość ciekawych, oprócz tych podstawowych i niezbędnych, to nie mam zbyt wiele. Ogólnie słuszność używania wtyczek opiszę w innym artykule, który już mi się gdzieś na horyzoncie klaruje. Przechodząc jednak do rzeczy dzisiejszym bohaterem jest wtyczka o jakże wiele mówiącej nawie TablePress. Dla wszystkich poszukujących dobrego rozwiązania związanego z wstawianiem tabel do wpisów czy stron jest bardzo łakomy kąsek.

Instalacja

Jak każdą wtyczkę instalujemy ją z Kokpitu, przechodząc do zakładki Wtyczki -> Dodaj nową, następnie wyszukujemy w bazie i klikamy Instaluj. Oto nasza wtyczka:Następnie standardowo włączamy ją na końcowej planszy instalacji lub później na liście wtyczek.

Wygląd, nawigacja

Wtyczka ma bardzo przejrzysty interfejs, o którym za chwilę. Całe zarządzanie wtyczką sprowadza się do kliknięcia na jej nazwę w rozwijanym menu z lewej strony:Mamy tam kolejne opcje, które służą nam dokładnie do celów, na jakie wskazuje ich nazwa.