“Searching” – czy ktoś jeszcze ma przyjaciół?

Czego dowiem się o tobie z twojego laptopa, a co powiesz mi w rozmowie w rzeczywistości? Kim jesteś, kiedy spotkać cię face to face, na uczelni, w pracy, na porannej kawie w Starbucksie, a kim jesteś w Sieci? Czy na pewno tą samą osobą?…

Oglądając trailery “Searching” można pomyśleć, że znowu mamy kolejną, oklepaną już do bólu historię o zaginionej dziewczynie. Nie dajmy się jednak nabrać – tutaj nastolatka jest tylko tłem do głębszej diagnozy kondycji naszego społeczeństwa. Aneesh Chaganty, reżyser odpowiedzialny za produkcję, z każdą sceną każe nam zadawać sobie pytanie – czy my na pewno dorośliśmy do korzystania z Internetu?

Margot jest standardową nastolatką – przygotowuje się do egzaminów, popala trawkę, prowadzi pełno profili na portalach społecznościowych, próbuje znaleźć przyjaciół robiąc streaming swojego życia. Dziewczyna przeżywa ciężkie chwile i nie odnajduje się w świecie rzeczywistym. Pewnego dnia Margot nie wraca do domu ze wspólnej nauki biologii. Jej zrozpaczony ojciec rozpoczyna poszukiwania – widz razem z nim otworzy laptopa nastolatki by zderzyć się z brzydką prawdą – wiemy o naszych dzieciach tylko tyle, ile udostępnią nam informacji w Sieci. A powiedzmy sobie wprost – to my jesteśmy "nudni" i przestajemy nadążać za trendami i formami komunikacji, więc udostępniają nam coraz mniej. W efekcie znamy nasze dzieci takie, jakie chcą abyśmy znali, nie mając zielonego pojęcia o tym w kim się podkochują, kim są ich znajomi, z czego się zwierzają, co ostatnio do nich trafiło.

Zdecydowanym plusem “Searching” jest jego forma – widz jest oczami głównego bohatera wpatrzonego w ekran komputera, razem z nim przeskakuje od okna do okna, wpisuje hasła, próbuje wyłuskać informacje z filmików, przeszukuje Google. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to forma, która przypadnie do gustu każdemu – z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że reżyser wybrał jedyną dobrą opcję, do przedstawienia tej historii i to właśnie sposób, w jaki to zrobił, daje widzowi pole do kolejnych przemyśleń.

Nie będzie spoilerem stwierdzenie, że film nie zostawia suchej nitki na nas, ludziach korzystających z medium społecznościowych. Dostało się w nim także mocno samym społecznościówkom, telewizji, serwisom z wiadomościami. I w sumie ciężko się reżyserowi dziwić – na każdym kroku jesteśmy zalewani fake newsami, dla wydawców czy twórców na Youtube liczą się tylko odsłony, im krwawiej i dramatyczniej tym więcej będzie się klikać, lepiej się sprzeda, a przysłowiowy hajs musi się przecież zgadzać. Zresztą, sam tytuł tej recenzji to clickbait, nawet jeśli kiepski, bo autorka nie umie wymyślić bardziej klikalnego. Bo przecież kliki to lajki, a lajki to “fejm”, a bez fejmu nie ma szacunku na wirtualnej dzielni. Gdzie się człowiek nie obróci, to na Facebooku wszyscy są równie prawdziwi jak białe zęby celebrytów – każde dokładnie od tego samego szablonu. Te same reakcje, identyczne przemyślenia. W obliczu tragedii połowa ludzi nagle cię pokocha i będzie nagrywać filmiki, na których płacze z tęsknoty za tobą, bo "byliście najlepszymi przyjaciółmi", chociaż jeszcze tydzień temu nie wiedzieli nawet jak masz na imię. Pozostali za to stwierdzą, że dobrze ci tak, zasłużyłeś, a w ogóle to szczeźnij, byle szybko.

Prawdziwym głównym bohaterem “Searching” jest samotność. Ta prawdziwa, odczuwana w środku, kiedy już zamkniemy nasze laptopy i przestaniemy szczerzyć zęby do zdjęcia na Instagramie. Gdy napiszemy już na Facebooku “o czym teraz myślimy”, a nasi “znajomi” postawią wirtualną świeczkę albo “dadzą szera” jakieś “palącej kwestii”, nadal otwartym pozostaje pytanie – czy my mamy jeszcze jakiś prawdziwych przyjaciół? Czy mamy z kim wyjść na piwo, komu szczerze się zwierzyć? Odrywając na minutę wzrok od naszych smartfonów i innych mądrych gadżetów, widzimy tłumy, które nadal się w nie wpatrują. Coraz rzadszym widokiem jest widok dwóch osób, rozmawiających bez ciągłego zerkania w telefon, gubienia wątku. Zresztą, po co komu normalna rozmowa, skoro można pisać ze sobą, jednocześnie scrollując Pinteresta...

Czy w świecie całkowicie sprzedanej prywatności w zamian za akcje reklamowe, nowe buty od modnej firmy czy innych pierdół, jest jeszcze miejsce na prawdziwość relacji i szczere emocje?

Na to pytanie musi odpowiedzieć sobie każdy sam, już po obejrzeniu.