Sprzedawali chiński sprzęt jako wyprodukowany w USA. Kupiło go m.in. amerykańskie wojsko

Strona główna Aktualności
A taki był ładny. Szkoda, że nie amerykański, fot. Shutterstock.com
A taki był ładny. Szkoda, że nie amerykański, fot. Shutterstock.com

O autorze

Sześciu pracowników firmy Aventura Technologies Inc. zostało aresztowanych po tym, jak wyszło na jaw, że fałszują tabliczki znamionowe oferowanej elektroniki. Przedsiębiorstwo zaopatrywało się w Chinach, po czym doklejało naklejki Made in America. Oszukali w ten sposób m.in. siły powietrzne i marynarkę wojenną Stanów Zjednoczonych.

W sierpniu 2018 roku jeden z żołnierzy US Air Force zauważył chińskie znaki na ekranie kamery bezpieczeństwa w bazie lotniczej, co stało się przyczyną kilkumiesięcznego dochodzenia – donosi Ars Technica. Ustalono, że intrygująca kamera została wyprodukowana w Chinach, podobnie zresztą jak 24 inne urządzenia dostarczone w tej samej przesyłce.

Analizując oprogramowanie kamery, śledczy znaleźli trzy logotypy: logo US Air Force, logo chińskiego producenta, a także logo Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ChRL. Jak wykazała dalsza analiza, wszystkie obrazy zostały załadowane do pamięci w tym samym czasie przez osobę znajdującą się w chińskiej strefie czasowej. Tak więc kamera nie tylko została wyprodukowana w Chinach, ale także Chińczycy doskonale wiedzieli, gdzie zostanie wysłana.

W czwartek prokuratura postawiła zarzuty nowojorskiej firmie Aventura, która – według ostatecznych ustaleń śledczych – od ponad dekady sprzedaje chiński sprzęt jako wyprodukowany w Ameryce. Niezwłocznie aresztowano sześciu założycieli i wyższych rangą pracowników. Staną przed sądem pod zarzutem oszustwa handlowego i narażenia obronności USA.

Bezczelność i brak skrupułów

Amerykańska ustawa federalna o umowach handlowych zabrania agencjom federalnym, w tym wojsku, kupowania towarów wyprodukowanych w niektórych krajach. Oczywiście lista obejmuje również Chiny. Prawo wymaga zarazem od firm, aby precyzyjnie określały łańcuch dostaw. Zwłaszcza, gdy dochodzi do transakcji z instytucjami państwowymi.

Niemniej jednak Aventura ponoć od 2006 roku skupuje chińskie kamery, wykrywacze metali i szereg innych produktów, by umieścić na nich tabliczkę Made in America i odsprzedać na terenie Stanów Zjednoczonych. Bez względu na to, z kim handluje.

Oskarżenie dowodzi, że kadra kierownicza Aventury, z prezesem Jackiem Cabasso na czele, miała całkowitą świadomość trwającego procederu. Co jednak najciekawsze, zdaniem federalnych spółka bywała w swych działaniach skrajnie bezczelna. Według zebranej dokumentacji, w 2016 roku Cabasso wysłał wiadomość e-mail do pewnego urzędnika państwowego, twierdząc, że 12 jego konkurentów narusza prawo federalne, robiąc interesy z chińskim rządem.

Punktował wówczas "poważne problemy z cyberbezpieczeństwem", nazywając rzekome zachowanie konkurentów "dużym problemem".

Jasne, zapraszamy pana

A na tym nie koniec. W roku 2018 dystrybutor z Kataru poprosił drogą mailową Aventurę o potwierdzenie, że sprzęt został faktycznie wyprodukowany w USA. Cabasso odpowiedział zdjęciem zakładu produkcyjnego znajdującego się, jak twierdził, na Long Island w Nowym Jorku. Zaprosił też do odwiedzenia fabryki w dowolnym momencie. Jednak w rzeczywistości pokazał fotografię zakładu chińskiego, którą znalazł w internecie.

Prokuratura uważa, że Aventura dołożyła znacznych starań, chcąc ukryć chińskie pochodzenie swych towarów. Zawarta w materiale dowodowym korespondencja pokazuje, jak spółka domagała się usunięcia wszelkich odniesień do oryginalnego producenta z płytek drukowanych i oprogramowania.

No właśnie, ale Chiny to jednak Chiny, a kiepska opinia o chińskich producentach OEM nie wzięła się znikąd, więc wpadki się zdarzały. Przykładowo, jeden z klientów otrzymał do urządzenia chińską instrukcję obsługi. W innym przypadku natomiast klient zorientował się, że zakupiona przez niego kamera to zmodyfikowana wersja chińskiego produktu i poprosił o dostarczenie oryginalnego, niezmienionego oprogramowania układowego. Miał nadzieję, że będzie zawierało mniejszą ilość błędów. Nie wiadomo, jakim cudem firma przetrwała ponad dekadę.

Dom dla dziecka i jacht

W dodatku biznes kręcił się rewelacyjnie. Z danych Departamentu Sprawiedliwości USA wynika, że Aventura wygenerowała sumarycznie 88 mln dol. przychodu, z czego 20 mln na kontraktach państwowych. Robiła przy tym interesy z najważniejszymi instytucjami w kraju. Kamery dla US Air Force to ledwie wierzchołek góry lodowej. Dalej są warte 13,5 tys. dol. za sztukę noktowizory dla US Navy czy system monitoringu dla lotniska JFK.

Prezes Cabasso i jego najbliższa rodzina opływali w luksusy. Dla jednego z dwojga swoich dzieci kupił warty 450 tys. dol. dom. Żonie sprezentował z kolei 21-metrowy jacht o szacunkowej wartości 1 mln dol. Były też drogie samochody, biżuteria i zegarki.

Jakby tego było mało, w tle Aventura dokonała ponoć jeszcze jednego przekrętu. W Stanach Zjednoczonych istnieje przepis, który daje pierwszeństwo w realizacji kontraktów rządowych przedsiębiorstwom prowadzonym przez kobiety. Cabasso wpisał więc swoją żonę, Frances, jako większościową akcjonariuszkę i CEO, choć – zdaniem śledczych – w ogóle nie interesowała się firmą. Zamiast tego pracowała w niezwiązanej spółce jako księgowa na umowę o pracę.

© dobreprogramy