Test Moto X Play – Motorola otarła się o doskonałość i to w średniej klasie

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Ostatnio moją uwagę przykuwa przede wszystkim jeden producent smartfonów – Motorola i jej urządzenia działające pod kontrolą niemal czystego Androida. Cechują się one atrakcyjną ceną względem oferowanej specyfikacji, a przy tym dobrze wypadają pod względem jakości wykonania. W związku z tym z niecierpliwością wyczekiwałem premiery nowych modeli, zarówno tańszej Moto G, jak i droższych, większych i przede wszystkim wydajniejszych dwóch smartfonów Moto X. Po oficjalniej prezentacji nie czułem, że muszę mieć nowe urządzenia Motoroli, nie zrobiły na mnie aż takiego wrażenia, ale nie byłem zawiedziony.

Moje zainteresowanie smartfonami Motoroli spowodowane jest także popularnością tych urządzeń wśród znajomych. Obok Lumii Microsoftu, to właśnie produkty Motoroli z niemal czystym Androidem widuje najczęściej. Nie spotkałem się jeszcze z osobą, która nie byłaby zadowolona ze swojej Moto G czy X. Oczywiście nie wszystkie elementy przypadają do gustu, ale ogólnie urządzenia oceniane są dobrze lub nawet bardzo dobrze. To wszystko spowodowało, że nie mogłem się doczekać momentu, gdy jeden z najnowszych smartfonów Motoroli trafi do mnie na testy. W końcu stało się: do dokładniejszego sprawdzenia otrzymałem model Moto X Play. Jeśli jesteście ciekawi jak ten smartfon sprawdza się w codziennym użytkowaniu, to zapraszam do lektury.

Dodatkowe milimetry nie przeszkadzają

Motorola Moto X Play to po prostu kawał smartfona, z pewnością nie mamy do czynienia z małym, smukłym i lekkim urządzeniem. Całość waży 169 gramów, a dokładne wymiary wynoszą 148 × 75 × 10,9 mm. Uwagę zwraca przede wszystkim grubość obudowy, otrzymujemy prawie 11 mm, a coraz więcej nowych urządzeń posiada 8 i mniej milimetrów w talii. Patrząc na krawędzie faktycznie widać, że Motorola zbytnio nie dbała o figurę. Jednak dzięki wyprofilowanym plecom podczas korzystania nie odczuwamy tych kilku dodatkowych milimetrów. Moto X Play dobrze leży w dłoni, nie miałem wrażenia, że jest zbyt duża, a nie mam ogromnych dłoni. Komfort trzymania zwiększają lekko chropowate plecy, upewniające, że telefon nie wyślizgnie się przypadkowo z dłoni.

Na froncie znalazł się 5,5-calowy wyświetlacz. Tuż nad nim producent zdecydował się umieścić przednią kamerę, oraz znajdujący się pod szczeliną głośnik. Natomiast na dole jest tylko druga szczelina z głośnikiem, a więc zwolennicy fizycznych przycisków systemowych mogą czuć się zawiedzeni. Praktycznie cały przód znajduje się pod wartą odpornego na zarysowania szkła Gorilla Glass 3. Przy obu krawędziach jest ono minimalnie wygięte ku dołowi. Robi to naprawdę niezły efekt i według mnie sprawia, że front w Moto X Play wygląda nowocześnie.

Na tyle znalazła się wspomniana wyżej klapka, którą możemy zdjąć. Nie możemy jednak wówczas wyjąć akumulatora, może to uczynić tylko autoryzowany serwis. Na plecach umieszczony został również metalowy podłużny pasek, na którym znalazła się główna kamera, lampa LED, a także zagłębione logo Motoroli. Ten pasek to jedyny element wykonany z metalu, resztę urządzenia pokrywa plastik.

Plastikowe, szare krawędzie zachodzą na tył, wyglądają one trwalej od srebrnych plastików, które możemy znaleźć w urządzeniach Samsunga, ale i tak daleko im do ideału. Na testowanym modelu już pojawiło się kilka drobnych rysek, co psuje dobry efekt wywołany przez resztę obudowy.

Na górnej krawędzi Motorola zdecydowała się umieścić szufladkę na kartę nanoSIM i kartę microSD (w jednym), a także złącze audio. Po przeciwnej stronie znajduje się microUSB. Lewa krawędź pozostała pusta, a na prawej oprócz przycisku regulacji głośności znajdziemy nietypowy przycisk zasilania. Wyróżnia się on swoim kształtem, ma on chropowatą, niezbyt przyjemną w dotyku powierzchnię. Jedyną zaletą jest łatwość jego rozpoznania palcem, więc raczej w nocy się nie pomylimy.

Oba przyciski nie są osadzone odpowiednio mocno, przy poruszaniu smartfonem można usłyszeć jak odbijają się od bocznych ścianek. Dawno nie spotkałem się z czymś takim, nawet w dość tanich urządzeniach. Chociaż do samego działania nie można się doczepić, zawsze reagują i myślę, że spokojnie wytrzymają dłużej niż okres gwarancji.

Wszystkie elementy, nie licząc przycisków fizycznych na lewym boku, zostały spasowane wręcz perfekcyjnie. Nic nie skrzypi, nie trzeszczy, nawet pod mocniejszym naciskiem. Trzymając Moto X Play w dłoni czuć, że powinna długo zachować się w dobrym stanie, musimy tylko zaakceptować niewielkie ryski pojawiające się na plastikowych bokach.

Dodatkowo to właśnie te krawędzie mogą wyraźnie ucierpieć podczas upadku, prawdopodobnie nawet upadek z małej wysokości skończy się odpryskiem. Warto zauważyć, że urządzenie posiada certyfikat IP52, a więc dostajemy odporność przed padającymi kroplami wody.

Przyjemnie patrzy się na 5,5 cala

Od razu po naciśnięciu przycisku zasilania uwagę przykuwa zajmujący znaczącą większość frontu 5,5-calowy wyświetlacz. Otrzymujemy ekran IPS o rozdzielczości Full HD, a więc 1080 × 1920 pikseli. Daje nam to zagęszczenie pikseli na poziomie 403 ppi. Znajduje się on pod wartą odpornego na zarysowania szkła Gorilla Glass 3, a więc pierwsze ślady użytkownika nie pojawią się zbyt szybko, o ile oczywiście będziemy dbali o naszego smartfona. Wrażenie robią bardzo wąskie ramki znajdujące się z lewej i prawej strony wyświetlacza, dzięki temu zabiegowi smartfon wygląda nowocześniej i mimo swojej nieszczupłej sylwetki, prezentuje się lepiej.

Warstwa chroniąca ekran ma tylko jeden problem, lubi tłuste odciski palców, które szybko się na niej pojawiają. Nie jest gorzej niż u konkurencji, ale miałem styczność z urządzeniami, które lepiej opierały się śladom pozostawianym przez moje palce. Wróćmy w końcu do samego ekranu, któremu warto się dokładniej przyjrzeć.

Po pierwsze, rozdzielczość Full HD przy 5,5 calach w zupełności wystarcza, obraz jest ostry, także gdy patrzymy na wyświetlacz z kilku centymetrów. Po drugie, otrzymujemy automatyczne dostosowanie jasności do warunków zewnętrznych, które działa bardzo dobrze – w słoneczny dzień wyświetlana treść jest dobrze widoczna, a w nocy smartfon nie chce nas oślepić. Po trzecie, technologia IPS daje nam bardzo szerokie kąty widzenia, kolory nie zmieniają się nawet jeśli patrzymy na mocno odchylony ekran. Po czwarte, dostajemy dobrze odwzorowane kolory, zwolennicy Super AMOLED-ów i ich lekko przesyconych barw powinni w ustawieniach wyświetlacza wybrać tryb Jaskrawy, natomiast dla reszty osób przeznaczony został tryb Normalny, który wyświetla bardziej realistyczne kolory. Po piąte, kolejną zaletą zastosowanego ekranu jest kolor czarny, który nie jest ciemnym szarym, a naprawdę jest czarny.

Dotykanie i mazanie palcem po wyświetlaczu jest jak najbardziej przyjemne, stawia on minimalny, wręcz nieodczuwalny opór. Na nasze gesty reaguje szybko i bezbłędnie. Ekran jest na tyle duży, że zmuszeni jesteśmy do jego obsługi dwiema dłońmi. Producent niestety nie pomyślał o zastosowaniu odpowiednich trybów, które pozwoliłyby na przystosowanie interfejsu do obsługi tylko jedną dłonią.

Android lekko muśnięty przez Motorolę jest naprawdę szybki

Moto X Play działa pod kontrolą niemal czystego Androida w wersji 5.1.1 Lollipop, który już niebawem zostanie zastąpiony przez najnowszego, oznaczonego numerkiem 6.0. Przez okres wsparcia producenta nie będziemy musieli martwić się o aktualizacje do nowszych wersji systemu, może nie będziemy ich dostawali w dniu premiery, ale możemy być pewni, że dość szybko trafią na ten smartfon Motoroli. Dla mnie największym plusem zainstalowanego mobilnego systemu operacyjnego jest jego szybkość działania, zaznaczam, że nie mam na myśli płynności, która może dać złudne odczucie szybkości. Android lekko muśnięty przez Motorolę pracuje naprawdę szybko, na nasze polecenia reaguje natychmiastowo, przez okres testów nie zauważyłem żadnej zadyszki, czy chwilowego zwolnienia. Aplikacje systemowe uruchamiają się niemal od razu po dotknięciu reprezentującej je ikonki, a same aplikacje działają również bardzo sprawnie.

Na początku wspomniałem, że dostajemy niemal czystego Androida. Już wyjaśniam co dokładnie miałem na myśli. Producent zdecydował się na wprowadzenie tylko kilku zmian, nie dostaliśmy mulącej nakładki i tysiąca zbędnych aplikacji.

Z tych dodatków od Motoroli najbardziej spodobał mi się ekran blokady. Moto X Play, gdy jest w stanie uśpienia wykrywa moment wzięcia do ręki, wówczas podświetla się i na autorskim ekranie blokady wyświetlane są między innymi powiadomienia z aplikacji. Aplikacje reprezentowane są tylko przez czarno-białe ikonki, nie otrzymujemy informacji kto do nas napisał czy wysłał do nas Snapa. Mechanizm wykrywania ruchu jest trochę zbyt czuły i przykładowo wyświetlacz często podświetla się podczas jazdy samochodem lub gdy lekko dotkniemy smartfona.

Motorola oddała nam też kilka autorskich aplikacji, które rozszerzają możliwości urządzenia i z pewnością nie należą do grona tych wciskanych na siłę. Najciekawszą z nich jest aplikacja Moto, która pozwala dostosować urządzenie do użytkownika. Możemy włączyć jeden z trzech trybów – Jazda samochodem, Spotkanie i Sen. Przykładowo, gdy wybierzemy Sen i ustawimy godzinę w których śpimy, to będziemy mogli wypoczywać w spokoju, bez powiadomień

W Moto znajdziemy również obsługę gestów, polecania głosowe oraz ustawienia związane z autorskim ekranem blokady. Niestety polecenia głosowe nie są dostępne w języku polskim. Dodatkowo aplikacja oferuję funkcję uczenia się nawyków użytkownika, aby móc jak najlepiej dostosować się do naszego trybu życia .

Osiem chłodnych rdzeni w połączeniu z pojemnym akumulatorem

Moto X Play najczęściej sprzedawana jest w cenie minimalnie poniżej 1500 złotych. Za tą kwotę otrzymujemy przyzwoitą specyfikację, która powinna wystarczyć większości osób. Sercem urządzenia jest ośmiordzeniowy procesor Snapdragon 615, który składa się z czterech rdzeni Cortex-A53 o taktowaniu 1,7 GHz oraz mniej wydajnych czterech rdzeni Cortex-A53 1,0 GHz. Odpowiednią płynność animacji w grach stara się zapewnić układ Adreno 405. Do dyspozycji dostajemy 2 GB RAM, które mi, a więc pewnie i znacznej większości użytkowników Moto X Play w zupełności wystarczą. Przez okres testów nie zdarzyło się, aby brakło pamięci operacyjnej. Natomiast w wersji, którą dostałem do testów na dane przeznaczonych zostało 16 GB, z czego dostępnych mamy około 11 GB. Na szczęście producent nie zapomniał o zastosowaniu gniazda na kartę microSD, a więc możemy dołożyć kolejne 128 GB.

Moto X Play bez problemu radzi sobie nawet z bardziej rozbudowanymi aplikacjami, nie straszne są również nowe gry. Jednak wydajności na poziomie topowych modeli nie otrzymujemy, mamy do czynienia z mocną średnią półką. Producent dobrze poradził sobie z odprowadzaniem ciepła. Podczas obciążania smartfon nie staje się niekomfortowo gorący, a wydajność zastosowanego układu nagle nie spada, cały czas możemy korzystać z pełni możliwości oferowanych przez Snapdragona 615.

Testowany smartfon Motoroli nie należy do najsmuklejszych, jego 10,9 mm w talii sprawia, że na tle najszczuplejszych modeli wygląda jak spaślak. Jeśli jednak zaakceptujemy te wymiary, to zostaniemy nagrodzeni akumulatorem o pojemności 3630 mAh. Tak dla porównania, w Samsungu Galaxy S6 otrzymaliśmy 2550 mAh. W związku z tym, zaletą Moto X Play powinien być czas pracy i faktycznie tak jest. Po ładowarkę sięgałem co drugi dzień, po niecałych 48h zostawało już tylko kilka procent do wyczerpania energii zgromadzonej w akumulatorze. Przy dość intensywnym użytkowaniu nie udało mi się rozładować Moto X Play w ciągu dnia – po odłączeniu od ładowarki o około 7:00, wieczorem około 22:00 poziom baterii nadal wynosił ponad 40%, jak dla mnie wynik naprawdę zadowalający.

Na froncie, tuż nad i trochę pod wyświetlaczem znajdują się szczeliny. To pod nimi zostały umieszczone głośniki, ale jeśli podobnie jak autor recenzji spodziewaliście się dwóch głośników stereo, to podobnie jak on będziecie zawiedzeni. Otrzymujemy tylko jeden głośnik, ten drugi, umieszczony nad ekranem wykorzystywany jest wyłącznie podczas rozmów. Na jakość dźwięku nie będziemy jednak narzekać, smartfon gra wyraźne, głośno, chociaż wydobywającej się muzyce trochę brakuje głębi. Jest bardzo dobrze, ale nie idealnie.

Ponoć konkurencja nie robi lepszych zdjęć

Producent chwali się, że Moto X Play posiada najlepszy aparat w swojej klasie. Jeśli spojrzymy na specyfikację, to wydaje się, że nie są to słowa bez pokrycia. Główna, umieszczona z tyłu kamera to 21 MP, autofocus, a także lampa składają się z dwóch diod LED o różnej barwie. Za kamerą stoi firma Sony, mamy do czynienia z matrycą Exmor RS IMX230.

Jeśli nie zmienimy domyślnych ustawień, to zdjęcia wykonywane będą w rozdzielczości 16 MP i będą miały proporcje 16:9. Po przełączeniu proporcji na 4:3 uzyskamy możliwość wykonywania zdjęć w maksymalnej dostępnej rozdzielczości, czyli 21 MP. Przy dobrym oświetleniu otrzymujemy zdjęcia charakteryzujące się wysoką ilością szczegółów, są one ostre, a także posiadają dobrze odwzorowane, naturalne kolory. Nie co gorzej wypadają zdjęcia wykonywane w gorszych warunkach oświetleniowych, musimy pogodzić się z mniejszą liczbą szczegółów, momentami pojawią się małe problemy z ustawieniem ostrości, a szumy stają się widoczne. Nie jest gorzej niż u konkurencji, powiedziałbym, że w tej cenie niewiele smartfonów robi lepsze zdjęcia w gorszych warunkach. W słabym świetle zawsze możemy skorzystać z lampy składającej się z dwóch różnokolorowych diod. Błysk jest mocny, co widać zwłaszcza na bliżej znajdujących się obiektach, a szumy i brak ostrości znikają, oczywiście kosztem są minimalnie wyblakłe kolory.

Jak wspomniałem wyżej – według producenta Moto X Play ma najlepszy aparat w swojej klasie. W celu zweryfikowania tych słów należałoby przetestować wszystkie dostępne na rynku konkurencyjne smartfony. Jednak po wykonaniu kilkudziesięciu zdjęć jestem w stanie stwierdzić, że Moto X Play z pewnością wypada lepiej od wielu innych smartfonów, dostajemy bardzo dobrą kamerę, co widać przede wszystkim po zdjęciach wykonywanych w dobrych warunkach. Natomiast czy jest to najlepszy aparat, śmiem wątpić.

Na froncie otrzymujemy 5 MP, a więc w obecnych czasach nic niezwykłego, po prostu standard stworzony z myślą o miłośnikach samolubek. Wykonane zdjęcia z pewnością dobrze będą wyglądały na naszych profilach na Facebooku i Instagramie, oczywiście w przypadku Instagrama nie należy zapomnieć o przepuszczeniu przez filtry i dodaniu setki tagów, na Fejsie natomiast wystarczy jakaś „złota myśl”. Jeśli jednak nie jesteśmy nastolatką, to przede wszystkim będziemy zadowoleni z jakości frontowej kamery podczas wideorozmów.

Podczas wykonywania zdjęć irytuje aplikacja aparatu, a dokładniej jej interfejs, któremu daleko do intuicyjnego. Przy fabrycznych ustawieniach na ekranie widzimy tylko dwie ikonki – pierwsza od przełączenia między kamerami, druga rozpoczynająca nagrywanie filmu. Dotknięcie wyświetlacza od razu powoduje wykonanie zdjęcia, nie jesteśmy nawet w stanie wybrać elementu, na którym ma skupić się aparat. Dopiero po przejściu do ustawień możemy wybrać tryb ręcznego ustawienia ostrości i ekspozycji. Wówczas na ekranie pojawia się pływający element, którego musimy przesunąć na interesujący nas obiekt.

Menu z ustawieniami wysuwamy wykonując gest przesunięcia od lewej krawędzi do środka. Jak dla mnie to mało intuicyjne rozwiązanie. W opcjach jest ubogo, możemy skonfigurować tylko podstawowe parametry zdjęcia. Dobrze, że chociaż ta niezbyt dobrze zaprojektowana aplikacja dobrze radzi sobie na domyślnych ustawieniach i nie musimy zbytnio się męczyć, aby otrzymać zdjęcie przyzwoitej jakości.

Podsumowanie: w końcu bez wrażenia, że przepłacamy?

Jednym z przeciwników Moto X Play jest ASUS Zenfone 2, któremu Maciej wystawił najwyższą ocenę. Przez kilkanaście dni też miałem przyjemność używać Zenfone’a i przyznam, że zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i jeśli wówczas miałbym kupować smartfona w cenie około 1500 złotych, to wybrałbym właśnie ten model.

Jednak jeśli potem dostałbym do testów Moto X Play, to uświadomiłbym sobie, że popełniłem błąd. Produkt Motoroli wypada jeszcze lepiej, to właśnie dlatego Moto X Play będzie pierwszym urządzeniem, któremu wystawię pięć gwiazdek. Jest to też jeden z nielicznych smartfonów, który każdego dnia zyskiwał w moich oczach.

Motorola Moto X Play zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie, większe niż większość drogich, kosztujących nawet dwukrotnie więcej topowych smartfonów. Za 1500 złotych otrzymujemy bardzo dobrze wykonane urządzenie ze świetnym 5,5-calowym wyświetlaczem. We wnętrzu znalazły się podzespoły, które zapewniają komfortową pracę z aplikacjami i umożliwiają odpalenie bardziej rozbudowanych gier. Do tego dochodzą dwie bardzo dobre kamery, przyzwoita jakość dźwięku i pojemny akumulator zapewniający około 2 dni działania. To wszystko działa pod kontrolą niemal czystego Androida, który cechuje się szybkością działania. Również aplikacje systemowe działają bez żadnych zarzutów, jest szybko i stabilnie.

Oczywiście pięć gwiazdek nie oznacza, że otrzymujemy urządzenie idealne, w końcu na liście znalazło się kilka minusów. Należy jednak pamiętać, że nawet wydając ponad 3 tysiące złotych dostaniemy smartfona z wadami, często z gorszymi niż te w Moto X Play.

© dobreprogramy