Test TP-Link Neffos C9: solidny budżetowiec z dużym ekranem

Strona główna Lab Smartfony i tablety
Neffos C9 to ciekawa alternatywa, ale ma ogromną konkurencję w podobnym przedziale cenowym.
Neffos C9 to ciekawa alternatywa, ale ma ogromną konkurencję w podobnym przedziale cenowym.

O autorze

Rynek budżetowych smartfonów jest bardzo nasycony i producenci muszą się mocno starać, aby wyróżnić się z tłumu i przykuć uwagę klientów. Jedni stawiają na duży ekran, inni na wytrzymałą obudowę, jeszcze inni oferują niezłą wydajność, a wszystko to w rozsądnej cenie. Jedno jest pewne – kompromisów nie unikniemy. Jak w tych trudnych rynkowych warunkach radzi sobie Neffos C9 od TP-Link?

Smartfony w cenie około 500-600 złotych mogą być wydajne, ale wtedy nie oczekujmy od nich nic poza tym. Mogą posiadać niezłe aparaty, ale w takich modelach nie możemy liczyć na to, że pogramy w najnowsze gry. Coś za coś. Nie inaczej jest z modelem TP-Link Neffos C9, który posiada wiele ciekawych rozwiązań, ale zawodzi pod kilkoma względami. Trudno jednak ocenić negatywnie ten telefon, skoro jego koszt to zaledwie 599 złotych. Zacznijmy jednak od początku.

Wygląd i wyposażenie

Pierwsze wrażenie już po wzięciu pudełka do ręki jest pozytywne, ale nie ma co się temu dziwić. Producenci zaczynają dbać o szczegóły, a opakowanie i dobre pierwsze wrażenie jest bardzo ważne. Pudełko jest gustowne i estetyczne, zaś we wnętrzu wszystko jest ładnie poukładane. Sam smartfon jest z dwóch stron oklejony folią ochronną, którą należy zerwać. Nie mamy tu fabrycznej folii na ekranie jak np. w modelach Huawei – szkoda. Wyposażenie jest raczej standardowe – ładowarka, kabelek (microUSB), podstawowe słuchawki i papierologia.

Do stylistyki urządzenia nie można się przyczepić. Jest bardzo elegancko, choć tradycyjnie i bez zbędnych estetycznych dodatków. To dobrze, gdyż wielu producentów stara się na siłę uatrakcyjnić swoje produkty, co w połączeniu z budżetowymi rozwiązaniami sprawia, że całość prezentuje się tandetnie. Tu tak nie jest. Rzecz jasna tylna część obudowy wykonana jest z tworzywa sztucznego, ale jest ono dobrej jakości, zaś wykończenie skutecznie naśladuje aluminium. W centralnej części umieszczono czytnik linii papilarnych (działa nieźle, ale daleko mu do skuteczności znanej w Huawei lub Honorze), natomiast w lewym górnym rogu obiektyw aparatu z lampą błyskową. Niestety cały moduł wystaje nieco ponad obrys, co naraża go na porysowanie, ale z drugiej strony wygląda to ładnie i naśladuje rozwiązania z droższych modeli. Czytnik linii papilarnych i obiektyw otoczono subtelną, chromowaną ramką – wygląda to bardzo ładnie.

Przód to czarna tafla szkła 2.5D, skrywająca sporych rozmiarów wyświetlacz 5,99 cala o proporcjach 18:9 (~76.2% pokrycia frontu). Całość nieźle leży w dłoni, przyciski mają wyraźny, przyjemny skok, zaś jakość spasowania jest na wysokim poziomie. Urządzenie waży 170 gram i ma wymiary 158.70 x 76.60 x 8.45 mm. Biorąc pod uwagę cenę, nie ma się do czego przyczepić.

Na uwagę i pochwałę zasługuje nie tylko obecność tradycyjnego złącza słuchawkowego 3,5 mm, ale przede wszystkim szufladki na dwie karty SIM oraz dodatkową kartę pamięci. Nie ma tu hybrydowego DualSIM, który wymusza na nas wybór – albo druga karta SIM, albo karta pamięci. Takie rozwiązanie to rzadkość, a tu w telefonie za 600 złotych udało się to zastosować. Duży plus dla TP-Link!

Wyświetlacz

Wspomniany wyświetlacz to IPS TFT, który charakteryzuje się przekątną 5,99 cala i rozdzielczością HD+ (720 x 1440 pikseli). Oferuje on przekątną 18:9 oraz zagęszczenie pikseli na poziomie 269 ppi. Parametry dość standardowe, ale jak to się przekłada na rzeczywiste wykorzystanie? Jest naprawdę OK. Ekran FullView prezentuje się bardzo imponująco, zaś niewielkie ramki (~76.2% pokrycia frontu) z pewnością poprawiają estetykę urządzenia. Pozytywnie zaskakuje nasycenie barw, choć kąty widzenia nie imponują. Mimo wszystko, w tej cenie są to parametry jak najbardziej dopuszczalne i nie powinny nikogo rozczarować. Nie można mieć również zastrzeżeń co do czułości panelu dotykowego, minimalna jasność jest bardzo przyzwoita, choć w pełnym słońcu, nawet przy maksymalnej jasności ekranu, korzystanie ze smartfona może być problematyczne. Reasumując – jest po prostu w porządku.

Specyfikacja i wydajność

O ile stylistyka, ekran i zastosowanie pełnoprawnego DualSIM z możliwością dołożenia karty microSD zasługuje na pochwałę, tak wydajność urządzenia to jego pięta achillesowa. Pod tym względem Neffos C9 odstaje nawet od średniaków sprzed wielu lat.

Procesor Mediatek MTK6739WW (4 × Cortex-A53 1,5GHz)
Grafika IMG8XE1PPC (570MHz)
RAM 2 GB
Pamięć wbudowana 16 GB
Akumulator 3840 mAh
Łączność 4G FDD-LTE/3G WCDMA/2G GSM TP707A (DualSIM Dual Standby)
Wi-Fi 802.11b/g/n, 2,4GHz
Bluetooth 4.2
GPS + GLONASS
Ekran 720 × 1440 IPS LCD, 269 PPI, (przek. 5,99 cala)

Sercem smartfona jest czterordzeniowy układ Mediatek MT6739 z zegarem 1,5 GHz współpracujący z układem graficznym PowerVR GE8100 @570 MHz oraz 2 GB pamięci operacyjnej RAM. Do dyspozycji użytkownika oddano 16 GB pamięci wewnętrznej i gdyby nie możliwość zastosowania karty microSD, która nie eliminuje drugiego slotu SIM z użytku, byłoby bardzo średnio. Owszem, to podstawowe parametry i można to zrozumieć – w końcu to budżetowy smartfon – ale ogólna wydajność urządzenia jest po prostu bardzo skromna. Rzecz jasna benchmarki to jedno, a codzienne użytkowanie to drugie, ale osiągnięcie nieco ponad 44 tysięcy punktów w Antutu, podczas gdy Honor 7 Lite – średniak z początku 2016 roku – wykręca niemal 72 tysiące, to po prostu bardzo słaby wynik. Być może winowajcą jest Android 8.1 Oreo z dość ciężką nakładką systemową NFUI 8.0, ale mimo wszystko wpychanie tak słabego procesora, podczas gdy starsze modele tego producenta dysponują ośmiordzeniowym układem MT6750, to nieporozumienie.

Na szczęście, podstawowe zadania Neffos C9 wykonuje dobrze. Czasami musi się dłużej „zastanowić”, ale jeśli nie przesadzimy z ilością uruchomionych w tle aplikacji i zakładek w przeglądarce, powinno być OK. Prostsze gry działają nieźle, zaś najnowsze i wymagające tytuły z grafiką 3D bywają niestety niegrywalne. Ale to nie jest smartfon do gier ani trudnych zadań i podczas zakupu warto mieć to na uwadze! Dla miłośników syntetycznych testów, poniżej wyniki z najpopularniejszych benchmarków.

System i nakładka

Producent zastosował w miarę świeży (biorąc pod uwagę statystyki obecności najnowszych odsłon Androida w smartfonach) system Google Android 8.1 Oreo z autorską nakładką NFUI 8.0. Pod względem działania, nie jest źle, choć na błyskawiczne wykonywanie poleceń i płynną animację systemową nie ma co liczyć. Pod względem wizualnym… hmmm… To oczywiście kwestia gustu, ale miałem wrażenie, że jest zbyt ascetycznie i odrobinę staroświecko. Rzecz jasna wszystko to kwestia zmiany motywu lub zainstalowania nakładki, ale wydaje się, że producent zaniedbał tą kwestię. Denerwują nieco preinstalowane aplikacje, szczególnie przeszkadzający i natarczywy Clean Master, ale na szczęście da się to usunąć.

Do ciekawych funkcji należy między innymi klonowanie aplikacji np. Facebook, Instagram itp. Na uwagę zasługuje również możliwość stosowania gestów przy wyłączonym ekranie, jak również sterowanie niektórymi funkcjami za pomocą czytnika biometrycznego. Co ciekawe, smartfon posiada funkcję odblokowywania za pomocą twarzy, co w tym segmencie cenowym jest sporą niespodzianką. Nie działa to co prawda zbyt szybko, ale… działa. Jest także przycisk pływający, funkcja inteligentnego oszczędzania baterii (ogniwo o pojemności 3840 mAh) czy też tryb maksymalnego oszczędzania energii. Swoją drogą bateria w Neffosie C9 ma przyzwoitą pojemność. Biorąc pod uwagę skromne parametry, bateria przy rozsądnym wykorzystaniu urządzenia tj. włączone WiFi, przeglądanie stron, kilka telefonów i wiadomości SMS dziennie, była w stanie wytrzymać ponad 2 dni. Na włączonym ekranie przy wykorzystaniu WIFi, Neffos C9 był w stanie wytrzymać nawet 7,5 godziny. Niezły wynik.

Zdjęcia i dźwięk

Neffos C9 ma przedni aparat 8 Mpx z szerokokątnym obiektywem o polu widzenia 84 stopnie oraz diodą doświetlającą do selfie. Z kolei z tyłu telefonu umieszczono aparat 13 Mpx. Aparat ten ma przesłonę f/2.2 i technologię PDAF. Cechą szczególną jest z pewnością dioda doświetlająca z przodu, co spodoba się miłośnikom robienia selfie nawet po zmroku. Nie są to aparaty, które wyróżniają smartfon na tle konkurencji, ale nie można również mieć zastrzeżeń do ich działania. Również aplikacja do ich obsługi jest przyzwoita – prosta, w miarę szybka i posiadająca to, co niezbędne. Mamy więc tryb tradycyjny, tryb HDR oraz panoramę, jest również opcja Pro z możliwością zmiany czasu naświetlania czy też punktu ostrości. Znajdziemy także zdjęcia nocne, monochromatyczne, tryb fotografowania jedzenia czy też tryb poklatkowy. Jak to działa w praktyce?

No cóż, nie jest to zapewne fotograficzny sprzęt, ale dla mało wymagających użytkowników, którzy lubią robić zdjęcia znajomym i sobie samym np. podczas imprez i w słabym oświetleniu, będzie jak najbardziej w porządku. Nie zrobimy tym telefonem zdjęć artystycznych, pięknych panoram czy widoków, ale ogólnie rzecz biorąc, jakość jest wystarczająca. O ile sam autofokus radzi sobie nieźle, tak szybkość zapisywania kolejnych fotografii pozostawia sporo do życzenia. W dobrych warunkach oświetleniowych zdjęcia wychodzą nieźle, po zmroku możemy włączyć tryb nocny, ale wtedy warto oprzeć smartfon o coś twardego, aby nie poruszać nim podczas rejestrowania obrazu. Filmy możemy nagrywać w maksymalnej rozdzielczości Full HD przy 30 klatkach na sekundę i największymi ich mankamentami jest oczywiście niestabilny obraz oraz kiepsko nagrany dźwięk.

Jeśli o dźwięk chodzi, ten generowany przez główny głośnik jest przyzwoity, o ile będziemy z niego korzystać jak ze źródła dźwięku dla gier, filmów na YT czy też innych, podstawowych zastosowań. Nie nagłośnimy nim imprezy czy też spotkania ze znajomymi, a przy maksymalnej głośności zaczynają pojawiać się szumy i trzaski. Na słuchawkach jest nieco lepiej, gdyż moc wyjściowa wypada nieźle, ale melomani nie znajdą tu imponującej szczegółowości czy też głębokiego basu.

Podsumowanie

Bardzo trudno oceniać smartfony budżetowe, gdyż piętnowanie wad może być niesprawiedliwe. To tak, jakby mieć pretensje do auta miejskiego, że słabo sprawuje się na torze. Pewnie, że słabo, bo do tych zadań są inne, o wiele droższe modele. Tak samo jest z TP-Link Neffos C9, który nie jest na pewno wydajny, nie posiada obudowy wykonanej z metalu i szkła, nie ma również świetnych aparatów czy też dużej ilości pamięci wewnętrznej. Z drugiej jednak strony, za 600 złotych trudno oczekiwać czegoś więcej.

Największym problemem Neffosa C9 jest… konkurencja. W cenie około 500-600 złotych znajdziemy bowiem smartfony z większą ilością pamięci (RAM i wewnętrznej) oraz lepszą wydajnością np. Xiaomi Redmi 6, Honor 7A czy też Meizu M6. Są także modele z modułem NFC jak np. Alcatel 3V. Tak się jednak składa, że wybierając smartfon w tej cenie zawsze musimy zrezygnować z jakiejś cechy na rzecz innego parametru i tak samo jest z testowanym modelem. Nie jest wydajny ani dobrze wyposażony, ale posiada duży wyświetlacz, pojemną baterię oraz niezły aparat do selfie, a dla wielu potencjalnych nabywców będzie to cecha najbardziej istotna.

© dobreprogramy