The Little Black Box - XBMC zamknięty w małym pudełku

Strona główna Lab Odtwarzacze multimedialne

O autorze

Od jakiegoś już czasu szukałem na rynku przystawek telewizyjnych urządzenia prostego, a zarazem funkcjonalnego, które w dodatku nie powodowało u mnie okresowych skoków ciśnienia. Dotychczas kilka produktów w moim prywatnym rankingu przepadło czy to ze względu na powolne czy ograniczone oprogramowanie, czy też ze względu na słaby sprzęt. Teraz jednak trafiła kosa na kamień i musiałem przetestować urządzenie od dawna wzbudzające moją ciekawość.

Patrząc na nie można sobie zadać pytanie: Co może wyjść z połączenia całkiem wydajnego sprzętu w oryginalnej, małej obudowie oraz kombajnu multimedialnego XBMC? Tym, którzy nie kojarzą XBMC śpieszę wyjaśnić, że jest on w mojej skromnej opinii najlepszym odtwarzaczem typu media center, jaki obecnie można dostać. Możemy go zainstalować na każdej platformie – od smartfonów z Androidem po komputery z Windows, OS X i Linuksem, a kończąc na AppleTV. XBMC jest na tyle dużym projektem, że zdążył skupić wokół siebie aktywną społeczność, która współtworzy niezliczoną liczbę rozszerzeń, dodatków i klientów najróżniejszych usług.

Małe, czarne pudełko

I w tym miejscu pojawia się The Little Black Box. Od początku urządzenie zwraca na siebie uwagę. Klasyczna czarna bryła wyróżniona została poprzez ścięcie jednego z jej narożników. TLBB nie jest duży – jego wymiary to zaledwie 100x100x30 mm. Z powodzeniem może stanąć gdzieś koło telewizora jak i być schowanym w szafce. Na plus należy zaliczyć matowy plastik, na którym łatwo ukryją się ewentualne rysy, a kurz czy sierść domowych zwierząt nie będzie tak szybko widoczna.

Muszę przyznać, że The Little Black Box liczbą dostępnych portów nie grzeszy. Właściwie dostępne mamy jedno gniazdo USB 2.0, port HDMI i gniazdo Ethernet 100MBit/s. Port HDMI jest zgodny ze specyfikacją wersji 1.3a choć tutaj należy zaznaczyć, że nie jest obsługiwane rozszerzenie Consumer Electronic Control, które pozwala m.in. wyłączyć jednym pilotem zarówno telewizor jak i podłączone do niego urządzenie. Do komunikacji bezprzewodowej posłuży układ WiFi pracujący w standardach 802.11bgn. Osobiście zabrakło mi osobnego wyjścia audio, które pozwoliłoby ominąć telewizor, który w moim przypadku obsługuje tylko dźwięk stereo, nawet pracując w trybie passthrough.

Rzeczą wartą odnotowania jest pewna nieścisłość. Otóż na prezentacjach i w opisie dystrybutora jest informacja, że urządzenie posiada wyjście kompozytowe. Niestety testowany egzemplarz takowego nie posiadał, w dodatku oficjalne zdjęcia produktu zdają się potwierdzać, że produkt dostarczony do redakcji był tym, które jest oficjalnie sprzedawane.

A co znajdziemy w środku? Urządzenie zostało wyposażone w jednordzeniowy procesor ARM Cortex A9 firmy Amlogic taktowany z częstotliwością 1Ghz. Wspomagany jest on przez układ Mali 400. Dodatkowo urządzenie posiada 1 GB pamięci RAM oraz 4 GB pamięci wewnętrznej.

Wraz z TLBB dostaniemy pilota, kabel HDMI oraz pendrive. Jeśli chodzi o konstrukcję, pilot jest jednym z lepszych projektów jakich dotychczas miałem okazję korzystać. Jest wygodny, nie ślizga się w dłoni ani nie jest przeraźliwie długi. Co ważne, pilot został wyposażony w wygodną pełną klawiaturę QWERTY, którą umieszczono na spodzie. Przyciski zostały wykonane z gumowanego plastiku, dzięki czemu palce po nich się nie ślizgają, a wciskający ma pewność, że sygnał został wysłany.

Przyjdzie jednak moment, w którym trzeba będzie wyłączyć nasze nowe, małe, czarne centrum multimedialne. Niestety przycisk „Power” na pilocie nie został powiązany z akcją zamknięcia systemu. De facto nie został powiązany z niczym. Aby wyłączyć urządzenie, należy udać się do ekranu głównego i z menu wybrać opcję zamknięcia systemu. Mało oczekiwany, a strasznie irytujący błąd. Na tym jednak nie koniec całej historii. Jeśli wybierzemy opcję zamknięcia systemu to z tego powodu urządzenia nie… włączymy :-). Ale spokojnie, ono nie umarło. Po prostu nie zostało to zaprogramowane.

Producent pozostawił nam więc zabawę w cykliczne odłączanie i podłączanie kabla zasilania (wtedy urządzenie uruchamia się w pełni, a nie do trybu wstrzymania), albo – dostałem taką radę od dystrybutora – wyłączenie urządzenia w trybie wstrzymania. Dzięki temu zabiegowi nadal nie będziemy mogli włączyć urządzenia przy pomocy pilota, ale z powodzeniem uda się ta skomplikowana operacja przy pomocy włącznika na obudowie…

Już po odesłaniu sprzętu producent wydał firmware w wersji 1.0.6. Naprawia ona szereg problemów z urządzeniem, również problem z niefunkcjonowaniem przycisku wyłączania na pilocie. Z menu zasilania usunięta została funkcja wyłączenia urządzenia, zastąpiła ją opcja wstrzymania, z tym że jej nazwa została zmieniona na „wyłącz”. Muszę przyznać, że to pokrętna poprawka, ale nie będzie ona budziła tylu problemów.

Jeśli zastanawiacie się skąd w pudełku znalazł się pendrive to spieszę z wyjaśnieniami. Otóż zewnętrzna pamięć wykorzystywana jest podczas aktualizacji. To na nią pobierany zostaje obraz systemu, który następnie jest rozpakowywany do pamięci wewnętrznej. Miałem okazję przetestować mechanizm automatycznej aktualizacji i muszę ostrzec, że wszelkie ustawienia użytkownika podczas procesu aktualizacji zostaną usunięte. Producent pracuje nad naprawieniem błędu, od wersji 1.0.6 takie zjawisko ma nie mieć już miejsca.

XBMC, czyli Smart TV na sterydach

Podczas aktualizacji wychodzi na jaw jeszcze jedna rzecz. Nad pięknym paskiem postępu instalacji aktualizacji pojawi się w menu serwisowym… zielony robot. Tak, The Little Black Box został w dużej mierze oparty na Androidzie. Tego na co dzień nie widać. XBMC, które zainstalowane jest w urządzeniu, uruchamia się bezpośrednio i nie jest możliwe wyjście z aplikacji. Nie ma tam naturalnie innych aplikacji jak na przykład przeglądarka internetowa czy klient poczty e-mail.

Co należy zaliczyć na plus, producent udostępnia ostatnią stabilną wersję XBMC – na chwilę testów i pisania recenzji była to wersja 12.2. Jak można zauważyć poniżej, producent postanowił stworzyć nową, dedykowaną skórkę. W pierwszej chwili miałem ochotę przywrócić swoją ulubioną (instalacja wszystkich dodatków i rozszerzeń XBMC, w tym skórek jest możliwa), ale po jakimś czasie da się do niej przyzwyczaić, szczególnie że wcale nie jest brzydka ;-)

Co ważne i należy to podkreślić, XBMC działa na tym urządzeniu bardzo, bardzo płynnie. Nie ma oczywiście szans osiągnąć 60 fps , ale nie zacina się, może z wyjątkiem momentów, podczas których aktualizowana jest biblioteka. Funkcjonalnie XBMC, który oferuje The Little Black Box nie ustępuje w niczym swoim kolegom z Windowsa, Linuksa czy Androida.

Możemy więc na przykład zainstalować rozszerzenie do obsługi serwisu YouTube, możemy posłuchać wykładów TED, czy skorzystać z bogatej oferty polskich serwisów VOD i stacji radiowych. Z tym ostatnim, jak informuje producent, zajmuje się zewnętrzna wtyczka. Nie jestem szczególnie do niej przekonany, ponieważ mam nieodparte wrażenie, że narusza ona regulaminy serwisów VOD, gdyż w przypadku TVN Player identyfikuje się jako… Samsung Smart TV ;-). Możliwe, że jest to spowodowane tym, że taki strumień nie posiada zabezpieczeń DRM, a może po prostu jest pozbawiony reklam.

Obsługiwane formaty – temat często spędza sen z powiek wielu użytkownikom tego typu urządzeń, w przypadku The Little Black Box nie istnieje. Odtwarzacz bez problemu radzi sobie z filami zakodowanymi w chyba obecnie najbardziej popularnym kodeku h264, nie ma również problemu z formatem MPEG2, WMV i RMVB. Odtwarzacz posiada również obsługę kontenerów MKV.

Od początku uważałem, że sposób, w jaki funkcjonują biblioteki multimedialne w XBMC, jest optymalny dla użytkownika. XBMC może uzyskać dostęp do po udziałach sieciowych, włączając w to obsługę protokołów SMB oraz NFS, także praktycznie The Little Black Box podłączy się bez problemu do każdego laptopa, serwera czy pamięci NAS. Udziały, a nawet foldery, możemy grupować i określać ich zawartość – seriale, filmy, muzyka czy zdjęcia. Każdy z typów ma przypisane usługi sieciowe, które pobierają automatycznie plakaty, zdjęcia i informacje o treściach. Część z tych informacji dostępna będzie w języku polskim. Co lepsze, możemy ustawić The Little Black Box tak, aby monitorował zmiany w katalogach.

Nie trzeba się również martwić o napisy, dzięki wtyczce, która automatycznie potrafi zlokalizować i pobrać odpowiednie napisy do folderu. Odtwarzacz obsługuje pełną gamę formatów napisów: TXT, SRT, SMI, SUB, SSA. Możliwy jest również odczyt napisów osadzonych w kontenerach MKV i M2TS.

The Little Black Box nie ma najmniejszych problemów z odtwarzaniem materiałów wideo. Materiały w FullHD odtwarzają się płynnie, bez przycięć. Jest natomiast problem z wydajnością karty sieciowej. Przy dużych rozdzielczościach szczególnie widać problemy z buforowaniem i może zdarzyć się sytuacja, że podczas odtwarzania ulubionego filmu wystąpią drobne przerwy.

Produkt mało idealny

Trzeba sobie jasno powiedzieć, The Little Black Box należy do tej grupy urządzeń, które wymagają od użytkownika zmian swoich przyzwyczajeń. Choć nie chodzi na szczęście o samo oprogramowanie, a kwestię jego implementacji. Widać, że producent stara się naprawić to, co nie działało, ale pewnie jeszcze troszkę czasu mu to zajmie.

Samo urządzenie sprawia wrażenie – mimo jego wad – sympatycznego. Bardzo brakuje w nim większej liczby portów, nie każdy musi mieć przecież nowoczesny amplituner z portami HDMI.

Co do XBMC nie można mieć większych zarzutów. Jeśli coś będzie wydawać się nieintuicyjne, wręcz niewygodne, to właściciel będzie mógł to zmienić. Cała siła XBMC leży właśnie w modyfikacjach. Muszę tym samym przyznać, że nie jest to może sprzęt dla wszystkich – można się pogubić w opcjach odtwarzacza. No i na koniec cena. W większości sklepów można go znaleźć za 540 zł. W tej samej cenie znajdziemy odtwarzacze z większą liczbą wyjść, choć z tych, które ja miałem okazję używać, to The Little Black Box i tak sprawił najlepsze wrażenie. Jednak aby być uczciwym, ostatecznie za przycisk zasilania i brak portów należy się 3,5 dobroprogramowej gwiazdki.

© dobreprogramy