Wiko Fever SE – test drewnianego, świecącego w ciemności francuskiego smartfonu

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Czy można jeszcze stworzyć smartfon, który nie będzie kolejną prostokątną bryłą, nie wnoszącą nic poza wydajniejszym procesorem, lepszą kamerą czy jaśniejszym wyświetlaczem? Oczywiście można, niektórzy próbują nieco odbiec od reszty. Najczęściej sprowadza się to do włożenia wyjątkowo pojemnego akumulatora czy próby modularyzacji konstrukcji. Ta odmienność dotyczy jednak tylko wnętrza. Eksperymentowania z wzornictwem producenci się obawiają. Większość dostępnych modeli powiela utarte schematy, co najwyżej stosując jakiś charakterystyczny dla danego producenta mały element.

W niszę wyróżniających się wyglądem smartfonów wpisuje się Wiko Fever Special Edition. Zanim przejdziemy do recenzji, krótkie wyjaśnienie. Jak najbardziej zrozumiem, jeśli nie kojarzycie tego producenta. Wiko to francuska marka i już tym wzbudziła moje zainteresowanie, zwłaszcza, że zaczynam być znudzony produktami z Korei czy Tajwanu. Smartfon, który dostaliśmy do testów to nadal prostokątna bryła, ale nie jest ona nudna. Na uwagę zasługują zastosowane materiały.

Drewno i świecące ramki

Już na wstępie powiem, że obudowa to jedyna interesująca rzecz w tym smartfonie. Nie twierdzę, że pod innym względami jest nudno, ale po szybkim przejrzeniu specyfikacji, wiem, że to co najwyżej dobry model za 999 zł. Skoro podzespoły zostawiamy na później, to skupmy się na tym co oddali nam projektanci.

Bryła byłaby wręcz idealna dla dłoni, gdyby podczas dotykania boków nie było czuć nieprzyjemnego oporu w miejscu połączenia tylnej klapki z całością. Szkoda, że producent nie postarał się bardziej, bo pod względem wymiarów i wagi, Wiko Fever jest niemal idealny, świetnie wpasowuje się w dłoń. Jego wymiary wynoszą: 149,5 × 73,9 × 9,2 mm. Zdziwiłem się, że ten model waży 150 gramów, myślałem, że jest lżejszy. Biorąc go do dłoni dałbym mu z 20 gramów mniej.

Przód, tak jak w każdym (prawie każdym?) smartfonie należy do wyświetlacza, tutaj dla 5,2-calowego ekranu. Nad i pod wyświetlaczem znajdują się dość szerokie ramki, mogłyby być minimalnie węższe, wówczas front wyglądałby nowocześniej. Ramki po bokach również nie należą do smukłych, ale zastosowanie dwóch pasków (czarnego i białego) spowodowało, że przynajmniej wizualnie wyglądają na węższe. Nad ekranem znalazł się głośnik do rozmów, a także przednia kamerka z lampą LED. Logo producenta umieszczone zostało tuż przy lewej krawędzi, a więc w dość nietypowym miejscu. Przestrzeń pod ekranem jest pusta, nie została ona w żaden sposób wykorzystana.

Zostańmy na chwilę przy bokach, bo jak najbardziej się wyróżniają. Biała ramka oplatająca szkło Gorilla Glass 3 i tylną klapkę wykonana jest z materiału fluorescencyjnego. Absorbuje ona światło i oddaje je w ciemności. Nie zużywając energii zgromadzonej w akumulatorze, smartfon świeci nocą, co pozwala na jego łatwe zlokalizowanie. Samo świecenie nie trwa długo, z kolejnymi minutami jasność stopniowo spada. Nie jest to element niezbędny, nawet nie widzę sensu jego stosowania w innych smartfonach, ale w inność Wiko wpisuje się idealnie.

Jeszcze ciekawszy jest tył urządzenia. Najczęściej spotkamy się z plastikiem, aluminium lub ostatnio coraz modniejszym szkłem. Od tego schematu odeszło LG, stosując skórę w G4. Natomiast w Wiko Fever na plastikową klapkę naniesiono cienką warstwę drewna. Zastosowany materiał sprawia, że tył wyróżnia się na tle konkurencji i przykuwa uwagę. Dodatkowo, jest on wyjątkowo przyjemny w dotyku, dawno żadne plecy nie sprawiały tyle przyjemności moim palcom.

Boki zostały pokryte aluminium. Na górze znajdziemy złącze minijack, którego pozazdroszczą nam użytkownicy kosztujące ponad 3 tys. złotych iPhone’a 7. Dół należy do mikrofonu i micro USB. Natomiast na prawym boku znajdziemy przycisk do regulacji głośności i włącznik. Przyciski wyglądają solidnie, mają odczuwalny skok i minimalnie wystają, co ułatwia ich zlokalizowanie.

Wyświetlacz z rozbudowanymi opcjami personalizacji

Wyświetlacz wypada naprawdę dobrze, oczywiście jak na ten zastosowany w smartfonie za około 1000 zł. Ekran został wykonany w technologii IPS TFT i oferuje rozdzielczość Full HD (1920×1080 pikseli), co przy przekątnej 5,2 cala, daje zagęszczenie pikseli na poziomie 424 ppi. Obraz jest ostry, poszczególnych pikseli nie widać, zdjęcia i elementy na ekranie są wyraźnie, a litery nawet przy dużym powiększeniu zachowują wygładzenie. Kąty widzenia są dobre, ale jeśli spojrzymy pod szerokim kątem, to dostrzeżemy, że kolory minimalnie się zmieniły. Spokojnie, w codziennym użytkowaniu tego z pewnością nie zauważymy.

Maksymalna jasność umożliwia całkiem wygodne korzystanie na zewnątrz, chociaż warstwa chroniąca ekran mogłaby odbijać mniej światła. W nocy zaś nie zostaniemy oślepieni, a dodatkowo, przy minimalnej jasności przeglądanie Internetu czy granie aż tak bardzo nie zmęczy naszych oczu. Funkcja automatycznego ustawiania jasności mogłaby wybierać większą jasność, czasami wyświetlacz jest po prostu zbyt ciemny i musimy ręcznie podbijać jasność. Odczuć to możemy przede wszystkim przy sztucznym świetle.

Na uwagę zasługują opcje związane z personalizacją wyświetlacza i doborem odpowiedniego trybu wyświetlania kolorów. Przyznam, że dość rozbudowane opcje były dla mnie miłą niespodzianką. W końcu producenci w tańszych modelach rzadko decydują się na oddanie bardziej zaawansowanych możliwości konfiguracji. Natomiast Wiko wyposażyło swój smartfon w opcje, których mógłby powstydzić się niejeden flagowiec. Nie ma tutaj rewolucji, ale jest naprawdę nieźle.

Po przejściu do ustawień wyświetlacza spotkamy się z MiraVision, czyli jak informuje nas sam smartfon, z funkcją mającą zapewnić najlepsze efekty wizualne. Możemy wybrać tryb kolorów – standardowy, żywy (dla miłośników Super AMOLEDów) oraz użytkownika (ręcznie dobierzemy kontrast, nasycenie, jasność, temperaturę kolorów czy ostrość). Polecam włączyć drugi tryb, przy domyślnych ustawieniach kolory są trochę wyblakłe, a żywe wypadają lepiej i nie są przesycone.

W tej cenie mogłoby być trochę wydajniej

Sercem jest 64-bitowy procesor MediaTek MT6753. Wykonany został on w procesie technologicznym 28 nm i może pochwalić się ośmioma rdzeniami Cortex-A53. Jednostka taktowana jest zegarem 1,3 GHz. Przetwarzaniem grafiki zajmuje się układ Mali-T720. Użytkownik do dyspozycji otrzymuje 3 GB RAM (nieźle!) oraz 32 GB na dane, które może w każdej chwili rozszerzyć z wykorzystaniem karty pamięci o kolejne 64 GB.

Za zbliżoną kwotę możemy kupić Huawei P9 Lite, smartfon, który w Polsce cieszy się sporym zainteresowaniem. Postanowiłem odnieść się do niego podczas testów wydajności. P9 Lite to 8-rdzeniowy Kirin 650 2,0 GHz, układ Mali-T830 i 2 GB RAM. Jak już można się domyśleć, produkt Huawei zaoferuje zauważalnie lepszą wydajność. Z drugiej strony, Wiko to model, który ma wyróżniać się wyglądem. Jednak mimo tego, oczekiwałbym po nic czegoś więcej, tym bardziej, że P9 Lite jest minimalnie lepiej wykonany, a przy tym w testach wypadał zauważalnie lepiej.

Akumulator o pojemności 2900 mAh zapowiada całkiem niezły czas pracy, po ładowarkę nie powinniśmy sięgać częściej niż raz dziennie. Faktycznie, przy normalnym korzystaniu, czyli w moim przypadku, przeglądaniu Internetu, obejrzenia filmiku na YouTube i korzystaniu z Facebook Messengera i aplikacji Gmaila, po ładowarkę sięgałem każdego wieczoru. Dodam, że wówczas akumulator miał jeszcze około 20% energii.

Gdy chciałem rozładować telefon od 100% do 0%, to Wiko wytrzymał około 30 godzin. Bardzo zbliżone wyniki osiąga Huawei P9 Lite z akumulatorem 3000 mAh. Niestety, mimo iż tylną klapkę możemy szybko i bez problemu szybko ściągnąć, to nie mamy dostępu do akumulatora. Nawet go nie zobaczymy, bowiem producent w celu dodatkowego zabezpieczenia zdecydował się na zasłonięcie akumulatora naklejką. Nie wiem czemu ma to służyć, może to ochrona prze użytkownikami lubiącymi macać akumulatory.

Dla pewnego grona odbiorców zaletą będzie obsługa dwóch kart SIM, pod klapką znajdują się dwa gniazda na karty microSIM. Cieszy fakt, że producent nie zastosował szufladek, tylko tradycyjne gniazda, łatwo dostępne i prawdopodobnie cechujące się większą wytrzymałością. Kolejnym plusem jest brak modnego ostatnio rozwiązania hybrydowego – gniazda łączącego SIM z gniazdem na kartę pamięci. Mamy oddzielne wejście na kartę microSD. Dostępne moduły to Wi-Fi 802.11 b/g/n, Bluetooth 4.0, GPS i LTE. Na pokładzie zabrakło NFC.

Kolorowy Android z kilkoma dodatkami

Testowany smartfon działa pod kontrolą Androida 6.0 Marshmallow i co mnie pozytywnie zaskoczyło, w czasie testów pojawiła się drobna aktualizacja systemu. Mam nadzieję, że producent ma zdrowe podejście do klienta i zapewni przyzwoite wsparcie.

Wracając do samego systemu operacyjnego, Francuzi zdecydowali się na zastosowanie nakładki. Jest kolorowo, aż za bardzo, ale trzeba przyznać, że wszystkie ikonki systemowych aplikacji pasują do siebie. System przypomina mi nakładkę stosowaną kiedyś przez Lenovo w tabletach, szczególnie wygląd ikonek.

Wzorem iOS lub może MIUI używanego na telefonach Xiaomi, wszystkie aplikacje rozmieszczone są na ekranie głównym. Nie mamy tradycyjnego menu ze wszystkimi aplikacjami. Jednak znajdziemy coś podobnego, aplikacja Wszystkie Aplikacje, jak sama nazwa wskazuje, zawiera listę wszystkich zainstalowanych aplikacji, które posegregowane są alfabetycznie. Poszczególne aplikacje możemy oczywiście dowolnie rozmieszczać na ekranach, a także grupować w foldery.

Producent nie ograniczył się tylko do zmiany ikonek aplikacji, dał też kilka prezentów od siebie. Na dodatkowym, znajdującym się maksymalnie z lewej strony, ekranie mamy szybki dostęp do kontaktów, wybranych aplikacji, a także newsów. Wiadomości dostarczane są z polskich serwisów, chociaż lista jest dość uboga.

Wśród aplikacji znajdziemy Pomoc Telefonu, która wcale nie jest instrukcją obsługi, ale służy głównie do optymalizacji systemu. Z jej poziomu możemy także zarządzać energią, wybierać, które aplikacje mogą dostarczać notyfikacje czy zdecydować o domyślnych aplikacjach. Całość jest przejrzysta i wygodniejsza w użyciu od standardowego menu Androida. Wiki dostarczyło także aplikację do wykonywania kopii zapasowej. Jeśli chcemy z niej korzystać, musimy posiadać kartę pamięci, przydałaby się możliwość zapisywania w chmurze.

Przeciętne zdjęcia obejrzymy słuchając przeciętnego głośnika

Główna, umieszczona z tyłu kamera wykonuje zdjęcia w maksymalnej rozdzielczości 13 MP i proporcjach 4:3. Osoby preferujące fotografie 16:9 muszą zadowolić się 10 MP. Zdjęcia zrobione w dobrych warunkach oświetleniowych i na zewnątrz wypadają w miarę dobrze.

Przy powiększeniu widoczne są już jednak szumy, a kolory są nieco wyblakłe. Wraz z pogorszeniem warunków oświetleniowych szumy stają się bardziej wyraźnie, cierpi również szczegółowość. Dostajemy co prawda lampę LED, coś tam ona rozświetli, ale do zadowalającego efektu sporo brakuje, jest ona zbyt słaba.

Wiko Fever robi zdjęcia, które przy korzystnych warunkach, dobrze prezentują się na jego wyświetlaczu, ale potem niewiele możemy zrobić z taką fotografią. Jakoś będzie wyglądała na portalach społecznościowych i nic więcej. Natomiast jeśli będziemy chcieli uchwycić sytuację z poruszającymi się obiektami, to możemy nie zdążyć, autofocus jest zdecydowanie za wolny.

Podobnie jest z przednią kamerką 5 MP, co ciekawe, wyposażoną w lampę LED. Jeśli więc zapragniemy nagle w nocy zrobić sobie selfie, to mamy taką możliwość. Samo zdjęcie jakością jednak nie zachwyci.

Głośnik umieszczony w niefortunnym miejscu, czyli z tyłu, gra przyzwoicie, ale nic więcej. Wystarczy do sprawdzenia piosenki na YouTube, poinformowaniu o połączeniu czy nowej wiadomości. Jest głośno, ale brakuje głębi, a dodatkowo, przy maksymalnej głośności, zaczyna robić się niezbyt wyraźnie.

Podsumowanie: czy warto zapłacić za nietypowe wzornictwo?

Nietypowe podejście dotyczy wyłącznie zastosowanych materiałów, nie mamy do czynienia z czymś zupełnie innowacyjnym, ale ciekawie się wyróżniającym. Jeśli więc szukacie smartfonu innego niż wszystkie, to nie jest to model dla was. Wiko Fever Special Edition nie jest efektem pracy szalonego projektanta, to wciąż prostokątna bryła. Producent sięgnął tylko po nietypowe materiały – drewno i fluorescencyjne białe paski. Jeśli więc te cechy do Was przemawiają, to śmiało kupujcie ten smartfon.

Natomiast jeśli szukacie urządzenia, które ma być nie tylko atrakcyjne, ale również zapewnić zadowalającą jakość zdjęć i wyższą wydajność, to w tej cenie kupicie lepszy sprzęt. Mimo tego ostateczna ocena jest dobra, a to ze względu na to, że pokładane oczekiwania zostały zapewnione – Fever Special Edition nie jest kolejnym nudnym smartfonem.

© dobreprogramy
s