W Sieci zawrzało, wiele osób nie zostawia na firmie suchej nitki. Na Twitterze powstał już specjalny hashtag, którym feministki oznaczają swoje wpisy skierowane do szefa Apple, Tima Cooka. Wśród nich możemy znaleźć pytania dlaczego firma tak bardzo się przejmuje tym, co dana osoba chce sobie wygrawerować na swoim iPodzie, iPadzie czy innym produkcie Apple. Jak widać korporacji nie wystarczy, że dzięki napisom na urządzeniu użytkownicy zmniejszają swoją szansę na odsprzedanie go w przyszłości, przez co maleje ilość sprzętu na rynku wtórnym. Ważne, żeby nie było na nim nic, co dotyczy kobiecej seksualności.
Cała sytuacja rozpoczęła się od blogerki Justyn Hintze, która na swojej stronie opisała próbę wygrawerowania na iPadzie frywolnego fragmentu piosenki Alix Olson odnoszącego się do damskiego ciała. Kobieta chciała mieć akurat ten napis na swoim urządzeniu, ponieważ jest feministyczny, pozytywnie seksualny i sprawia, że zawsze się uśmiecha. Zaskoczona brakiem takiej możliwości zmieniła frazę tak, by odnosiła się do męskiego ciała. Strona Apple zezwoliła na wygrawerowanie zdania o penisie, jednak użycie słowa łechtaczka nadal powodowało odrzucenie prośby o grawerunek.
Hipokryzja Apple nadal trwa, jak widać. Wystarczy sobie przypomnieć wcześniejszą sprawę, kiedy to firma zdecydowała się usunąć ze sklepu aplikację związaną z masturbacją kobiet. Najwidoczniej korporacja jest otwarta na seksualność człowieka, pod warunkiem, że jest to osoba płci męskiej. Zdecydowanie wyklucza się to z szeroko głoszoną przez Apple polityką akceptacji każdego, może więc czas na zrewidowanie swoich poglądów.