Nic więc dziwnego, że ekrany dotykowe dotarły do sporej gamy urządzeń. Naturalny, intuicyjny interfejs doskonale sprawdził się jako laptopowy touchpad i niemal wyparł stosowane wcześniej TrackPointy. To jednak był dopiero pierwowzór, który przetarł szlak dla sprzętu stricte dotykowego, który połączył sensory z wyświetlaczem.
Sama idea nie była niczym nowym — mówi się, że pojawiła się już w latach 60. Czyli, patrząc na ogólny rozwój techniki, całe wieki temu. I choć od tamtej pory stosowano ją w różnych urządzeniach, technologia upowszechniła się dopiero w kilku ostatnich latach. Wtedy to na rynku ukazały się urządzenia, na które mógł sobie pozwolić przeciętny Kowalski.
Obecnie sprzęt dotykowy przeżywa prawdziwy okres rozkwitu — telefony z tym interfejsem możemy kupić już za kilkaset złotych, niewiele więcej trzeba zapłacić za czytniki e-booków i proste tablety. Nieco rzadziej spotyka się dotykowe monitory, które na razie nie są tak popularne jak ich „klasyczne” rodzeństwo. Być może w najbliższych latach ten trend się zmieni i wszystko będziemy już obsługiwać za pomocą pukania w ekran.
Zwłaszcza, że jest to całkiem przyjemne i wygodne rozwiązanie. Nie trzeba uczyć się nawigacji za pomocą myszki, do lamusa też odchodzi zerkanie co chwilę na klawiaturę w poszukiwaniu zagubionej literki. Każdy nowy użytkownik może wejść z marszu w świat dotyku i bez problemu się w nim odnaleźć, intuicyjnie przyciskając interesujące go partie ekranu.
Pytanie jednak brzmi, czy aby na pewno jest to wygodne na dłuższą metę? O ile sprzęt leży nam pod dłońmi, problem w zasadzie nie istnieje. Ale co w przypadku, gdy monitor stoi na wprost nas, a my niczym najlepsi gimnastycy musimy siedzieć przez kilka godzin z uniesionymi rękami? Na myśl o tym, że miałbym w taki sposób napisać dłuższy tekst, przechodzi mnie zimny dreszcz. Technologia bowiem wciąż nie jest doskonała i zdarza jej się mylnie odczytać ruch, co na dłuższą metę może doprowadzić do szału.
A jednak niektórzy widzą w tym przyszłość. Przykładem może być Microsoft i jego nowy, kafelkowy interfejs Metro, który ujednolica wszystkie dotykowe urządzenia (tablety, telefony, monitory PC) i sprawia, że obsługa systemu Windows będzie bardzo zbliżona na każdym sprzęcie. Na razie inżynierzy borykają się z różnymi problemami (np. małą precyzją niektórych wyświetlaczy), ale kierunek rozwoju wydaje się dość jasny — dotyk ponad wszystko. Naturalnie, system można obsługiwać za pomocą sprawdzonego tandemu myszki i klawiatury, ale od razu widać, że Metro nie było projektowane pod klasyczne interfejsy.
Tylko czy wszystko musi być dotykowe?