Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Black Mesa - stary Half-Life na nowym silniku

Nie będę ukrywał - jestem wielkim fanem serii Half-Life. Uważam, że Valve stworzyło grę, na której wszystkie studia chcące stworzyć gatunkowo dobrego FPS-a (strzelankę z widokiem z pierwszej osoby) powinny się wzorować. Jest to gra absolutnie pełna - posiada fenomenalą i niezapomnianą fabułę, genialnego niemego bohatera głównego (Gordon Freeman), niesamowity klimat, świetnych towarzyszy broni (Alyx z drugiej części), a do tego jest doskonałą grą akcji.

Pierwszą cześć Half-Life, wydaną w roku 1998 (w Polsce 1999r.), świat przyjął z niedowierzaniem. Gra zdobywała świetne oceny - zresztą 50 tytułów gry roku, trzykrotnie oznaczona najlepszą pozycją wszech czasów - lepszej rekomendacji tej produkcji nie potrzeba. Ja sam grając w tę grę jako dzieciak (chociaż głośno nie powinienem o tym mówić, bo pewnie zaraz zjawią się ludzie, twierdzący że wychowałem się w jakiejś skrajnej patologii, a rodzice niedopilnowali swego syna, który zamiast grać w produkcje przeznaczonego dla dzieci, gra w “gry dla dorosłych”, które zryły mu psychikę i po to tworzy się te chore reportaże o szkodliwości gier) i pamiętam Half-Life’a jako coś dla mnie... niewyobrażalnego. To była chyba pierwsza tak dorosła produkcja, z którą miałem do czynienia w swoim młodym życiu. I która wywarła na mnie tak wielki wpływ, jako gracza.

Pierwszą część, wraz z dodatkami Opposing Force i Blue Shift przeszedłem kilkukrotnie, mimo że gra jest totalnie liniowa i nie dało się jej przejść inaczej, niż to założyli jej twórcy. Niemniej - za każdym podejściem ta produkcja sprawiała mi jednakową radość - to rzadkie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach aby gra za którymś przejściem mogła jeszcze bawić, niemniej - Half-Life potrafił. Wraz z nieodłącznym towarzyszem Gordona - łomem, przemierzałem kolejne kompleksy bazy Black Mesa, walcząc z krwiożerczymi obcymi oraz bardzo inteligentymi jak na tamte czasy komandosami. Jednak czas mijał, technologia szła do przodu i wtedy (2004) W KOŃCU pojawiła się długo wyczekiwana i utęskniona druga część gry.

r   e   k   l   a   m   a

Half-Life 2

Godny spadkobierca bogatej serii - jeszcze lepszy, jeszcze większy, ładniejszy, obfitujący w nowe doświadczenia. Gordon, wraz z Alyx (notabene jednej z najlepszych, najinteligentniejszych, najlepiej zrealizowanych NPC-ów w historii gierkomputerowych), przemierza kolejne etapy, starając się przetrwać w okrutnym świecie rządzonym przez Kombinat. I mimo że pojawiło się trochę zarzutów wobec dwójki (m.in. przez to, że gra zatraciła trochę klimat zaszczucia, że była trochę bardziej pokazówką silnika i zabrakło dopieszczenia gry i w końcu oba dodatki [Episode One i Episode Two] były strasznie krótkie, bo każdy dało się przejść w 3-5h), to jednak wcale nie przeszkodziło fanom serii w uznaniu gry, jako godnego następcy jedynki, a i sama gra zdobyła 35 tytułów gry roku, zaś średnia ocen waha się w granicach 90-100% - to jednak o czymś świadczy. A Valve nie robi słabych gier.
I nastąpiła stagnacja. Seria nagle stanęła, Valve absolutnie nie spieszy się z tym, aby oznajmić światu, co dzieje się z ich konikiem (zresztą plotek na ten temat dostatek). Po ostatnio wydanym Episode Two (2007) wszyscy zastanawiają się, kiedy światło dzienne ujrzy kolejna część gry. Warto wspomnieć, że w momencie wypuszczania epizodów do dwójki, były zapowiedziane minimum trzy dodatki. Jednak coraz trudniej uwierzyć, że Episode Three ujrzy światło dzienne, a raczej nie ma szans na to, że Valve pracuje nad dodatkiem aż 5 lat! Więc? Potencjalnie podejrzenia są dwa:

1) Valve porzuciło (przynajmniej na jakiś czas) serię Half-Life. Jest to mało prawdopodobne, jednak niestety nie można tego wykluczyć. Stworzenie nowej gry, “zaspokojenie” coraz mniej cierpliwych fanów, stworzenie świetnej produkcji na miarę co najmniej 2013 roku, a do tego podołanie poprzeczce, które wysoko ustawiły poprzednie części, to zadanie niezmiernie trudne. Do tego Valve ciągle dba o inne swoje produkty (Steam, CS:GO, DOTA 2, TF2, w dalekich planach L4D3, kto wie czy i nie Portal 3), a i samo studio nigdy nie należało do pracujących na czas, więc możliwe że i HL3 jest daaaaaaaleko w planach. Albo i w ogóle...

2) Half-Life 3 powstaje, jednak pracę nad grą napotkały pewne utrudnienia. Ostatnio pojawiło się klika plotek odnośnie nowej części. Najnowszą - jak już wspomniałem - jest to, że HL3 ma być grą z otwartym światem, z nieco RPG-owymi powiązaniami, z questami i multum przedmiotów. Rozwiązanie to ma tylu zwolenników, ilu przeciwników, przez co i samo Valve stanęło w pewnym momencie i rozważa, co zrobić z grą i obmyśla to, jak gra ma wyglądać finalnie. Half-Life to zawsze był FPS. Oczywiście otwarty świat, questy i rozmach potencjalnej trójki mocno pobudza wyobraźnię graczy, jednak i martwi. Valve nie ma doświadczenia w tworzeniu takich gier, to zawsze były liniowe produkcje, spluwa na ekranie i tylko jakaś magia sprawiała, że były one wybitne. Teraz stworzenie czegoś bardziej rozbudowanego może przerosnąć możliwości studia. Zresztą spójrzmy co zrobiło id Software z Rage - mimo że nie jest to gra zła, to jednak zawiodła. Nikt nie chce, aby HL3 był produkcjąprzeciętną...

I tak pozostaje nam tylko czekać i sycić się kolejnymi plotkami.

Ale od czego są moderzy?

Tak, panowie i panie. Moderzy postanowili umilić nam czekanie na potencjalną trójkę i stworzyli własny projekt. Projekt, polegający na przeniesieniu Half-Life (część pierwsza) na silnik Source, znany oczywiście z dwójki. Projekt pod nazwą Black Mesa.
Pierwsze pytanie - po co?

Half-Life wydano w roku 1998. Prawie 15 lat! Oczywiście gra przez ten czas zdążyła się mocno zestarzeć, przez co dziś nie wygląda tak atrakcyjnie, jak w dniu premiery (a wtedy miażdżyła). Dziś, gdy jesteśmy na przeddzień końca świata (21 grudnia coraz bliżej) ta produkcja niestety nie może się już podobać. I o ile gracze starej daty pamiętają Half-Life jako grę legendę, tak nowi gracze mogą mieć problem ze skojarzeniem - jak wyglądała jedynka? Zdolni programiści i graficy postanowili przenieść grę na nowy, nieco zmodyfikowany silnik Source, tak aby produkcja ta była atrakcyjna również dla dzisiejszych graczy, jak i dla tych którzy chcieliby trochę powspominać. I mimo że musieliśmy czekać naprawdę długo, a premiera była przekładana wielokrotnie, to w końcu Black Mesa ujrzała światło dzienne. Czy się udało?

TAAAAAAAAAK!!!!!!!!!!!

Głównym bohaterem serii Half-Life jest Gordon Freeman - doktor specjalizujący się w fizyce teoretycznej, pracujący w tajnym instytucie badawczym położonym gdzieś na pustyni w stanie Nowy Meksyk. Instytut ten zajmuje się mega tajnymi i ekstremalnie niebezpiecznymi badaniami. Podczas jednego z takich eksperymentów dochodzi do katastrofy, której skutkiem jest otwarcie portali do równoległego świata Xen, z którego do bazy przedostają się wrogo nastawieni obcy. Na terenie ośrodka dochodzi do wielu zniszczeń, a wiadomość o istniejącym niebezpieczeństwie oraz obcych grasujących po kompleksie sprawia, że rząd USA wysyła specjalną jednostkę, mającą na celu nie tylko wyeliminowanie niebezpiecznych istot, ale i wszystkich świadków nieudanego eksperymentu, w tym i wszystkich naukowców. Gordon Freeman, aby przeżyć musi uciekać. Tak rozpoczyna się ta krwiożercza historia, w której gracz musi przeciwstawić czoła zarówno śmiertelnie niebezpiecznych istotom pozaziemskim, jak i bezwzględnym komandosom. Jednak najdziwniejszą postacią jest nieznajomy osobnik w ciemnym garniturze i walizką w ręku. Czego chce? Dlaczego nas obserwuje?
Tak, to jest Half-Life...

Osobiście, jako wielki fan obawiałem się tego, co się stanie z klimatem gry. Klimatem, który zaskakuje nawet i dziś. I sam, mimo tego, że grałem już w wiele gier i widziałem na dobrą sprawę już prawie wszystko, to zastanawiałem się czy ten mod, jest w stanie przenieść ten klimat zaszczucia. Ten niepokój, tą sterylność. Bo to nie był zwykły FPS. Half-Life owszem był strzelanką, ale nic nie stało na przeszkodzie aby nazwać tę grę survivalem, bo o przeżycie w tej grze chodziło, a swoista bezradność i ciągłe zagrożenie tylko potęgowały to wrażenie. Nowa grafika mogła wpłynąć na ten element, ale jak się okazało - nie wpłynęła. Wcielenie się w Gordona Freemana po raz kolejny sprawia, że ja, jako gracz mający już parę latek, miałem ciary na całym ciele, gdy widziałem poprawiony, sławny i wielu graczom znany początek gry, gdy nasz doktorek wjeżdza do bazy kolejką. Tak, wstęp też się tutaj znalazł!

Graficznie Black Mesa może się podobać, w szczególności zrobi wrażenie na graczach, którzy pamiętają oryginał. Większość elementów została wiernie oddana, a dzięki nowemu silnikowi całość wygląda bardzo przyjemnie. Oczywiście nie oczekujmy tutaj czegoś na miarę nowego Crysisa... Source, mimo że lekko zmodyfikowany, to silnik mający już swoje lata, jednak mimo to dzięki swojej elastyczności absolutnie może się podobać. W szczególności dbałość o detale - na każdym kroku widać, że mod był tworzony przez fanów i dla fanów, a więc wyciśnięto z niego ostatnie soki. Dodatkowo dzięki możliwościom silnika doszło troszkę efektów - antyaliasing, motion blur, filtrowanie czy zaawansowane cienie, o wyższej rozdzielczości już nie wspominając - to wszystko znalazło się i w tym modzie, przez co sama baza Black Mesa wygląda naprawdę spektakularnie. Dzięki temu, że sam Source jest też silnikiem dość mocno rozbudowanym jeśli chodzi o fizykę gry, tak i tutaj mamy znaczący wpływ na otoczenie. Sporą część rzeczy można podnieść, zniszczyć, ba, jeśli dobrze zaplanujemy swoją akcję to nieraz strzał w odpowiednią butlę z gazem może sprawić, że pozbędziemy się natrętnych przeciwników poprzez piękny wybuch. Gracze Half-Life 2 będą zachwyceni.

Pytanie - czy weterani jedynki, którzy chcieliby pograć w Black Mesa będą ziewać z nudów? Tak, również zadawałem sobie pytanie czy ta gra będzie dla mnie swego rodzaju samograjem - większość etapów znam praktycznie na pamięć, przez co obawa przed tym czy gra nie znudzi mi się po kilkunastu minutach była absolutnie uzasadniona. Odpowiedź jest jedna - nie. Na szczęście sami twórcy nie poszli na łatwiznę i postanowili dodać coś od siebie. I nie, nie bójcie się, to nie będzie inna gra. Przez to, że ta produkcja korzysta z totalnie nowego silnika, to i sami twórcy dostali w swoje ręce nowe możliwości. I tak - mamy nowe AI przeciwników, nie tylko wygląd, ale i inny recoil broni, zmienione głosy postaci, soundtrack. Nieco zmienione, a przede wszystkim urozmaicone zostały same etapy gry, przez co wcale a wcale nie będziemy mieli szansy przechodzić gry totalnie na pamięć. Owszem, większość rzeczy znajduje się na swoim miejscu i z łezką w oku będziemy wspominać stare czasy, ale mimo to - jest nieco inaczej. Dlaczego? W prosty sposób - jeśli mamy nowy silnik, nowe możliwości to dlaczego mamy ograniczać się tylko do tego, co dano nam w oryginale? To pytanie zadali sobie i twórcy moda, którzy postanowili, że to co dobre w grze, przeniosą do swego dzieła, a to co przeciętne, po prostu poprawią. I tak mamy nie tylko nowe tekstury i większą rozdzielczość, ale też i poszczególne elementy - tu i tam poprawiono jakiś korytarz, dodano jakąś skrzynkę czy stolik, zmieniono położenie przedmiotu X lub go absolutnie usunięto - to nie jest wierna kopia! I to cieszy. Przeniesienie gry na nowy silnik sprawia, że etapy które znamy z oryginału są nie tylko dokładniejsze, ładniejsze, ale i ciekawsze.

Ale pewnie zapytacie - co ze strzelaniem? Wszak Half-Life to dalej strzelanka - owszem, wybitna, ale dalej główną rolę w tej produkcji spełnia strzelanie czy to do obcych czy to do komandosów. Po pierwsze - nie ma się co obawiać o jakieś udziwnienia. Twórcy stwierdzili, że nie ma sensu poprawiać czegoś, co działa dobrze i wszystkie bronie znane z podstawki znajdą się tutaj. Oczywiście nieco podrasowane, a nawet i mocno zmienione względem jedynki jeśli chodzi i wygląd, jednak cała reszta pozostała bez zmian. Ba, nawet mimo tego, że mamy tu przecież nowy silnik fizyczny, to zadbano, aby bronie były jak najbliższe oryginału, przez co nie będziemy mieli wrażenia, że coś jest mniej lub bardziej wyważone. Taaa...

W każdym miejscu widać serce włożone w tę produkcję. Warto wspomnieć, że twórcy moda nie mieli możliwości korzystania z silnika Source, w takim znaczeniu, jak rozumie to każdy z nas. Nie mogli korzystać z gotowego już kodu, przez co każdy element musieli stworzyć sami! Od początku, do końca. Tym bardziej należą się im pokłony, zwłaszcza że całość jest dostępna całkowicie... za darmo! Tak, mod Black Mesa jest modem totalnie darmowym, który każdy z nas może pobrać bez ponoszenia jakiejkolwiek straty finansowej. Biorąc pod uwagę, jak dopracowany i dopieszczony jest to projekt, ile czasu i pracy mu poświęcono, w dodatku biorąc pod uwagę fakt, że - jakby nie patrzeć - mamy darmową możliwość zagrania w przecież dalej płatną pierwszą część Half-Life, tym większe słowa uznania należą się jego twórcom.

A czy mod ten ma jakieś wady? Jak każda produkcja występują jakieś problemy. A to można ponarzekać na niektóre elementy grafiki. A to na pewne drobne niedociągnięcia czy nieścisłości. Pewnie i sami fani jedynki znaleźliby coś, co by im przeszkadzało (chociażby i latarka, którą możemy świecić w nieskończoność czy też brak poziomu Xen, który według twórców moda jest przeciętny i zostanie przez nich mocno poprawiony i z czasem dodany do gry), jednak wszystko to blednie przy ogólnym wrażeniu płynącym z gry. A te jest po prostu świetne i przy grze znakomicie będzie się bawił zarówno ktoś, kto nigdy w pierwszą część Half-Life nie grał, jak i ten, kto jest wielkim fanem serii i ma jedynkę w małym paluszku.

Mod do pobrania z oficjalnej strony projektu:
http://release.blackmesasource.com/

Screeny z gry mojego autorstwa (chociaż nie wszystkie część, reszta jest na dysku, z czasem dorzucę):
Black Mesa

Serdecznie polecam.


 

windows gry hobby

Komentarze