Injustice: Gods Among Us

Injustice: Gods Among Us25.04.2013 18:39

Kilka lat temu zespół znany obecnie jako NetherRealm Studios próbował połączyć światy morderczych wojowników i nieskazitelnych superbohaterów w Mortal Kombat vs. DC Universe, co przy narzuconych odgórnie ograniczeniach wizji artystycznej nie do końca zagrało. W przypadku Injustice: Gods Among Us ekipa dostała już pełne przyzwolenie Warner Bros., aby zrobić bijatykę taką, jaką chce, a to przyniosło fantastyczny rezultat. Okazuje się, że Batman i inni przedstawiciele komiksów znanego wydawnictwa niekoniecznie muszą się zabijać, szatkować czy rozczłonkowywać, żeby starcia pozostały brutalne oraz widowiskowe, zaś gracz czerpał ogromną przyjemność z katowania pada. Jeżeli ktoś zna od podszewki stare i nowe DC, frajdę będzie miał podwójną.

Przyzwyczajony do prostych wątków fabularnych, polegających na rozwalaniu kolejnych zawodników tylko po to, by na końcu zobaczyć krótki filmik dla danej postaci lub kilka plansz z rozrysowanymi jej dalszymi dziejami, ogromnie pozytywnie przyjąłem główny tryb zabawy. Dla nie cierpiących innowacji dalej dostępna jest co prawda taka klasyczna forma wyzwań, gdzie roznosimy w pył 10 przeciwników jednego po drugim, lecz danie główne to jednak osobna, wciągająca opowieść na jakieś 6 godzin gry, przedstawiająca alternatywną wizję znanego nam świata DC. Joker podstępem skłania Supermana do zamordowania Lois Lane, noszącej jego dziecko pod sercem, a zaraz potem w płomieniach staje Metropolis, rozwalone bombą aktywowaną przez śmierć reporterki. Zdruzgotany Kryptończyk rozszarpuje klauna, a potem postanawia zaprowadzić na świecie porządek, stając się tyranem. Szybko zmusza do posłuszeństwa też większość nadludzi. Chcący mu się przeciwstawić Mroczny Rycerz przyciąga z równoległej rzeczywistości posiłki, mając nadzieję, że połączonymi siłami zakończą koszmar…

Pięknie wpleciono pojedynki w teoretycznie prostą, lecz umiejętnie opowiadaną historię. Nie odczuwa się nagłego przymusu walki, bo zachowana jest niezwykła płynność przejść od scenek przerywnikowych do bitw, często urozmaicana jeszcze przez pogłębiające „wczujkę” wstawki QTE. Dialogi rozpisano nieźle, przemyca się w nich do tego pełno drobnych ukłonów w stronę komiksomaniaków. Czuć, że twórcy wiedzą, o czym zrobili projekt. Wytłumaczono nawet sensownie tak niby głupią sprawę jak to, jakim cudem pozbawieni mocy Green Arrow czy Kobieta-Kot mogą spokojnie stawić czoła komuś pokroju Supermana, zaś „przeszczepienie” postaci z innego wymiaru uzasadnia wymianę ciosów między identycznymi herosami. Najlepsze jednak, iż z należytym szacunkiem zdecydowano się podejść do dostępnych wojowników. Każdy ma charakter, błyszczy osobowością, zapada w pamięć – i jest także w zgodzie ze swoim „papierowym” odpowiednikiem.

350037433083258817

System stanowi modyfikację tego z Mortal Kombat. Są trzy ciosy o różnej sile, bloki, a także umiejętność specjalna pod swoim przyciskiem, zależna od osoby. Przykładowo Nightwing może łączyć swe pałki escrima w jedną długą, Wonder Woman zmienia linę na tarczę i miecz, Flash chwilowo spowalnia czas, Batman przywołuje nietoperze, a Lex Luthor doładowuje pancerz swojej zbroi. Rzecz jasna wyprowadzanie łańcuszków razów to podstawa, ale ciekawą nowością jest wykorzystanie w walce elementów otoczenia. Monitor pod sufitem? Da się nim rzucić. Śmietnikiem na kółkach też ciśniemy w przeciwnika. Zapędzeni do rogu rozwalimy akwarium, by zalać rywala albo odpalimy rakiety batmobilu. Silny kopniak potrafi ponadto wysłać trafionego biedaka przez kilka ścian do zupełnie innej lokacji. Do tego dochodzi ładowanie specjalnego paska energii, pożytkowanego w częściach w kombosach lub w całości w niezwykle efektownej kombinacji zabierającej przerażająco dużo zdrowia – jeśli oczywiście nią trafimy.

[break/]Wraz z kolejnymi posyłanymi na deski przeciwnikami awansujemy na wyższe poziomy. Z czasem uzyskujemy dzięki temu coraz to atrakcyjniejsze wizualnie grafiki gracza plus ikonki, czym pochwalimy się innym podczas zabawy po sieci. Gromadzimy również charakterystyczne karty, które w specjalnym podmenu można wymienić na dodatkowe stroje dla postaci, szkice z produkcji, muzykę i tym podobne rzeczy lub też ewentualnie spożytkować na dopalacze, przez określoną ilość rund powiększające znacznie liczbę otrzymywanych punktów doświadczenia. Otworzymy sobie w ten sposób i drogę do dodatkowych wariacji klasycznego trybu zabawy, ze zmyślnie zmodyfikowanymi zasadami. Proste okładanie kolejnych rywali nabiera wtedy nieco smaczku, a przy okazji odblokowujemy jeszcze mimochodem kolejne kostiumy. Wszystko przemyślano, lecz zabrakło mi osobnego poziomu gracza tylko dla multi. Jest on wspólny, niezależnie od ogrywanych trybów, co prowadzi do sytuacji, że mając po kampanii blisko 40 stopień wtajemniczenia łączy nas z kimś teoretycznie na podobnym, ale kto wypracował zazwyczaj taki wynik rozpoczynając prosto od walk online. Ostre baty...

350037433083455425

Starcia z żywym przeciwnikiem co prawda chyba nigdy się nie znudzą, niemniej gdyby nie było nikogo chętnego do bitki (nawet offline), żywotność tytułu zwiększają dodatkowo wyzwania S.T.A.R. Labs. Każda z 24 postaci dostaje spory zestaw swoich własnych misji, sprowadzających się często do naprawdę atrakcyjnych i zajmujących mini-gierek, w których zdobywamy gwiazdki wypełniając określone założenia. Widać pomysłowość twórców, docenia się też dorobienie elementów graficznych, których nie zobaczymy nigdzie indziej w grze. Po prostu się ludziom z NetherRealm chciało… Tutaj także, poza trybem treningowym oczywiście, dobrze poznamy możliwości poszczególnych zawodników. Z uwagi na przeszłość studia, da się dopatrzeć w wielu przypadkach inspirowania się Mortal Kombat (Batman używa linki jak Scorpion, Killer Frost zamraża niczym Sub Zero, a Ares znika z oczu na wzór Reptile’a), acz mamy do czynienia z pełnoprawną, nową bijatyką, nie zaś klonem znanego tytułu z podmienionymi postaciami. Nie ma co liczyć na fatality. Zastąpiły to bardzo cieszące oczy, porażające widowiskowością superciosy.

Tak, gdy Doomsday przebija się z wrogiem przez skorupę ziemską, Green Lantern przenosi przeciwnika na OA w światło wielkiej latarni, a Superman wybija rywala na orbitę okołoziemską, radują się serce i dusza – nie przeszkadza wcale, że te animacje trwają po dobre kilka sekund. Wszystkich bohaterów oraz złoczyńców przygotowano bardzo starannie, w ograniczonym stopniu niszczą się im kostiumy. Ogromne wrażenie robią kilkupoziomowe, rozpadające się po kawałku po każdym potężnym ciosie areny, na których przewijają się na drugim planie liczne postacie z komiksów (część z nich pewnie pojawi się w płatnym DLC). Miejscówkom można przyjrzeć się z bliska w menu dodatków, rozwalając je tam według własnego widzimisię. Głosy pasują do postaci, dialogi i wypowiadane kwestie nie wypadają wcale jakoś tanio, a przyczepiłbym się wyłącznie do muzyki – nuty za bardzo przypominają motywy z Gears of War. Grę wydano w polskiej wersji kinowej, która jest bardzo słaba. Batman „obsłuży” tu Jokera (w oryginale I’ll handle him) czy najemnik Deathstroke nie dostanie „dodatku” (No bonus for you!), zaś to tylko przykłady pierwsze z brzegu. Zdarzają się ponadto wypowiedzi pozostawione po angielsku albo takie zagadkowo wycięte. Trwa rozmowa, a nic się nie pojawia...

350037433083652033

Injustice: Gods Among Us to na pewno jedna z najlepszych, jeżeli nawet nie najlepsza bijatyka z postaciami z komiksów (przynajmniej jeśli o uniwersum DC chodzi), oferująca sporo różnorodnej i wciągającej zabawy samotnikom oraz niezapomniane chwile w starciach z żywymi przeciwnikami. Nie bez znaczenia są również akcje towarzyszące jej premierze - rozrysowana pięknie historia, wydawana na papierze w USA plus bezpłatna gra mobilna. Będąc fanem kolorowych zeszytów amerykańskiego wydawnictwa łatwo byłoby więc dać się ponieść z oceną, podczas gdy produkt, wzięty pod lupę, jednak na wielu frontach odstaje od typowo turniejowych, bardziej technicznych projektów. W tle majaczy również cały czas nieszczęsne widmo Mortal Kombat - gdy znajomi, posiadający w bibliotece ostatnie dzieło NetherRealm, po całym dniu superwalk stwierdzili, że to fajne, ale "staroć" im wystarczy, dotarło do mnie, iż coś w tym jest... Tak czy siak, tytuł niewątpliwie potrafi zrobić wrażenie i nie tylko komiksomaniacy go docenią.

Programy

Aktualizacje
Źródło artykułu:www.dobreprogramy.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (2)