Apple oczywiście milczy jak grób, ale przeciek na pierwszy rzut oka wydaje się być dość prawdopodobny. W końcu to właśnie ekran oferujący jakość niewiele wyższą niż iPad 2 jest głównym obiektem krytyki nowego tabletu. Wiele osób uważa, że jest on „zaledwie wystarczający”, co z kolei świadczy o pewnej niekonsekwencji firmy kreującej się na „innowacyjne przedsiębiorstwo”. Pozbawiając iPada Mini wyświetlacza Retina, koncern skazał go na wizerunek niedopracowanego urządzenia, które jest rodzynkiem w zestawieniu z dużymi iPadami, iPhone’ami czy MacBookami Pro. W tej sytuacji ulepszenie ekranu wygląda na najbardziej racjonalny krok — gdyby producenci „upchnęli” Retinę w 7,9-calowy tablet, urządzenie mogłoby generować obraz z gęstością pikseli na poziomie 326 PPI. (Źródło przecieku błędnie podaje, że byłoby to 497 PPI). Cel jest więc w zasięgu ręki, bo identyczne parametry oferują iPhone 5 i iPod Touch.
Warto w tym miejscu zadać sobie pytanie: czy Apple nie pośpieszyło się z premierą iPada Mini? Trudno zrozumieć decyzję, dlaczego koncern tym razem postawił na rozwiązanie, które pozostaje w tyle za konkurencją. W historii przedsiębiorstwa nietrudno przecież znaleźć momenty, w których Apple wyraźnie wyprzedzało swoich rywali. Rezygnując natomiast z asa w rękawie w postaci Retiny, koncern zwyczajnie strzelił sobie w stopę. To już nie ta sama firma, która nie tak dawno temu chciała zapaść klientom w pamięć jako producent sprzętu wyświetlającego obraz tak szczegółowy, że ludzkie oko nie jest w stanie zobaczyć pojedynczych pikseli. W tej sytuacji trudno przyjąć za dobrą monetę tłumaczenie, że „słabszy” ekran iPada Mini podyktowany był zgodnością z aplikacjami dostępnymi w AppStore.
Przeciek ma jednak jedną, dość istotną lukę — informatorzy przewidują, że Apple wróci do rocznego cyklu prezentacji urządzeń i druga generacja iPada Mini trafi do sklepów w w okolicach IV kwartału 2013 r. Byłoby to posunięcie o tyle dziwne, że koncern dotychczas nie pozwalał, by tańszy produkt był lepszy niż droższy. (Nawiasem mówiąc, jest to dość zrozumiałe). Możliwe są więc trzy scenariusze: w pierwszym po prostu okaże się, że cały przeciek został wyssany z palca. W drugim Apple zaprezentuje piątą wersję dużego iPada, który będzie oferował jeszcze wyższą rozdzielczość (4096 x 3072 pikseli?), a to już brzmi dość nieprawdopodobnie. W trzecim wariancie dojdzie do zwyczajnej kanibalizacji i iPad Mini rozprawi się z innymi urządzeniami w ofercie tak, jak iPad 4 wygryzł poprzednią generację dużego tabletu.
Apple od czasu śmierci Steve'a Jobsa zachowuje się na tyle nieszablonowo, że trudno przewidzieć następny krok firmy. W moim jednak odczuciu iPad Mini z Retiną to pieśń bardzo odległej przyszłości. Zwłaszcza, że mimo krytyki tablet świetnie się sprzedaje.