Projekt GNU też będzie mieć swój kodeks – postępowo czy politycznie?

Strona główna Aktualności
Projekt GNU też będzie miał swój kodeks (depositphotos)
Projekt GNU też będzie miał swój kodeks (depositphotos)

O autorze

Niedawno, do znudzenia już niemal, powróciła kwestia inkorporowania do kodu Linuksa dokumentu „Code of Conduct”, czyli umownego kodeksu postępowania, regulującego przede wszystkim zasady interakcji międzyludzkiej, a nie sam proces tworzenia i wprowadzania kodu. Podniósł się z tej okazji niezły wrzask i raban, co w przypadku tematów społeczno-politycznych jest ostatnimi czasy (a może od zawsze…?) nieuniknione. Nie wdając się w debatę na temat słuszności owego kroku w wykonaniu Linuksa, na podobny kodeks zdecydowała się w tym tygodniu Fundacja FSF, a w praktyce jej główny projekt, czyli GNU.

Bardzo porządne opracowanie zagadnienia Kodeksów napisał niedawno @eimi, nie chcę zatem powtarzać tego dzieła, ponieważ zapewne nie zrobię tego lepiej. Myślę, że jednak warto zwrócić uwagę na fantastyczną różnicę między CoC Linuksa (oraz większości modnych ostatnio kodeksów), a ofertą przygotowaną przez GNU. Implikacje są tu rzecz jasna czysto socjologiczne, ale to dobrze. Komputery są nudne.

Trudne charaktery: GNU, Linux, NT...

Ale najpierw krótkie przypomnienie. Pomysł wdrożenia Kodeksów Postępowania wynikł z przekonania, że nie można obdarować ludzi zaufaniem w kwestii wypracowania właściwych mechanizmów komunikacji. Nie chodzi tu nawet o dyskryminację „profesjonalnie obrażonych”, fantastycznych mniejszości, których atypowa charakterystyka nijak nie wpływa na pracę programistyczną, choć właśnie ten kierunek pojawia się najczęściej w prasie IT opisującej temat. Często chodzi o coś bardziej elementarnego. Opiekunowie ambitnych projektów informatycznych mają bowiem potężne problemy z kontaktami międzyludzkimi. Ich nienawiść do głupoty (i dość szeroka definicja tejże) sprawia, że są strasznymi krzykaczami. Jak twierdzą, nie ze swojej winy: to ludzie uparli się, że będą durniami. Tak mówił Dave Cutler i taki jest dziś Linus Torvalds. Potrafi to zrazić nie tylko przedstawicieli tęczowego spektrum różnorodności, ale również ludzi występujących w zupełnie neutralnym kontekście. Jeżeli tylko w jakiś sposób podpadną. Prowadzi to drenażu kadrowego i odpływu talentów.

Stawia to społeczności IT w bardzo dziwnej sytuacji. Oto okazuje się bowiem, że dorosłych ludzi trzeba wychowywać, przysposabiać na bardzo podstawowym poziomie do życia między innymi. Jest to wszakże coś, co powinno wynikać z dobrego wychowania, a więc być powszechne wśród ludzi wykształconych. O ile można sobie poradzić z niekompetencją, to wszelkie zasady wysiadają w konfrontacji z chamstwem. Stężenie bezczelnych, niewychowanych mądrali o wyniosłym usposobieniu istotnie rośnie, ale problem dotyczy też „starej gwardii” (acz w innym stylu, jednak lepszym). Procesy wychowawcze nie powinny być potrzebne w pracy. Zdumiewającym jest jednak, że da się iść przez życie, uchylając się od nich od dziecka.

Kodeks postępowania motywowany polityczne?

Problem z charakterem i niezniszczalnym ego ma jednak wielki potencjał, by natychmiast stać się zagadnieniem politycznym. Wystarczy, że zbyt silny (a więc często – jakikolwiek) grom padnie w stronę grupy lub jednostki definiującej swoją tożsamość poprzez bycie poszkodowanym. Wtedy zagadnienie zmienia się z problemu braku dobrych manier w problem nietolerancji i dyskryminacji. To nie jest kwestia zasadności zarzutów, a narracji. Posłużmy się przykładem. Jeżeli opiekun projektu IT, w którym biorę udział stwierdziłby, że wszystkich leworęcznych ludzi należy poddać eutanazji i wrzucić do jeziora, obraziłbym się za jego bezczelność, a nie za dyskryminację leworęcznych (w tym mnie). Moja leworęczność nie jest bowiem zagrożona ani wyśmiewana. Nie istnieje wszak rzeczywiste ryzyko bycia wrzuconym do jeziora. Nie powinno się również walidować takiego języka, obrażając się – to zbyt niepoważne słowa, by nagradzać je uwagą. Gość po prostu chrzani głupoty, i tyle.

Dzisiejszy klimat sprzyja jednak innym reakcjom. Prędko zawiązałby się komitet, wydający oświadczenie zaczynające się słowami „jako osoby leworęczne, kategorycznie sprzeciwiamy się…”. Kolejnym krokiem byłoby właśnie żądanie opracowania kodeksu postępowania, zawierającego zakaz wykazywania krytykowanego zachowania oraz wszelkich pozostałych postaw klasyfikowanych jako mańkutofobiczne. Pod groźbą wykluczenia z projektu oraz ostracyzmu w mediach społecznościowych. Wymuszanie procesu wychowawczego przestaje zatem dotyczyć kwestii braku manier, a staje się misją kształtowania postaw. Będzie w tym stwierdzeniu nieco zuchwałej przesady, ale koncepcja formowania postaw kolektywnych ma… charakter klasowy. и смешно, и страшно. Wyjaśnijmy to pokrótce.

Naród z Fundacją, Fundacja z Narodem!

Pogląd konserwatywny zakłada tutaj, że dotychczasowe, zastane mechanizmy są słuszne i należy się do nich dostosować, poprzez szacunek dla konwencji, poglądów, zwyczajów i dobrego wychowania. Alternatywą dla owego poglądu jest przekonanie, że taki system jest anachroniczny i wyklucza możliwość osiągnięcia równości i tolerancji, ponieważ otrzymywana edukacja wymusza właśnie trwanie w zastanej konwencji. Ponadto, nie każda grupa społeczna miała taką samą możliwość zapoznania z koncepcją egalitaryzmu. Społeczeństwo należy zatem „edukować” (z konserwatywnej perspektywy – „wychowywać”), aby możliwe było wdrożenie ideałów równościowych. Dlatego koncepcję „post-merytokracji” prezentuje się na serio: spowalnianie postępu może być zasadne, jeżeli nie kształtuje on odpowiednich postaw. Jest to pogląd inherentnie lewicowy. A to oznacza idealne paliwo do sporów ideologicznych.

Właśnie w tym miejscu wkracza inicjatywa GNU Kind. Jak to zwykle bywa w wykonaniu FSF, projekt jest niezwykle interesujący i słuszny, ale ma kiepski, wręcz odstręczający marketing. Otóż jak podaje manifest kodeksu GNU Kind, podstawową kwestią odróżniającą go od dokumentów typu „Code of Conduct” jest… właśnie kwestia wychowawcza. Wedle Richarda Stallmana (ludzkiej manifestacji kiepskiego marketingu), dotychczasowe regulacje CoC próbują wymusić na ludziach zmianę zachowania, w domyśle szkodliwego, i oferują szereg sankcji i innych mechanizmów do zastosowania w ramach kary za nie.

Piętnowanie to nie edukacja

Tak naprawdę więc, kodeksy postępowania wcale nie są narzędziem edukacyjnym. Grożą permanentnym wykluczeniem i napiętnowaniem, bez drogi powrotu. Ktokolwiek bowiem okazał się niewystarczająco „postępowy”, wysyłany jest na Spacer Wstydu i wytykanie palcami. Spacer, z którego nie wolno wrócić. I po którym wiele osób będzie sobie nawzajem gratulować. Ideologiczne, niemal religijne podejście do wytycznych nie jest edukacją, a indoktrynacją. Oczywiście, samo zaimplementowanie CoC absolutnie nie oznacza, że powyższe praktyki będą miały miejsce. Jest jednak paliwem dla takiej narracji. Osoby pragnące znaleźć argumenty za hipotezą, że społeczności internetowe ulegają demonom marksizmu, znajdą swoje oparcie właśnie w takich zjawiskach. Mimo, że to dość naciągane stwierdzenie, to pewnym jest, że w domyśle dokumenty CoC wprowadzają procedury „wygnania”, a nie „reedukacji”.

Dlatego w dokumencie GNU Kind pada hasło:

„Rather than ordering people to be kind or else, (...) try to help [them] learn to make their communication more kind”

Istotnie zatem chodzi o pracę nad poprawą jakości komunikacji, a nie o sankcje. GNU opublikowało swój dokument bez politycznej dyskusji ani politycznego komentarza. Widać tu, że celem nie jest kwestionowanie podnoszonych coraz częściej wyrazów krytyki wobec nietolerancyjnych i niekulturalnych postaw w projektach IT. Zwłaszcza w świetle oddzielnego akapitu dotyczącego stosowania rodzajowo neutralnych zaimków osobowych. To dobrze.

Przerażająca jednak, po „obu stronach barykady”, jest objętość dokumentów poświęcona tłumaczeniu podstawowych reguł dobrych manier. Niepokoi także konieczność podkreślania różnicy między faktem, opinią i uczuciem (feeling). Wyżej wymienione zjawiska wydają się być oczywistością poznawaną w ramach procesu wychowawczego w jednocyfrowym wieku. Być może coś się przez ostatnie lata zmieniło...? Najwyraźniej przy całej mnogości narzędzi do komunikacji, wiele osób nie potrafi ze sobą rozmawiać. Nie wie, jak to się robi. To przykra perspektywa na przyszłość i zapowiedź postępującego chaosu.

Z pełną treścią dokumentu GNU Kind, w oryginalne, można zapoznać się na stronie projektu.

© dobreprogramy