Do zmasowanej ofensywy DDoS na popularne usługi przyznała się grupa hackerów przedstawiająca się jako Lizard Squad. Chociaż nie cieszy się ona w Internetowym półświatku takim szacunkiem, jak niegdyś siejąca postrach ekipa Anonymous, nieoczekiwane odcięcie urządzeń Sony od sieci przestraszyło wielu użytkowników. Nie chodziło przecież o standardowe prace konserwacyjne, planowane dopiero na 25 sierpnia, lecz dziwny błąd, uniemożliwiający korzystanie z usług online. Tych, którym w głowie pojawiła się wizja powtórki scenariusza z 2011, kiedy to wykradziono istotne dane korzystających z PlayStation Network, Sony postanowiło uspokoić. Ponoć na chwilowym przypchaniu serwerów się skończyło, a sytuacja została opanowana.
W dalszym ciągu są problemy z Xbox Live, do czego także dopuścił się Lizard Squad. W tym przypadku sytuacja jest trudniejsza do przełknięcia, bo o ile potrzeba opłacania abonamentu, by móc bawić się po sieci, pojawiła się w przypadku konkurencji dopiero z PS4 (wcześniej subskrypcja PlayStation Plus nie była wymagana), tak Microsoft na Xboksach od początku pobierał opłaty za konta Gold. Niejednokrotnie podśmiewano się przy tym z darmowych, a przez to podobno słabej jakości usług online oferowanych przez bezpośrednią konkurencję. Jak się okazało, przyganiał trochę kocioł garnkowi.
Na tym nie koniec, bo hakerzy postanowili bawić się na całego. Ataki przypuszczono również m.in. na Battle.net, League of Legends, czyli najbardziej popularną grę sieciową na świecie, jak również Path of Exile. Co ciekawe, osoby odpowiedzialne za akcje DDoS poczuły się zbyt pewnie, czego rezultatem było opublikowanie informacji o bombie na pokładzie samolotu z głową działu Sony Online Entertainment Johnem Smedley'em na pokładzie. Wobec takiej wagi pogróżek do roboty ochoczo zabrało się się w końcu FBI.