Creative Sound Jam vs Beats Solo3 Wireless — Dawid i Goliat

Nieco ponad rok temu zamieściłem krótką recenzję słuchawek Cretaive Sound Jam. Zanim przejdę do meritum wpisu, pozwolę sobie krótko wspomnieć, jak słuchawki przetrwały rok naprawdę intensywnego użytkowania.

Uzależnienie od… muzyki

Jestem typem człowieka, który wychodząc z domu, zakłada, że na pewno będzie słuchał muzyki. Nie ważne, czy będzie to 10 minut, czy kilka godzin, sprzęt do muzyki muszę mieć. Tym samym słuchawki zawsze mi towarzyszą i nie inaczej było z Creative Sound Jam. Słuchawki niemal codziennie trafiały do mojego plecaka. Nie miały wydzielonej przegródki ani dodatkowego etui. Zwyczajnie wrzucałem je rano, wychodząc do pracy. Śmiało mogę powiedzieć, że statystycznie codziennie słuchałem na nich muzyki przynajmniej kilkadziesiąt minut dziennie. Jak poradziły sobie z takim, beztroskim użytkowaniem ?

Choć na plastiku słuchawek przybyło drobnych rys, ciężko powiedzieć o nich — zniszczone. Jedynym zarzutem co do ich wizualnego stanu są wypłowiałe gąbki nauszników oraz wytarte nadruki, zwłaszcza na słuchawce wyposażonej w przyciski do sterowania. Nie mogę mieć natomiast zarzutu co do ich działania. Czas pracy na akumulatorze nie uległ skróceniu na tyle, bym go zauważył. Także jakość dźwięku nie uległa pogorszeniu.

Reasumując, to był naprawdę dobry zakup ale…

Łapię okazję

Od dłuższego czasu „chorowałem” na słuchawki Beats. Nie, żebym uważał, że to jakiś wybitny produkt. Ot, podobały mi się, uważałem, że oferują niezły dźwięk, choć ich cena jest mocno wygórowana. Wstrzymywałem się z zakupem, aż trafiła się okazja, obok której nie mogłem przejść obojętnie i tak stałem się posiadaczem nowych słuchawek Beat Solo3 Wireless.

Oczywiście słuchawki Creative przestały grać pierwszą rolę w moim życiu i ostatecznie trafiły w ręce mojego dziecka (są pierwszymi słuchawkami, których nie "zabił" w 3 miesiące). Czy owo zesłanie naprawdę było słuszne ?

Słuchawki Beats są produktem dość drogim — jeśli patrzeć na ich sklepową cenę. Wystarczy przeliczyć, że w cenie Solo3 Wireless możemy mieć aż 8-10 słuchawek Creatve Sound Jam, nie trudno jest stwierdzić, kto jest w tym pojedynku faworytem.

Sound Jam to produkt budżetowy i widać to na każdym kroku. Budżetowe pudełko nie będzie zachwycać tak, jak pudełko z Beats Solo3. Podobnie z akcesoriami dołączonymi przez producenta. O ile w pudełku Creative znajdziemy tylko kabel do ładowania, o tyle pudełko Beats zawiera wiele więcej dodatków. Jest w nim kabel do ładowania, kabel z końcówką Jack 3.5 mm, wygodny futerał, którego i tak zapominam używać…

W bezpośrednim kontakcie Sound Jam też trochę tracą, choć nie aż tak dużo jakby się można spodziewać. Plastik użyty w ich konstrukcji jest z pewnością bardziej budżetowy wizualnie, ale jak wskazują roczne doświadczenia, radzi sobie świetnie. Choć słuchawek nie da się złożyć, plastik jest na tyle elastyczny, że są one naprawdę odporne na różne zgięcia i odkształcenia wynikające z codziennego użytkowania.

Beats ma nieco inną filozofię. Tworzywo sztuczne, jakie zostało użyte w ich konstrukcji, wizualnie prezentuje się świetnie. Nie jest tak elastyczne, jak to w Sound Jam, ale za elastyczność odpowiadają tu ruchome elementy, których daremnie szukać w produkcie Creative. Krótko mówiąc, Creative postawiło mocno na elastyczność materiałów, Beats na przemyślaną konstrukcję, która uwzględnia także możliwość złożenia słuchawek do transportu. Miłym dodatkiem w Beats jest miękka wyściółka kabłąka — to coś, czego najbardziej mi brakowało w Sound Jam, ale…. Beats są dużo cięższe (Sound Jam tylko 83 g natomiast Beats Solo3 aż 215 g) i bez wyściółki czuć byłoby je na głowie. Lekkie Sound Jam nie są w tym miejscu tak bardzo uciążliwe.

Drugą zaletą słuchawek Beats są nauszniki. Sound Jam posiada nauszniki nieruchome, natomiast słuchawki Solo3 dopasują się do kształtu naszej głowy. Choć wyściółka słuchawek Beats wygrywa z Creative — nauszniki wykonane z tworzywa i syntetycznej pseudoskóry — różnica nie jest aż tak wielka, jakby się można było spodziewać. Owszem, Solo3 lepiej tłumi dźwięki z zewnątrz, ale jeśli chodzi o wygodę… Gąbki Creative lepiej sprawdzają się w upalne dni i wówczas, gdy naprawdę sporo czasu spędzamy ze słuchawkami na uszach. Kwestia przyzwyczajenia czy gorących uszu ? Sam nie wiem.

Czymś niemal fantastycznym jest integracja Solo3 z produktami Apple. Coś, czego brakowało mi w Sound Jam, choć wówczas nie potrafiłem tego nazwać.

Solo3 ma nowy układ W1, który potrafi łączyć słuchawki z różnymi urządzeniami za pośrednictwem iCloud. Jeśli sparujemy słuchawki z iPhone, będą one rozpoznawalne przez wszystkie inne urządzenia Apple używające tego samego Apple iD. Parując słuchawki z moim telefonem, natychmiast miałem je dostępne na Apple Watch, dwóch komputerach w domu, iPadzie i komputerze pracy. Dzięki temu, można się szybo i wygodnie przełączać pomiędzy urządzeniami korzystając tylko z jednych słuchawek. To naprawdę fantastyczne rozwiązanie.

Czas pracy na baterii słuchawek Beats Solo3 jest dłuższy (do 40 godzin) niż Sound Jam (około 14 godzin), ale jest tu jedno małe "ale". Sound Jam zdecydowanie lepiej radziły sobie na mrozie i nigdy nie zdarzyło mi się, by przy ujemnych temperaturach się wyłączyły. Niestety, Solo3 kilka razy zrobiły mi taką niemiłą niespodziankę nawet wówczas, gdy bateria miała około 30-40%. Jednak słuchawki Beats mają tu jedną cechę, której próżno szukać w Sound Jam. Dzięki funkcji Fast Fuel, 5 minut ładowania zapewnia im pracę przez około 3 godziny.

Na koniec to, co najważniejsze w słuchawkach czyli dźwięk. Zacznijmy od tego, że zasięg Bluetooth jest nieco lepszy w słuchawkach Beats, ale Creative Sound Jam nie mają tu się czego wstydzić. Różnica nie jest na tyle duża, by drzeć z tego powodu szaty.

Sam dźwięk to już mocno subiektywne odczucie. O ile Solo3 dzięki lepszemu wytłumieniu oferują większy komfort słuchania, dźwięk z Sound Jam jakoś bardziej mi się podoba. Basy są chyba nieco przyjemniejsze i mniej dudniące. Jednak Solo3 oferują zdecydowanie większą przestrzeń dźwiękową. W mojej ocenie i tu słuchawki Creative nie mają powodu do wstydu. 

Sound Jam wygrywa, gdy używamy ich do rozmów telefonicznych. Prowadząc rozmowy telefoniczne za pośrednictwem Sound Jam, bez względu na lokalizację i warunki nigdy nikt z moich rozmówców nie skarżył się na jakość rozmów. Owszem, zdarzało się, że ktoś nie złapał jakiegoś słowa, ale nigdy nie było to na tyle uciążliwe, bym usłyszał:


Możesz przełączyć się na telefon ?

Słuchawki Beats Solo3 Wireless, do rozmów telefonicznych raczej się nie nadają. Choć mają mikrofon, zbiera on wszystko z okolicy poza głosem. Rozmówcy słyszą szum wiatru, przemarsz mrówek, tupanie kotów, szyderczy śmiech myszy, ale nie słyszą, co mówi osoba, która ma je na głowie.

Bardzo szybko nauczyłem się tego, że jeśli nie jestem w pomieszczeniu na ulicy, jedyną szansą na rozmowę telefoniczną jest odebranie jej na słuchawkach i jak najszybsze przełączenie się na telefon.

Dawid i Goliat

Reasumując, o ile w zakresie estetycznym Sound Jam pozostaje kopciuszkiem, o tyle w zakresie funkcjonalności nie widać aż takiej przepaści między tymi dwoma, skrajnie różnymi w zakresie cenowym produktami. Jak dla mnie różnica w dźwięku, choć nieco na korzyść Solo3, nie usprawiedliwia aż takiej różnicy cenowej.

Czy było warto? Konfrontacja Sound Jam i Solo3 przypomina trochę konfrontację Dawida z Goliatem. Choć słuchawki Beats są z pewnością produktem lepszym, owa jakość nie znajduje swojego odzwierciedlenia w cenie. Gdyby Beats Solo3 Wireless kosztowały tyle, za ile udało mi się je kupić (550 zł nowe), wybrałbym je ponownie, bez najmniejszego wahania. Jeśli jednak miałbym do wyboru Creative Sound Jam za 134 zł i Beats Solo3 Wireless w regularnej cenie 1299 zł, z pewnością wybrałbym słuchawki Creative.