Sprawa rodzi mieszane komentarze, ale trzeba przyznać, że sam pomysł jest interesujący. Ma też niestety wady. Założenie policjanta jest takie, by film został automatycznie usunięty z sieci (na przykład z YouTube'a), kiedy nagrywający zdecydowałby się go opublikować. W praktyce jednak, jak pokazuje znaleziony w sieci przykład, różne serwisy w różny sposób analizują wykorzystane utwory w filmach.
I tak na przykład z YouTube'a faktycznie taki film prawdopodobnie by zniknął (lub został w inny sposób ograniczony przez automat wykrywający naruszenia praw autorskich), ale w innych przypadkach ten pomysł po prostu się nie sprawdzi. Okazuje się na przykład, że algorytmy na Instagramie wykrywają, że muzyka jest tylko fragmentem nagrania i zastosowana w tle, a taki film nie jest w żaden sposób blokowany.
Jak poinformowano później w zagranicznych mediach, policja w Beverly Hills obiecała przyjrzeć się sprawie i zweryfikować zachowanie funkcjonariusza z filmu. Komentatorzy zarzucają mu próbę blokowania wolności słowa.