Przypomnę, że na Xboksie 360 i One używa się tego samego profilu gracza. Do zyskania statusu absolutnego czempiona (lub też największej ladacznicy, która zrobiłaby wszystko za lepszy Gamerscore — jak kto woli) droga była bardzo długa. Stallion83 wspomina, że swoją przygodę rozpoczął przeszło 8 lat i kwartał temu. Przyjmując, że przeciętnie w każdej grze do zdobycia jest 1000 punktów (pomijam pozycje z Xbox Live Arcade oraz DLC), a ogranych mamy 99 miesięcy, oznacza to przeszło 10 tytułów na każdy z nich. Biorąc poprawkę na pół miliona wykręcone już w 2010 roku, średnia wzrasta nam po tym okresie do niemal 13. Gdyby w Polce ktoś chciał kupować miesięcznie tyle gier, wydawałby na swoje hobby przynajmniej 2,5 tysiąca złotych.
Kupować i nie pracować, by je przechodzić? Trudno sobie wyobrazić, ile czasu Stallion83 spędził przed konsolą. Jasne, są takie tytuły, gdzie w przeciągu nawet pierwszych kilku minut da się zdobyć komplet punktów, ale jednak samo jednorazowe przejście tych porządniejszych gier to przynajmniej 6 do 8 godzin. Do tego trzeba niemniej dorzucić kolejne, żeby mówić o calaku, czyli zdobyciu wszystkich osiągnięć. Gry RPG to już w ogóle osobna bajka, a nadmienię też, iż jednorazowa przygoda z takim Grand Theft Auto V, a więc gangsterka w otwartym świecie, to 35 godzin wraz z padem.
Jak pod kątem zdobywania punktów Gamerscore wypadają Polacy? Całkiem nieźle okazuje się. Największy znany mi wymiatacz, czyli Mr Jim PL, zgromadził ich już oto przeszło 426 tysięcy. W zestawieniu graczy popularnego serwisu OnlineCenter wynik powyżej dwustu tysięcy też nie jest niczym nadzwyczajnym. Patrzę tak teraz na swój profil na Xbox Live i trochę mi głupio, bo dosyć odstaję, nawet pomimo faktu, że będąc recenzentem naprawdę wiele projektów mam już za sobą. Z drugiej strony wolę wyjść przy słonecznej pogodzie na rower, rolki lub po prostu spacer, zamiast opalać się przy bladym blasku telewizora, wyświetlającego obraz z podpiętej grubym kablem konsoli...