Odnaleziono prototypy gier Pokémon. Fani zareagowali... oburzeniem

Strona główna Aktualności
Odnaleziono grafikę z prototypu pierwszej gry Pokémon (dobreprogramy)
Odnaleziono grafikę z prototypu pierwszej gry Pokémon (dobreprogramy)

O autorze

Za tydzień miną dwadzieścia trzy lata od premiery gier Pokémon Red and Green. Prace nad nimi naturalnie rozpoczęto znacznie wcześniej, bo już w 1990 roku. Z relacji programistów zespołu tworzącego grę oraz z nielicznych opublikowanych ilustracji wiedzieliśmy od lat, że początkowy projekt różnił się znacząco od końcowego dzieła – o wiele bardziej, niż większość gier. Istotne rozbieżności w stylu ilustracji, fabule oraz ogólnym tonie (początkowo mieliśmy otrzymać bicz!) wytworzyły w pewnych kręgach gorączkę poszukiwań. Trwają niestrudzone próby odkopania materiałów związanych z oryginalnym prototypem „Capsule Monsters”, sformułowanym sześć lat przed premierą.

Polowanie na zaginiony kod

Dla jasności – takiej skali szaleństwo nie dotyczy wyłącznie Pokemonów. Istnieje cała scena poszukiwaczy zaginionych, porzuconych i ukrytych materiałów związanych z grami i ogólnie oprogramowaniem. Portal BetaArchive kolekcjonuje programy i media wersji próbnych i testowych wszelkiego oprogramowania i zawiera w swoich zasobach takie cuda, jak Microsoft Cairo Server oraz Windows Longhorn. Podobnie w kwestii gier, strona The Cutting Room Floor zrzesza fanów odnajdywania ukrytych i zapomnianych sekretów w grach komputerowych.

Jednakże seria Pokemon to gigantyczny franchise i poszukiwanie kodu dawnych wersji jest uzupełniane o wiele pobocznych inicjatyw, które dotyczą szeregu innych dziedzin. Polowanie na dawne „artefakty”, jak dokumentacja, zrzuty ekranu lub pliki ROM zawierające kod uruchamiany na konsoli nie jest zajęciem czysto komputerowym. Wymaga przeglądania obfitego materiału historycznego, na przykład godzin programów telewizyjnych wyemitowanych wyłącznie w japońskiej telewizji lub albumów okolicznościowych możliwych do nabycia tylko w Japonii (20 lat temu). Jedynie część owego przedsięwzięcia dotyczy materiałów czysto cyfrowych, jak właśnie zrzuty ROM. Te bowiem są rzadkie. Nigdy nie były przeznaczone do dystrybucji poza firmą-twórcą i bardzo rzadko były używane do publicznych demonstracji, jak niesławne demo Spaceworld 97.

Baza wiedzy o pochodzeniu Pokemonów rzecz jasna powoli rosła z czasem, ale szczególną sławę na polu odkrywania dawnych sekretów zdobyła sobie w zeszłym roku grupa The Helix Chamber, która ostanimi miesiącami niemal przebiła swoimi osiągnięciami grupę TCRF publikującą demo Gold and Silver (okazujące się być pełną grą, z kilkoma blokadami). Rok 2018 był więc niezwykle owocny dla poszukiwaczy.

„Kryminalistyka gamingowa”

Skrupulatność zespołu Helix Chamber jest wręcz nieprzystająca do powagi tematu, jakim jest gra komputerowa, choćby najpopularniejsza. Stosowane metody budzą prędzej skojarzenia z cyfrową kryminalistyką śledczą (digital forensics), niż z hobby oddanych fanów. Dla przykładu: odkopano telewizyjny wywiad z roku 2004, w którym twórca serii Satoshi Taijiri przedstawia album „怪獣図鑑”, zbiór ilustracji z prototypami potworów. Album jest dosłownie kartkowany na antenie, co oczywiście skutkuje otrzymaniem niewyraźnych i zamazanych obrazów. Dokonując skrupulatnej analizy, HC wysnuło hipotezy potwierdzające wiele poprzednich poszlak dotyczących serii, jak istnienie 190 postaci. Innym razem wyekstrahowano fragmenty promocyjnej mangi, w której (jako grafikę w tle!) umieszczono ilustracje prototypowych postaci. Zespół odkrył w ten sposób dziesięć nieznanych dotychczas postaci oraz niezliczone pomniejsze różnice między finalnymi wersjami oficjalnych potworów a ich prototypami. Niniejsze odkrycie rozstało następnie opisane masywnym, sześcioczęściowym opracowaniem o zdumiewającej szczegółowości. Wszystko po to, by rozwikłać „zagadkę MISSINGNO.”: tożsamość czterdziestu postaci usuniętych podczas prac nad grą, których strzępy pozostały w kodzie ROM-u. Powody ich usunięcia są przedmiotem nieustającej i z definicji bezowocnej debaty: istnieją sprzeczne teorie, jak usunięcie z powodu problemów z pamięcią lub przesunięcie wzorów na potrzeby fabularnego zasilenia planowanej drugiej części.

Dzięki swoim odkryciom oraz wstrząsająco rzetelnym analizom, grupa Helix Chamber eksplodowała popularnością. Wszystkie publikowane informacje już dawno zostały uznane za stracone w mrokach historii i niemożliwe do odtworzenia. Tymczasem okazało się, że są wciąż dostępne, a nierzadko opublikowane lata temu, niejako mimochodem. Grupa oznajmiła, że dysponują większą liczbą materiałów, których nie udostępniają od razu, ponieważ są one drobiazgowo opracowywane. Pojawiły się jednak głosy, że osiągnięta popularność nieco uderzyła „śledczym” do głowy. Artykuł opublikowany w święta Bożego Narodzenia został napisany wierszem i niemal pretensjonalnym tonem. Nie odstawał jednak rzetelnością od poprzednich publikacji, mimo znacznie szczuplejszego materiału źródłowego i krótszego czasu poświęconego na jego opracowanie. Prawdziwy chaos grupa ściągnęła na siebie dopiero w tym tygodniu. Głęboko rozczarowując wielu swoich fanów.

Wielka mistyfikacja

Zaczęło się od szumnych ogłoszeń nadchodzącego strumienia wideo, mającego ukazać nowe, nieznane jeszcze niespodzianki. Strumień okazał się transmisją z gry (gameplay) o nieznanym źródle. Podczas trwania gry wielokrotnie zapewniano, że prezentowane demo, zawierające uproszczone, prototypowe mapy i ilustracje wszystkich nowoodkrytych potworów nie jest tzw. ROM-hackiem.

Przerobiony obraz ROM, czyli wspomniany ROM-hack oznacza oryginalną, skompilowaną wersję gry załataną zbiorem poprawek i własnych adaptacji. Stworzenie takiej przeróbki wymaga niezwykłego talentu, determinacji i czasu. Nie da się po prostu przekompilować projektu, źródła oraz środowisko budowania są nieznane i nieudostępnione. Konieczne jest operowanie na gotowej wersji, której modyfikowanie wymaga znajomości działania sprzętu, w który celuje (w tym przypadku Nintendo GameBoy). Efekt końcowy w postaci stabilnie działającej gry, która ma sens i wygląda przekonująco, jest naprawdę trudny do osiągnięcia.

Co jednak wspomniano w artykule opublikowanym po strumieniu, właśnie to zostało zaprezentowane widzom. Cała gra była przeróbką (ROM-hackiem) opartą o oryginalny silnik Red/Green, wzbogaconą o kilkanaście nowych grafik i map. Co gorsza, grupa pozwoliła sobie na... artystyczne odtworzenie brakujących grafik. Po prostu narysowano je samodzielnie, w pikselowej konwencji pasującej do pozostałych sprite'ów i przypisano zmyślone nazwy. Nie jest to jednak koniec nadużyć: podczas tranmisji, poza wielokrotnym zapewnianiem o oryginalności produkcji, parę razy proszono o dotacje dla projektu.

Po transmiji, na stronie Helix Chamber pojawił się opis materiałów użytych do przeróbki. Artykuł napisano w formule gigantycznego, długiego zrzutu wszystkiego, co otrzymano od anonimowego (i upartego) darczyńczy. Pojawiają się w nim osobiste wtrącenia, emocjonalne rozważania hipotetyczne i deklaracje bez pokrycia. Brakuje również jasnego oddzielenia elementów stworzonych i zaadaptowanych samodzielnie od surowych materiałów źródłowych otrzymanych od wyżej wspomnianego, nieznanego posiadacza prototypów.

Nie igrać ze społecznością

Reakcja była niemal jednoznacznie negatywna. Fani na Twitterze i w komentarzach WordPressa wyrażali jednoznaczną dezaprobatę. Wypunktowano przede wszystkim naruszenie zaufania: niezależnie od ogromu godnej podziwu pracy nad przygotowaniem ROM-u, widzowie zostali jednak oszukani. W dodatku grupa prosiła ich o datki. Wreszcie, materiały zostały opisane w sposób dalece odbiegający od dotychczasowej, bardzo wysokiej jakości publikacji.

To niejedyne zarzuty. Sceny demo i beta związane z serią Pokemon, które to – jak to sceny – mają tendencje do obrażalskiej dramy, również burknęły. Zespołowi HC zarzucono „zatruwanie społeczności”, już wcześniej pełnej kiepskich fanowskich ilustracji i błędnych informacji, które wskutek leniwego i nieprecyzynego cytowania, przez lata uchodzą za potwierdzone dane. W ten sposób przez wiele lat w powszechnej opinii rysunki „z pamięci” osoby zaznajomionej z demo uchodziły za oficjalne, prototypowe ilustracje. Wedle owej opinii, przygotowanie ROM-u w taki sposób doprowadzi do głębokiej konfuzji i dezinformacji: mnóstwo samodzielnie stworzonych materiałów zostanie uznanych za wielkie odkrycia oficjalnych, zaginionych wzorów.

Dokładnie to nastąpiło niemal natychmiast później. Serwis Polygon opisał pracę Helix Chamber w taki sposób, że zmyślone nazwy przedstawiono jako prawdziwe. Tymczasem materiał źródłowy był dość skromny. Nie otrzymano prototypowych ROM-ów, mimo że darczyńca niewątpliwie posiadał je. Zdecydował się jednak, z nieznanych powodów, dostarczyć jedynie wysokoprzetworzony wyciąg z owych ROMów, w tym niekompletny zbiór ilustracji postaci (wyłącznie widok z tyłu). Zespół uznał je za godne zaufania wyłącznie dlatego, że korelowały one z innymi ich odkryciami, których wtedy jeszcze nie opublikowano. Zestaw jest więc głęboko niekompletny – o ile całość nie jest zwykłym hoaxem, fałszywym alarmem i pokrętną metodą wyłudzenia dotacji.

Taka metoda publikowania materiałów podważa wiarygodność wszystkich poprzednich opracowań. Nie można nawet próbować wyciągać „dobrej strony” całej afery: w przeciwnym wypadku możnaby przynajmniej stwierdzić, że choć komplet informacji nie został udostępniony, gdzieś istnieje kolekcjoner dysponujący jednak pełnym prototypem, który być może zostanie kiedyś udostępniony.

Drama!

Najciekawsza w całej historii jest reakcja fanów. Wielu z nich zareagowało zaskakująco emocjonalnie. Chodzi wszak o grę komputerową sprzed ćwierćwiecza. Nawet fałszywe wiadomości w takim temacie nie należą do kwestii wpływających szczególnie turbulentnie na czyjkolwiek żywot. Mimo to, odbiór ostatnich wieści wskazywał niemal na złamane serca wielu fanów serii Pokemon. Przypomina to nieco klasyczne usenetowe „fochy” z początków powszechnego internetu, przeniesione dziś właśnie na niszowe demosceny typu Amiga (niewątpliwie na dobrej drodze do zostania tak emocjonalną grupą jest fandom Windows Phone).

Choć okazało się, że nowy ROM jest podróbką, możecie wykorzystać dostępny w naszej bazie oprogramowania emulator Visual Boy Advance to innych celów. Pospieszcie się, zanim Nintendo sformułuje zbrojne jednostki paramilitarne, walczące z emulacją 😉

© dobreprogramy